Dariusz Beszczyński to triumfator tegorocznego Pucharu Polski w kolarstwie szosowym niepełnosprawnych, posiada także tytuł mistrza polski w jeździe indywidualnej na czas i w wyścigu ze startu wspólnego. Dariusz to przykład sportowca, który spotkał wiele przeciwności na swojej drodze i nie poddał się.

Dariusz Beszczyński urodził się w Toruniu, gdzie mieszka do dziś. Kolarstwo uprawiał od najmłodszych lat, to była jego wielka pasja. Niestety 3 VII 1991 r. uległ groźnemu wypadkowi samochodowemu, lekarze nie dawali mu większych szans na przeżycie.

Darek przeżył, wzbudził się ze śpiączki. „O szczegółach wypadku dowiedziałem się od moich rodziców pół roku później, gdy po wzbudzeniu ze śpiączki musiałem przypomnieć sobie, kim jestem, nauczyć się mówić, pisać, chodzić, narodzić się na nowo… ale od tego dnia już nic nie jest takie samo. Z młodych lat pozostały mi tylko wspomnienia i marzenia”, mówi Darek.

Wszystkich funkcji życiowych musiał się uczyć od nowa, ale nie poddał się, jak tylko odzyskał sprawność, wsiadł na rower. Na początku pokonywał kilka metrów, potem przejechał pierwszy kilometr, teraz kilometry liczy je w tysiącach…

Dariusz Beszczyński może pochwalić się sporymi sukcesami. Jest tegorocznym Mistrzem Polski Niepełnosprawnych (EDF TOUR 2010) w wyścigu ze startu wspólnego i w jeździe indywidualnej na czas, a także zdobywcą Pucharu Polski. Jak widać Darek nie próżnuje.

Dariusz Beszczyński ma na swoim koncie także samotny rajd po Polsce. Udał się w samotny przejazd od Zakopanego do Gdańska. W deszczu czy słońcu jechał wytrwale i udało się! „Chcę udowodnić sobie, że potrafię. A innym ludziom, że nie trzeba rezygnować ze swoich marzeń”, mówił Darek w wywiadzie dla Gazety Wyborczej.

Obecnie jego marzeniem jest pojechać na zagraniczny wyścig i spróbować się z zawodnikami z zachodniej Europy. Niestety na przeszkodzie stają po raz kolejny pieniądze. „Polski Związek Kolarski jest bez pieniędzy, a żaden klub nie ma finansów na wyjazdy kolarzy niepełnosprawnych. Wyjątkiem są Mistrzostwa Świata i Puchar Świata”, mówi Dariusz Beszczyński.

Mimo, że w sporcie osiągnął wiele, w głębi serca pozostał skromnym, zawsze uśmiechniętym człowiekiem.

Przeżyłeś wielki koszmar, wielu ludzi poddałoby się, popadło w beznadzieję. Ale Ty nie dałeś za wygraną, takiej odwagi, jak Ty ma niewielu ludzi. Co Cię skłoniło do powrotu do kolarstwa?

Znudziło już mnie życie w takim stanie psychicznym (czyli jeden wielki dół L do którego chciałem wskoczyć) Trochę czasu upłynęło gdy doszedłem do wniosku – może by tak powrócić do sportu – tym razem niepełnosprawnych – ponieważ mnie to spotkało (niepełnosprawność)

Jak zaczęła się Twoja przygoda z kolarstwem przed wypadkiem? W jakim klubie zaczynałeś?

To było dawno. Gdy się jeszcze uczyłem należałem do klubu „Agromel” Toruń

W jakim zespole obecnie jeździsz?

Jeżdżę indywidualnie, nie należę do żadnego zespołu, jedynie na Mistrzostwach Polski trener kadry Polski Niepełnosprawnych wystawił mnie jako szczecińskiego zawodnika.

W Polsce wygrywasz praktycznie wszystko. Jakie masz plany na przyszły sezon?

Jestem uzależniony od pieniędzy, np. potrzebuje grupę sportową, w kraju ciężko o nią, mogę fachowo to zrobić gdy wyjadę za granicę na wyścig (tam mi fachowcy dadzą grupę sportową).

Jak trenujesz przez okres zimowy?

Rower odwieszam na hak, potrzebna mi wtedy sala i siłownia, jest w Toruniu miejsce w którym bym chętnie ćwiczył, jednak to kosztuje. Biegam tak jak potrafię, np. dzisiaj byłem na basenie, lubię długie spacery.

Jakie jest Twoje największe kolarskie marzenie?

Start w Paraolimpiadzie

Życzę spełnienia marzeń. Powodzenia

Z Dariuszem Beszczyńskim rozmawiała Gizela Woźnica (Galopente)

Foto: Renata Urban