Moda na kolarstwo szosowe przeżywa renesans i widać to w wielu miastach, gdzie amatorskie inicjatywy stają się coraz bardziej popularne. Doskonałym przykładem są Olsztyńskie Ustawki Szosowe, które z niepozornego pomysłu w internecie rozrosły się do pokaźnych rozmiarów regularnie trenującej grupy. Dla niektórych warmińskie ustawki stały się nawet odskocznią do poważniejszych zawodów.

O historii Olsztyńskich Ustawek Szosowych rozmawiamy z Łukaszem Dudko, jednym z pomysłodawców.

– Jak urodziły się Olsztyńskie Ustawki Szosowe?

Bardzo spontanicznie. W 2013 r. jeden z kolegów założył na Facebooku profil takich spotkań, ale początkowo tylko po to, żeby mieć kontakt z osobami, które na co dzień i tak już jeżdżą, a które być może chciałyby umawiać się na wspólną jazdę. Ale z czasem zaczęli to zauważać też inni i systematycznie zaczęło do nas dołączać więcej osób. Na tyle udało się nam rozkręcić inicjatywę, że zwykle trenuje z nami ok. 50-60 kolarzy, w tym roku zrobiliśmy sobie nawet wspólne stroje. W związku z tym, że coraz więcej trenowaliśmy, a nasz poziom rósł, nawzajem zaczęliśmy też nakręcać się na wyścigi. Co ciekawe, zaczęliśmy odbierać sygnały, że ludzie zaczynają… bać się do nas dołączać, ze względu na zbyt wysoki poziom (śmiech). Wpadliśmy więc na pomysł, żeby stworzyć dwie grupy i kiedy na ustawce pojawia się dużo ludzi, to jedna jedzie szybciej, a druga trochę wolniej. Przez to nawet, jak ktoś odpadnie z szybszej grupy, to wolniejsza go „wciągnie”. Na treningu pokonujemy średnio ok. 80 kilometrów, a w weekendy ponad 100.

Olsztyńskie Ustawki Szosowe

– Wspomniałeś o udziale w zawodach. OUS są dobrym przetarciem przed takimi imprezami?

Zwykle startujemy w Mastersach w kategorii „30 plus” i ustawki jak najbardziej nas do tego dobrze przygotowują. Kiedy na treningu zbiera się silna grupa, 80 kilometrów potrafimy zrobić w ok. dwie godziny, wykręcamy więc podobny czas jak kolarze we wspomnianych zawodach.

Zdarza się wam trenować też z kolarzami z innych miast na Warmii i Mazurach?

Dzięki popularności Rafała Majki i Michała Kwiatkowskiego przeżywamy w Polsce tak naprawdę renesans kolarstwa szosowego. Były lata, że ludzie jeździli na góralach, a teraz przesiadają się na „szosówki”. Podobne grupy – chociaż może nie tak liczne jak nasza – są więc też w innych miastach regionu. Taką paczkę ma chociażby Elbląg. Oni również umawiają się na Facebooku i któregoś razu napisałem do nich, chociaż zupełnie nie znaliśmy się. Zapytałem, czy nie zechcieliby umówić się z nami w połowie drogi między Olsztynem a Elblągiem na kawę. Wypadło, że spotkaliśmy się w Morągu, gdzie razem wyskoczyliśmy do kawiarni. Widok kilkudziesięciu rowerów pod lokalem musiał być zaskakujący (śmiech). Potem wspólnie przejechaliśmy jeszcze 20 kilometrów i rozjechaliśmy się do swoich miast.

5-1

– Jacy ludzie zwykle biorą udział w olsztyńskich ustawkach?

Sporą grupę stanowią byli kolarze, którzy trenowali kiedyś w juniorach, później zajęli się innymi sprawami, ale po latach chcieli wrócić do sportu. Jeździ z nami chociażby dentysta, menedżerowie różnych firm itp. Dosyć silną grupą są przedstawiciele handlowi, którzy cały dzień siedzą w samochodzie, a później wieczorami mogą z nami to odreagować. Znam to doskonale, bo sam jestem przedsiębiorcą, prowadzę agencję interaktywną zatrudniającą kilkanaście osób, co jest bardzo czasochłonne.

– Jak znajdujesz więc czas na treningi?

Staram się, żeby moje życie było zrównoważone, a nie ciągle tylko robota, robota, robota… Dla mnie ten sport jest koniecznością, żeby utrzymać efektywność w pracy. Jeśli przestaję trenować, od razu szumi mi w głowie, nie jestem w stanie na niczym się skupić, siedzę w pracy jak zombie. Dlatego wiem, że tygodniowo muszę przejechać na rowerze chociaż kilka godzin, żeby się normalnie czuć. Poza tym kiedyś – w wieku juniora – trenowałem kolarstwo wyczynowo. Byłem w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Żyrardowie, jeździłem też w kadrze Polski. I kiedy później odstawiłem kolarstwo, zająłem się pracą, mało spałem i przestałem pilnować diety, nagle okazało się, że mam nadciśnienie. Przez rok brałem pigułki, ale lekarz powiedział, że być może będę musiał to robić do końca życia. Stwierdziłem, że tak nie może być i zacząłem znowu trenować. Zmieniłem tryb życia i po miesiącu było już ok.

Olsztyńskie Ustawki Szosowe

– Ile tygodniowo kilometrów przejeżdżasz na rowerze?

Średnio jest to ok. 300 km. W tym roku zrobiłem już prawie 11 tys. km. Liczę łącznie z dojazdami do pracy, bo kiedy tylko mogę, staram się nie jeździć samochodem. W firmie nikt już więc nie dziwi się, kiedy rano wchodzę do biura w stroju kolarskim i kasku.

– Jakie kolarskie inicjatywy są jeszcze obecne w Olsztynie oprócz ustawek?

Zawiązują się nowe kluby, jak chociażby Olsztyński Klub Kolarski, gdzie najmłodsi zawodnicy odnoszą już sukcesy także w zawodach ogólnopolskich. Lokalni pasjonaci organizują też zarówno zawody szosowe, jak i MTB. Cieszy też to, że lokalne firmy coraz bardziej przyjaznym okiem patrzą na rosnącą popularność kolarstwa i je wspierają. Sam staram się promować je chociażby we własnej agencji, pro bono przygotowywaliśmy m.in. strony internetowe dla klubów i konkretnych imprez. Bo o kolarstwie trzeba mówić jak najwięcej.

Rozmawiał i materiał nadesłał Rafał Bieńkowski – dziękujemy!