Alexander Vinokourov, jeden z liderów Astany, bierze w tym tygodniu udział w wyścigu Tirreno-Adriatico. Podczas, gdy Contador bawi we Francji, Kazach poprowadzi zespół Astany we Włoszech. Pomimo napiętego terminarza, znalazł czas by porozmawiać z prasą.

Tirreno-Adriatico będzie dla Ciebie ważnym startem ?

Tak, można wręcz powiedzieć, że zaczynam nową karierę na tym wyścigu. To będzie mój comeback, więc chcę się pokazać, z jak najlepszej strony.

Chyba czujesz się zmotywowany jak junior.

Tak rzeczywiście jest. Przez dwa lata nie miałem okazji cieszyć się takimi chwilami, jak przygotowania czy start w wyścigu. Chcę się cieszyć w pełni takimi przeżyciami, bo nie będzie ich już zbyt dużo w przyszłości.

Jakie wyznaczyłeś sobie cele na ten wyścig?

Jestem realistą, dobrze wiem, że nie mam już 20 lat i najlepsze lata mam już za sobą. Mam 36 lat, ale nie zamierzam się poddawać. Zdecydowałem się kontynuować moją karierę i mogę coś jeszcze osiągnąć na rowerze.

Wyglądasz na szczęśliwszego niż kilka lat temu, to cieszy nas, Twoich kibiców.

Bez wątpliwości! Nauczyłem się cieszyć każdą chwilą i tym, co mam. Trudności, jakie napotkałem na swojej drodze, zmieniły mnie. To, co się stało z moim przyjacielem Andrei’em Kivilev’em (zmarł na skutek obrażeń odniesionych na jednym z etapów Paryż-Nicea w 2003 roku – przyp. red.) przytłoczyło mnie, ale dzięki temu stałem się bardziej odporny na stres. To wszystko wzmocniło mnie psychicznie i pozwoliło mi przetrwać nagonkę, jaką urządzono na mnie po Tour de France 2007.

Tamto zdarzenie odsunęło Cię od ścigania.

Tak, i to w jednej chwili. Było to ciężko przyjąć do wiadomości, nie tylko dla mnie, ale również dla mojej rodziny i moich fanów. To naprawdę przykre, kiedy traktują cię, jak zwykłego bandytę, bez praw, możliwości obrony czy nawet udzielenia wyjaśnień.

Jednakże wszyscy oczekiwali Twoich wyjaśnień.

Przyjdzie taki dzień, kiedy taka możliwość się pojawi, kiedy wszystko po prostu się uspokoi, a życie wróci na swoje normalne tory. W moim rodzinnym kraju, w Kazachstanie nie lubimy konfliktów i napięć. Wolimy pozwolić, by burza sama ucichła, a wtedy prawda sama się wychodzi na jaw.

Obwiniasz kogoś?

Nie jestem mściwy, nie zachowuję się w ten sposób. Ponadto, nie mam żadnego powodu by takim być, wróciłem do kolarstwa na najwyższym poziomie, na tym mi zależało. Potrzeba mi tylko spokoju. Po ostatnich, męczących latach, kiedy byłem w centrum kontrowersyjnego zamieszania wokół mojej osoby. To wszystko splamiło mój wizerunek, jako sportowca. Nie chcę, by coś takiego się powtórzyło.

Czy czujesz się odpowiedzialny za wizerunek kolarstwa, poprzez swoje zachowanie?

Tak. Jeżeli skrzywdziłem swój sport wydarzeniami z Tour de France 2007, wróciłem do ścigania się po to, by to naprawić. Zawsze podtrzymywałem swoją niewinność, ale jeśli nikt cię nie słucha, nie ma sensu wkoło to powtarzać. Szybko to zrozumiałem, i powiedziałem mojemu prawnikowi, by nie wszczynał postępowania sądowego. Miałem już dosyć.

Myślisz, że zapłaciłeś wystarczającą karę?

Myślę, że dwuletni zakaz, pozwala mi powiedzieć: tak. Może musiałem przez to przejść, żeby odnaleźć swoje miejsce w świecie kolarstwa.

Jak widzi Ciebie, jak to sam nazwałeś „świat kolarstwa”?

Nie odczuwam, by ktoś miał do mnie urazę. Wręcz przeciwnie, odkąd wróciłem, doświadczam, że wszyscy się cieszą, że mnie widzą. Moja popularność jest wciąż taka sama, a co najważniejsze, nie brakuje mi wyrazów poparcia od fanów.

Zamierzasz jeszcze wystartować w Tour de France?

Nie mam już zaufania organizatorów. Choć muszę przyznać, że to najpiękniejszy wyścig na świecie. Zanim wrócę do rywalizacji na trasie Tour’u, muszę udowodnić, że jestem uczciwy. Zasługuję na jeszcze jedną szansę.

Masz poparcie Teamu Astana.

Zespół jest budowany pod Alberto Contador’a, by mógł wygrać po raz trzeci Tour de France. Bardzo chcę mu pomóc w osiągnięciu tego celu. Kończąc karierę byłbym dumny, że jako członek tej ekipy, pomogłem mu odnieść zwycięstwo w Tourze. Zwycięstwo w tak cenionym wyścigu, udowodniłoby tym wszystkim, którzy myślą, że mamy słaby skład, że tak nie jest. Byłby to też mój prezent dla Kazachów z pasją kolarską.

Galopente