fot. Facebook/Sylwester Szmyd

Na czym polega specyficzne podejście Petera Sagana do kolarstwa? W jaki sposób kolarski trener może zyskać szacunek i zaufanie zawodników? Czego nie wiecie o Nairo Quintanie? Jaki był Chris Froome zanim zaczął wygrywać wielkie toury? Między innymi o tym, a także o kilku innych sprawach rozmawialiśmy z byłym zawodowym kolarzem, a obecnie asystentem trenera w drużynie BORA-hansgrohe Sylwestrem Szmydem. 

Na czym polega twoja praca w drużynie BORA-hansgrohe?

Jestem asystentem głównego trenera, czyli Patxiego Vili. Odpowiadam u niego za wszystko – to on jest moim przełożonym oraz oczywiście szef drużyny, ale powiedziano mi, że zadania do wykonania zasadniczo zleca mi Patxi. W kontrakcie mam zapisane, że pod moimi skrzydłami znajduje się tylko i wyłącznie Peter Sagan. Oznacza to, że jeśli Peter jest w domu, to ja też mam być w domu (jesteśmy sąsiadami), razem mamy przebywać również na wszelkich zgrupowaniach. Jednak w praktyce nie zawsze tak jest. Na przykład ostatnio, gdy Peter miał dołączyć do [Rafała] Majki i [Pawła] Poljańskiego przebywających w Sierra Nevada, to ja miałem pojechać tam z nim i być trenerem całej trójki, aby Patxi odpoczął przed Tour de France. Gdy obwieściłem to Peterowi, odparł z uśmiechem: „To nie powiedziałeś mu, że jesteś tylko dla mnie?” (śmiech) Ostatecznie pojechaliśmy na wysokość we francuskie Alpy Południowe – sami, bez masażysty, bez mechanika itp., tylko we dwóch. Teraz, w trakcie trwania Tour de France, jadę na ośmiodniowe zgrupowanie do Austrii, gdzie wiadomo, że nie będzie Petera oraz Patxiego [ponieważ przebywają na Tourze] i będę zajmował się innymi zawodnikami.

Ty i Patxi Vila jesteście byłymi zawodowymi kolarzami. Ma to wpływ na sposób waszej pracy jako trenerów?

Mamy „filozofię”, która polega na tym, że nie dajemy kolarzowi jakiegoś zadania, np. zestawu ćwiczeń, dopóki sami ich nie wykonamy. Najpierw sam wykonuję serię, później ją analizuję i dopiero wtedy dochodzę do wniosku, czy to będzie dobre. Patxi robi tak samo. Zawsze powtarza, że zanim zaserwuje coś zawodnikowi, najpierw sam tego smakuje. Myślę, że to jest najlepszy sposób, ponieważ nie można tylko siedzieć przed komputerem, klikać, a potem kazać zrobić komuś osiem razy po dwadzieścia minut na progu. Wówczas kolarz mógłby cię zapytać: „A zrobiłeś tak?” „No nie, ale teoria mówi, że tak można…” Na tym właśnie polega zaleta trenerów, którzy w przeszłości ścigali się na przyzwoitym poziomie, ponieważ rozumieją, co znaczy trening.

Zawodnicy mają również do takiego trenera większy szacunek i zaufanie, prawda?

Tak. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby jakiś zawodnik powiedział mi, że to jest nie do zrobienia – wręcz przeciwnie. Ktoś kiedyś moją propozycję treningu nazwał „przejażdżką”, na co ja powiedziałem mu: „Wykonaj, a dopiero potem powiedz mi, co o tym myślisz”. No i po wszystkim usłyszałem, że miałem rację. Taka sytuacja może zaistnieć na przykład wówczas, gdy kolarz przyzwyczajony jest do innych sposobów treningów, większych cyferek itp. Jeśli taka sytuacja ma miejsce, a ja daję do zrobienia mniej, ale inaczej, to wtedy okazuje się, że to nie jest przejażdżka. I tak, jak mówisz – zawodnicy mają wtedy większe zaufanie do trenera i nawet nie dyskutują o zadanym treningu, bo wiedzą, że on będzie efektywny.

W następnym sezonie też będziesz trenował tylko Petera Sagana?

Podczas Tour of California rozmawiałem z w tej sprawie z szefem drużyny. 23 lipca, czyli w drugim dniu odpoczynku na Tour de France, jadę na spotkanie z Patxim i z Raplhem [Denkiem – szefem drużyny BORA-hansgrohe], na którym będziemy ustalać to, jak będzie wyglądała moja praca w przyszłym roku. Według wstępnych rozmów na pewno zostanie Peter, a do tego dostanę pięciu-sześciu zawodników, którymi teraz opiekuje się Patxi, ponieważ chce więcej czasu poświęcić innym sprawom – między innymi roli dyrektora sportowego.

Sam, nieco żartobliwie, określasz siebie jako „trenera wykonawczego”, zatem czy masz możliwość przeforsowania swoich pomysłów w pracy z Peterem Saganem?

Tak, oczywiście. Patxi od początku powtarzał mi, że musimy dyskutować, cokolwiek przyjdzie mi do głowy, mam mu o tym mówić. Cieszę się, gdy możemy się spotkać i porozmawiać. Ostatnio przy okazji Tour of California spędziliśmy ze sobą tydzień, a wcześniej widzieliśmy się w Sierra Nevada. Jeśli zaś chodzi o współpracę z Peterem Saganem, to musimy wziąć pod uwagę, że on podchodzi do kolarstwa w specyficzny sposób. To nie jest zawodnik, któremu możesz powiedzieć: „Zrób to, to i to”. On wówczas powie nie i przekornie zrobi wszystko odwrotnie, w ogóle nie zrobi albo nie pójdzie na rower. Oczywiście trochę to wszystko upraszczam, ale on ma swoją wizję kolarstwa, która na pewno nie polega na wypisywaniu tabel z liczbą watów do zrobienia, ponieważ on w takie rzeczy nie wierzy. Taki sposób treningu przerobił w przeszłości z innymi trenerami i to były jego najgrosze sezony w życiu. Nasza współpraca opiera się na rozmowie. Oto przykład: znam trasy zgrupowania, na którym ostatnio byliśmy, więc powiedziałem Patxiemu, co powinniśmy zrobić. On się zgodził, a potem usiedliśmy do rozmowy z Peterem – ja zaproponowałem swoje, ale on też miał coś do powiedzenia. To nie jest tak jak z innymi zawodnikami, że wyślesz im tabelę z planem na tydzień. Opowiem ci coś jeszcze: ostatnio podjechaliśmy z Peterem Col de la Bonnette [przełęcz we francuskich Alpach, najwyższy punkt w Europie] i potem wysłałem dane z tego treningu Patxiemu, a on powiedział mi, że to, iż w ogóle wyciągnąłem tam Petera jest moim sukcesem. A tak poza tym ten podjazd w ogóle się Peterowi nie podobał (śmiech).

Porozmawiajmy teraz o tegorocznym Tour de France. Czy Nairo Quintana jest twoim zdaniem w stanie przełamać dyktaturę Chrisa Froome`a?

Rozmawiałem z Nairo [Quintaną] kilka dni temu, zjedliśmy nawet razem kolację, i zapytałem go o etap do Roubaix [dziewiąty etap tegorocznego Tour de France zawierający brukowane sektory znane z wyścigu Paryż-Roubaix]. Odpowiedział ze spokojem, że ma [Daniele] Bennatiego, któremu ufa, i który z pewnością mu pomoże. Ja zaśmiałem się i mówię: fajnie, ty masz Bennatiego, Valverde ma Imanola Erviti, Landa ma kogoś tam jeszcze. To śmieszne, że w jednej drużynie każdy ma swoich pomocników (śmiech). Oglądając ten etap zobaczysz, że „Benna” będzie miał na kole Nairo, później będzie Erviti, a na jego kole będzie jechał Valverde, natomiast Landa będzie próbował gdzieś tam szukać dobrego koła. Dobrze, że w BORZE tak nie jest i Rafał będzie mógł jechać pośród czterech kolarzy, którzy potrafią jeździć po brukach. Jestem pewien, że ktoś tam polegnie. Z czasów, gdy ja jeździłem, pamiętam, że już na pierwszym zakręcie ktoś się połamał. Dużą rolę będzie też grała pogoda, bo tak było na przykład wtedy, gdy w 2014 roku dobrze jechał Vincenzo Nibali.

A czy z rozmawialiście z Nairo Quintaną o tej kontrowersyjnej i kuriozalnej zarazem sytuacji posiadania przez Movistar trzech liderów?

Powiem tobie szczerze, że według niego to on jest liderem. A kto jedzie z jedynką? Pamiętasz?

Quintana jedzie z jedynką.

Właśnie. Nairo uważa, że jest liderem i nie ma żadnej dyskusji. Co do Valverde, to zakłada, że on jak zawsze na Tourze nie pojedzie [tak, by wygrać]. Nawet wówczas, gdy wygrał Nibali i wszyscy inni faworyci pojechali do domu, to nawet nie stanął na podium. A co do Landy – powiedział, że go nie obchodzi. Jeśli mu pomoże to w porządku, a jeśli nie to trudno. Nie robi problemu z jego obecności w drużynie. Generalnie był spokojny i pewny siebie. Mówił, że w Tour de Suisse był bardzo mocny i czuł się znakomicie. Jednak ja osobiście boję się, że na etapie do Roubaix straci dużo więcej niż Valverde i role mogą się zmienić. Zobaczymy, ale oby nie, bo znamy się dość dobrze i sympatyzuję z nim. [rozmawialiśmy w sobotę wczesnym popołudniem, więc Sylwester nie wiedział jeszcze, że Nairo Quintana poniesie straty już na pierwszym etapie].

Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że najmocniejszą stroną Nairo Quintany jest jazda w stromych górach. A co twoim zdaniem jest jego największą zaletą, zarówno pod względem mentalnym, jak i fizycznym?

Mentalnie on cały czas żyje Tour de France. Już dwa lata temu miał taką bransoletkę, którą zakłada się na trening, i na której są umieszczone m.in. numer telefonu i grupa krwi, a on ma na niej dodatkowo napisane: „żółte marzenie”. Także jego siłą na pewno są głowa i charakter. On nie wymięka i nie płacze. Fizycznie natomiast jest oczywiście znakomitym góralem – myślę, że lepszym niż Froome, choć to stwierdzenie może wydawać się dziwne, jeśli patrzy się na to, co wygrał Froome, a co Quintana.

Jeśli mówimy o Froomie – masz takie wrażenie, że na przestrzeni ostatnich lat rozwinął się jako kolarz? Nauczył się zjeżdżać, potrafi pojechać po płaskim przy silnym wietrze (akcja z Maciejem Bodnarem, Peterem Saganem i Geraintem Thomasem podczas Tour de France 2016), bardzo dobrze jeździ na czas…

Czekaj, czekaj…Kompletnie nie mam takiego wrażenia. Za nogą idzie cała reszta – jeśli wieje silny wiatr, odrywa się Sagan z Bodnarem to tylko siedzieć na kole – nie ma w tym wielkiej filozofii. Co do zjazdów to tak – bo w przeszłości był „kaleką” w tym elemencie. Natomiast przed tą przełomową dla niego Vueltą [w 2011 roku] właściwie nie jeździł po górach – gdy meta była na podjeździe, za każdym razem tracił przynajmniej 15 minut. Mówimy o dwóch innych kolarzach. Kiedyś na Giro d`Italia sędziowie wyrzucili go domu, bo jadąc pod górę ciągle chwytał się klamki samochodu, o czym chyba wszyscy już zapomnieli. Ja nigdy tego nie zapomnę. Sędziowie upominali go przez cały wyścig, aż w końcu powiedzieli basta [Sylwester mówi o 19. etapie Giro d`Italia 2010]. Odkąd istnieje kolarstwo nikt nie widział takiej metamorfozy. Oczywiście nie sugeruję, że on stosuje doping, absolutnie nie, ale po prostu nie wiem, jak to się stało, że od pewnego momentu zaczął wygrywać wielkie toury jeden za drugim. Przykładem naturalnego progresu, jaki może przejść kolarz, jest ten Vincenzo Nibaliego. Gdy przeszedł na zawodostwo, to wygrał etap w Giro del Trentino, później na Coppi Bartali i cały czas walczył, po prostu się rozwijał. Froome zaś z jakiegoś tam kolarza stał się zwycięzcą wielkich tourów. Może po prostu potrzebował więcej czasu…nie wiem. Jednak światowe kolarstwo czegoś takiego jeszcze nie widziało.

Rozmawiała Marta Wiśniewska