fot. ASO

Cóż to był za etap! Ostatni górski odcinek tegorocznego Tour de France był niezwykle emocjonujący. Czas więc na oceny.

Plusy:
Wojna o Pireneje
Kiedy dzisiejszy etap został oficjalnie zaprezentowany w październiku, mało kto spodziewał się, że w czasie jego trwania może dojść do tak wielkich rzeczy. W końcu trzeba przyznać, że był to etap na 102. W końcu ściganie na dobre zaczęło się 102 kilometry przed metą, kiedy w peletonie utrzymywało się 102 zawodników. To, co działo się później, przejdzie jednak do kolarskiej historii. Najpierw atak „pretendentów”, potem pogoń liderów i skoki najmocniejszych kolarzy w stawce. Takie ściganie uwielbiamy!

Turbo Rogla
Jeśli tylko będziemy mieć trochę więcej czasu, z przyjemnością policzymy ile kilometrów na czele swoich grupek przejechał Primoz Roglic. Kolarz LottoNL – Jumbo był absolutnym bohaterem dzisiejszego etapu. To on umęczył Froome’a. To on doszedł odjazd. To on porwał grupkę na zjazdach. Man of the day!

Dzień dobry, po ile kapka szczęścia?
Aż strach pomyśleć na co byłoby stać Rafała Majkę, gdyby nie problemy w Alpach. Polak pojechał dziś świetny etap – zabrał się w odpowiedni odjazd, w nim fantastycznie pracował, by do samego końca walczyć o zwycięstwo etapowe. W Pirenejach lider BORA – hansgrohe był na pewno jednym z dziesięciu najlepszych kolarzy w wyścigu i właśnie to powinniśmy zapamiętać. W końcu przed Zgredem Vuelta a Espana.

Minusy:
Chociaż jeszcze jeden dzień…
Niestety, wraz z wpadnięciem liderów na Col d’Abisque, w tegorocznym Tour de France skończyły się góry. Góry, które naprawdę nie zawiodły. W Alpach i Pirenejach mogliśmy oglądać 4 naprawdę kapitalne widowiska, które, wbrew ogólnej opinii, nie były wcale gorsze od tych na Giro czy Vuelcie. Wydaje się, że Tour idzie w dobrą stronę i bardzo nam się to podoba. Szkoda, że do kolejnych odcinków przechodzących przez Galibier czy Tourmalet będziemy musieli poczekać prawie rok.