Przedstawiamy wypowiedzi, relacje i opinie głównych bohaterów rozegranego w sobotę 101. wyścigu Milan-San Remo.

Oscar Freire po raz trzeci

Po fantastycznym sprincie pewnie i przekonująco wygrał Oscar Freire. Było to jego trzecie zwycięstwo w tym wyścigu. Przedtem triumfował w 2004 i 2007 roku.

– Nie bałem się żadnego z rywali. Jedyną rzeczą, której się obawiałem, było to że wyścig nie zakończy się sprintem na finiszu lub że zostanę przyblokowany. Ale wiem, że po 300 kilometrach, kiedy jestem w dobrej formie, potrafię wygrać – powiedział Freire.

– Myślę, że do tej pory miałem dobry sezon. To był mój piąty finisz w tym roku, z czego wygrałem cztery. Wiedziałem, że mogę wygrać Milan-San Remo. Zwycięstwo na Ruta del Sol jest dobre dla poprawy morale, ale to co robi prawdziwą różnicę w karierze kolarza to zwycięstwo w takim wyścigu jak ten. Już przed Tirreno-Adriatico wiedziałem, że jestem w dobrej formie, więc musiałem podjąć ryzyko i mocno pojechać ten wyścig. To dobry sposób na przygotowanie do Milan-San Remo – stwierdził kolarz Rabobanku.

Wygrana Freire w tegorocznym Milan-San Remo była 70. zwycięstwem w trzynastoletniej karierze Hiszpana. Dzięki jego zwycięstwu zmienił się bilans wygranych na Milan-San Remo – kolarze spoza Włoch zanotowali 51, a Włosi 50 zwycięstw w Primaverze. Ponadto Freire dołączył do Fausto Coppiego i Rogera de Vlaeminkca, którzy odnieśli 3 zwycięstwa we Wiosennym Klasyku. Eddy Merckx ma najwięcej zwycięstw – siedem, Costante Girardengo sześć, a Gino Bartali i Erik Zabel po cztery.

Trzydziestoczteroletni Freire potwierdził, że po zakończeniu sezonu 2011 zakończy karierę. Zatem ma jeszcze jedną szansę, aby wyrównać osiągnięcie swojego dawnego rywala Erika Zabela, który czterokrotnie wygrywał Primaverę. – Nie byłoby źle wygrać po raz czwarty – zażartował Freire. – Zabel wygrał Milan-San Remo i wszystkie inne wyścigi, z wyjątkiem tytułu Mistrza Świata dlatego, że to ja stawałem mu na przeszkodzie. Jestem pierwszym Hiszpanem, który trzykrotnie wygrał Milan-San Remo. Nię będzie łatwo, ale mam nadzieję, że uda mi się wygrać również w przyszłym roku. Obecnie chcę się ścigać i wygrywać – zakończył Oscar Freire.

Tom Boonen nie żałuje

Lider drużyny Quick Step pojechał niemal idealny wyścig. Bez większych trudności pokonał Cipressę i Poggio, przetrwał kręte zjazdy do mety i rozpoczął sprint w odpowiednim momencie. Jednak na Oscara Freire to nie wystarczyło. – Jeśli rozpocząłeś sprint zbyt późno albo zostałeś przyblokowany, wtedy możesz żałować, ale ja nie zrobiłem niczego źle. Oscar Freire był wspaniały. Freire ruszył w tym samym czasie co ja, ale natychmiast zyskał przewagę dwóch długości roweru. Nie wygrałem, ale niczego nie żałuję – powiedział Boonen.

– To był ósmy Milan-San Remo Boonena, a 2 miejsce jego najlepszym w karierze wynikiem na tym wyścigu. Po kłopotach w ubiegłym sezonie, Belg wydaje się wrócić do swojej najlepszej dyspozycji i zapowiada walkę o zwycięstwo na Primaverze w przyszłym roku.

– Aby wygrać Milan-San Remo trzeba mieć dużo doświadczenia, bo kolarz musi wiedzieć jak się zachować na dystansie całego wyścigu. Mam 29 lat i spróbuję za rok. Cipollini wygrał po 14 latach. To była moja ósma edycja, więc mam jeszcze czas – powiedział Boonen, który już myśli o rozpoczynających się w tym tygodniu klasykach. – Teraz przyszedł czas na moje północne klasyki. Milan-San Remo potwierdził, że moja forma jest dobra, więc dam z siebie wszystko na Wyścigu Dookoła Flandrii i Paryż-Roubaix – zakończył mistrz Belgii.

Problemy Cavendisha

Nie będący w najwyższej formie Mark Cavendish miał trudny wyścig i nie był w stanie powtórzyć zeszłorocznego zwycięstwa. Na metę przyjechał dopiero 89. z ponad 6 minutami straty do Freire. Cavendish był rozczarowany, ale nie rozzłoszczony, ponieważ jechał dobrze, mimo pogoni na Turchino po zmianie koła, upadku na zjeździe z Le Manie i problemów z utrzymaniem tempa na Cipressie.

– Kiedy ruszyliśmy, czułem się całkiem dobrze. Później, na początku podjazdu pod Turchino, kiedy walczyliśmy o pozycje, 3 szprychy urwały się w moim kole. Musiałem zatrzymać się i wymienić to koło. Ścigałem grupę i na samym szczycie udało mi się wrócić do peletonu. Potem była kraksa w tunelu. Zacząłem zjeżdżać i zwykle jestem w tym dobry. Peleton był rozciągnięty na zjeździe i zacząłem powoli przechodzić po kolejnych grupach. Dotarłem do około 40. miejsca w peletonie – relacjonował Mark Cavendish.

Kolarz HTCColumbia nie ukrywał złości na ekipę Katjuszy, która zwiększyła tempo, kiedy Brytyjczyk zmagał się z problemami technicznymi. – Katjusza wiedziała, że mam problemy a mimo to zaatakowali. Nie sądzę, aby to było sportowe zachowanie – powiedział poirytowany Cav. – Pojechali pełnym gazem, kiedy miałem problem z kołem. Moja drużyna goniła, goniła i goniła. Wykonali niewiarygodną pracę i niemalże złapaliśmy grupę pod Manie. Cierpiałem na podjeździe, a na zjeździe upadłem. I znowu rozpoczęła się pogoń.

Cavendish wreszcie dotarł do czuba peletonu na około 80 kilometrów do mety. Wyglądał dość dobrze i wydawało się, że na Cipressie nie będzie miał problemów. Jednak w miarę zwiększania tempa na podjeździe, kolarz z wyspy Man stopniowo przesuwał się do tyłu.

– Wróciliśmy do peletonu, ale później była Cipressa…W zeszłym roku miałem to coś ekstra. Gdybym rozpoczął treningi dwa tygodnie wcześniej, byłoby ok. Wiedziałem, że jest jedno miejsce, gdzie mogłem stracić, i tam właśnie straciłem. Po przejechaniu Cipressy na zjeździe rozpocząłem kolejny pościg, tym razem było już za późno. Wyścig był dobry, ale oczywiście jestem rozczarowany – zakończył Brytyjczyk.

Teraz Cavendisha czeka Volta a Catalunya, następnie belgijski Wyścig Dookoła Flandrii. Tegoroczny Milan-San Remo zakończył się dla Cavendisha zupełnie inaczej niż rok temu, ale wygląda na to, że Cav jest na drodze do dużej formy.

Pozzato zaryzykował

Filippo Pozzato poszedł na całego w swoim ataku na 3 kilometry do mety. Zaryzykował wszystko, ponieważ w razie niepowodzenia nie miałby szans na skuteczny finisz z grupy. Niestety dla Włocha, jego ucieczka nie powiodła się. Pozzato przyjechał na metę na 29. miejscu, ale nie żałuje swojej decyzji o wczesnym ataku. – Chciałem poczekać trochę dłużej, ruszyć bliżej mety, ale peleton zwolnił nieco i „rozjechał się”, więc pomyślałem, ze to dobry moment, aby rozpocząć zaskakujący atak. – powiedział Pippo. – Przeciwko tak dobrym sprinterom, nie miałbym szans na finiszu. Jedyną możliwością był samotny atak. Niestety dla mnie, wszyscy pojechali naprawdę dobrze. Wygrał Freire, bo miał coś ekstra w porównaniu z innymi. Nie sądzę, aby ktoś mógł powiedzieć, że źle pojechałem – stwierdził Włoch.

– Wszyscy mówią, żeby uczynić ten wyścig ciężkim, a potem nikt nie ma zamiaru posłużyć się swoimi kolarzami, aby tak się stało. My pracowaliśmy ciężko już od startu i to właśnie dlatego nie miałem nikogo z drużyny do pomocy na ostatnich kilometrach. My próbowaliśmy, ale co chciał zrobić Liquigas? Pojechali na Bennattiego, ale byliby w znacznie lepszej sytuacji, gdyby wcześniej pozbyli się kilku sprinterów – skwitował Pozzato.

Atak Gilberta, kłopoty żołądkowe Boasson Hagena

– Zaryzykowałem i przegrałem – powiedział po wyścigu Philippe Gilbert. – Pojedynek sprinterski z Oscarem Freire i Danielem Bennatim nie był najlepszym rozwiązaniem, więc na Poggio zaatakowałem zgodnie z powiedzeniem „wszystko albo nic”. Niestety było „nic”.

Na zjeździe z Poggio Gilbert jechał razem z Vincenzo Nibalim (Liquigas), Thorem Hushovdem (Cervelo TestTeam) i Mattim Breschelem (Saxo Bank). Jednak grupa tych świetnych kolarzy została dogoniona na płaskim odcinku przed finiszem. – Wiał zbyt mocny wiatr w plecy i prędkości były zbyt duże, aby móc uciec przed peletonem – tłumaczył kolarz Omega Pharma-Lotto. Ostatecznie Belg przyjechał na metę w głównej grupie na 19. miejscu. Gilbert był zadowolony ze swojej dyspozycji. – Nie widzę powodu, dla którego miałbym być rozczarowany. Zrobiłem wszystko co mogłem, ale to nie wystarczyło. Jeśli czegokolwiek się dziś nauczyłem, to tego, że nie muszę się dużo poprawić na zbliżające się wyścigi Dookoła Flandrii i Liège-Bastogne-Liège – zakończył Gilbert.

Natomiast Edvald Boasson Hagen doświadczył kłopotów z żołądkiem. – Edvald powiedział nam w czasie wyścigu, że ma problemy. Próbowaliśmy mu pomóc i przekonać go, żeby się starał, ale to miało duży wpływ na jego wyścig – powiedział Scott Sunderland, dyrektor sportowy drużyny Sky. Sam zainteresowany powiedział: – Takie rzeczy się zdarzają. Jest jeszcze dużo wyścigów, więc nie jestem aż tak rozczarowany. Drużyna wykonała dobrą robotę i to było pozytywne na tym wyścigu. Miałem problemy na Cipressie. Nie wiem co je spowodowało. Padał deszcz, było morko, dużo brudu na drodze, być może coś połknąłem i to zaburzyło pracę mojego żołądka – dodał Norweg, który w zeszłym roku wygrał zbliżający się Ghent-Wevelgem.