Piąty na Paryż-Roubaix Belg zarzuca innym kolarzom brak ochoty do pościgu uciekającego Fabiana Cancellary. Zdaniem Boonena, rywale byli zainteresowani walką o tylko drugie miejsce.

W czasie przejazdu przez legendarny lasek Arenberg dwaj tytani klasyków mieli okazję sprawdzić swoje siły, kiedy przez ponad 3 kilometry jazdy po bruku nadawali tempo peletonowi. Dwadzieścia kilometrów dalej, żaden z nich nie miał już kolegów z drużyny do pomocy. W tym momencie Boonen przeprowadził kilka ataków, które natychmiast były kasowane przez jego szwajcarskiego rywala. Ostatni atak Boonena został zneutralizowany przez innych kolarzy w grupie. Chwilę później Boonen przesunął się do tyłu grupy, aby złapać oddech i zjeść coś.

Ten moment był kluczowy dla losów rywalizacji, ponieważ Cancellara wykorzystując boczny wiatr wymknął się wtedy z grupy. Ten atak umożliwił Szwajcarowi zwycięstwo w Roubaix.

Czy jestem rozczarowany? Tak jestem, również sfrustrowany, ponieważ Cancellara zaatakował w jedynym momencie, kiedy byłem z tyłu grupy – powiedział Tom Boonen. – Był prawdopodobnie poinformowany, że jechałem z tyłu. Jednakże nie sądzę, abym był w stanie wygrać z Cancellarą, szczególnie biorąc pod uwagę to, z jak on zwyciężył. Ale nie byłem w stanie obronić swoich szans i to jest rozczarowujące. Gdybym został przez niego zgubiony, zaakceptowałbym to. Jednak sposób w jaki się to stało, jest nieco dziwny.

Tak jak Stuart O’Grady’s w 2007 roku, Cancellara zaatakował na asfalcie, nie na bruku, wykorzystując zawahanie faworytów. Boonen wyjaśniał, że nie spodziewał się ani ataku, ani odpowiedzi ze strony innych kolarzy w czołowej grupie, podkreślając, że była to najlepsza taktyka. – Nie zawahałbym się użyć tej samej taktyki – powiedział Boonen, który również atakował na asfalcie parę kilometrów wcześniej. – Moment ataku był nieco dziwny. Po kilku atakach przesunąłem się do tyłu grupy, żeby zobaczyć kto w niej jest i aby zjeść coś. W grupie wciąż było około 25 kolarzy i jechaliśmy z bocznym, czasem czołowym wiatrem. Jechaliśmy tylko 25 km/h. Nie wiem kiedy Cancellara odjechał, ale momentalnie miał 50 metrów przewagi.

Boonen, świadomy czasowych umiejętności Cancellary, wiedział, że najmniejsza szansa na odjazd dana Szwajcarowi to wielkie ryzyko. – Zostałem przyblokowany przez 3 kolarzy Columbii. Musiałem wyprzedzać wszystkich jadąc pod wiatr, a kiedy już byłem na czele rozejrzałem się wokół, żeby zorganizować pościg. Nikt jednak nie chciał jechać. Pojechałem więc następną sekcję bruku na 100% tak jak Cancellara. Jednak „zabrałem ze sobą” cała grupę kolarzy, których on zgubił po swoim ataku. Zjeżdżając z kostki brukowej, jego przewaga wciąż była do odrobienia. Nadal było czterech lub pięciu kolarzy na moim kole, ale powiedzieli, że jest dobrze i że lepiej jest jechać po drugie miejsce. Myślę, że to dziwaczne – relacjonował zdegustowany Boonen.

Lepiej być tylko z dwoma lub trzema kolarzami, którzy jadą „na maksa” niż w takiej grupie, w jakiej byłem na Paryż-Roubaix. Kiedy są dwie lub trzy czarne owce, to psuje wszystko. To jest jak grypa, roznosi się bardzo szybko. Oni natychmiast zdecydowali się jechać po drugie miejsce – opowiadał próbujący zorganizować pościg Boonen.

Zapytany kto był winny tej sytuacji, Boonen wskazał na drugiego kolarza wyścigu, Juana Antonio Flechę (Sky). – To szczególnie Flecha. Kiedy zaatakowałem musiałem zmierzyć się z silnym czołowym wiatrem, a Flecha siedział na moim kole. Rozumiem, że kiedy walczy się o zwycięstwo można jechać taktycznie, ale nie po drugie, piąte albo dwudzieste miejsce. To nie jest ważne. Tylko pierwsze miejsce się liczy.

Nigdy nie było prawdziwego pościgu Cancellary. Nie było żadnej współpracy. Kiedy jedzie się we trójkę, odrabia się straty do uciekiniera, nawet do Cancellary. To nie jest tak, że on ma zamontowane silniki odrzutowe – ironizował Boonen. – W tamtym momencie wciąż była szansa, ale wydaje mi się, że inni kolarze dostali pewne polecenia od zespołów. Czemu? Zapytajcie innych drużyn.

Zapytany o wielokrotne ataki, które przeprowadził tuż przed decydującym skokiem Cancellary, Boonen wyjaśnił, że chciał pozbyć się faworytów. – Nie miałem wtedy wielu możliwości. Było parę drużyn z dwoma albo trzema kolarzami w grupie, natomiast ja byłem już sam. Gdyby odjechało pięciu kolarzy, miałbym kłopoty.

Kolarze Saxo Banku wzięli na siebie odpowiedzialność. Pracowali ciężko i Cancellara też został bez ich pomocy. To właśnie dlatego chciałem uszczuplić grupę, ale ten wiatr… Było niemalże niemożliwe, aby zrobić coś na bruku. To musiało się zdarzyć między odcinkami brukowanymi, tak jak to zrobił Cancellara. Wtedy trzeba mieć nadzieję, że nikt za tobą nie pojechał i drzwi zostały szczelnie zamknięte.

Kiedy stało się jasne, że Cancellara nie zostanie dogoniony, Boonen stwierdził, że nie był zainteresowany walką o drugie miejsce. Mistrz Belgii finiszował o czwarte miejsce z Rogerem Hammondem (Cervélo TestTeam). – Czułem się dobrze, ale przed końcówką opadłem z sił. Dużo z siebie dałem w czasie pościgu i zapomniałem jeść. Potem była walka o drugie miejsce, ale ja wolałem nie finiszować dzisiaj jako drugi – zakończył sfrustrowany Boonen.

Rud