Niezbyt drogi komplet uniwersalnych kół karbonowych teoretycznie powinien sprawdzić się przy każdej okazji. Jak to często bywa – teoria nie zawsze spotyka się z praktyką…

Do testu kół Bontrager Aeolus Pro 3 przystąpiłem z niekłamanym entuzjazmem – w końcu kto by nie chciał sprawdzić karbonowych kół w swoim „codziennym” rowerze? Wspomniany model jest też bardzo ciekawą propozycją – cena 5998zł sprawia, że korzystanie z dobrodziejstw włókna węglowego nie jest już tak odległe jak przy kilkukrotnie droższych kołach. Do tego szerokie obręcze (szerokość zewnętrzna 27 mm i wewnętrzna 19,5 mm) dodają nieco komfortu.

Przy pierwszej jeździe mój entuzjazm nieco… przygasł. Chociaż przed założeniem kół zachwyciłem się ich lekkością (waga przodu to 656g, tyłu 850g), to jednak po chwili zastanowienia okazało się, że wcale nie jest tak różowo – w sumie przecież bywa sporo tańszych modeli aluminiowych, które osiągają podobną wagę… Tutaj jednak wykorzystany materiał sprawia, że obręcze są dużo sztywniejsze, więc i przyspieszają nieco lepiej niż porównywalne alusy.

W kwestii mocniejszej jazdy kilkukrotnie jednak się zawiodłem – w testowych egzemplarzach, zwłaszcza w przednim kole, pojawiło się lekkie bicie, które nasila się przy sprintach. To przekłada się na mniejszą pewność prowadzenia i przymus szerszego ustawiania klocków hamulcowych, by uniknąć irytującego ocierania. Bez „laboratoryjnych” testów cięzko jednak stwierdzić czy jest to problem samych obręczy czy jednak kiepskie piasty – często bywa tak, że producenci nie montują w swoich kołach najlepszych osi i łożysk…

Przy okazji hamowania – przy suchych warunkach, jak na karbonowe obręcze, trzeba przyznać, że jest bardzo dobrze i Aeolus Pro 3 nie zawodziły nawet na dłuższych odcinkach z góry (sprawdzone chociażby podczas rekonesansu trasy mistrzostw świata w Innsbrucku). Niestety jeśli jednak w czasie treningu złapie nas deszcz, a na nas będą czekać zjazdy, to… lepiej się nie rozpędzać. Pierwsze wrażenie po wciśnięciu hamulców jest takie, jakby obręcz wręcz przyspieszyła, a dopiero po kilkudziesięciu (!) metrach zaczyna się wyraźne zwalnianie. Chwile napięcia zapewnione…

Ciekawym rozwiązaniem jest przynajmniej promowany już od jakiegoś czasu system opon bezdętkowych. Aeolus Pro 3 wytwarzane są w technologii tubeless ready, czyli z możliwością wstawienia ogumienia bez potrzeby montowania dętek. Cieszy też fakt, że przy ewentualnej zmianie opon nie ma problemów ze wsunięciem ich na obręcz, co często ma miejsce w przypadku takich kół.

Bontrager, opisując krótko Aeolus Pro 3, uznał ten model za „Gotowe do zastosowania bezdętkowego koło szosowe z włókna węglowego, które idealnie równoważy wytrzymałość, masę i aerodynamikę.” Niestety kolejny raz praktyka pokazuje, że powiedzenie „co jest do wszystkiego, to jest do niczego” ma swoje zastosowanie i tutaj. 35-milimetrowy stożek nie daje zbyt wiele przy samotnej walce z czasem (chociażby w porównaniu do wyższych modeli z 50-milimetrowymi obręczami), a jednocześnie przy bocznym wietrze pojawiają się pojedyncze „zawahania”. Koła też nie są bardzo lekkie (najlepsze modele w podobnym kształcie schodzą nawet 200g niżej), ani specjalnie wytrzymałe, o czym świadczy wspomniane już bicie.

Trudno rozstrzygnąć czy test Bontrager Aeolus Pro 3 wypadł pozytywnie. Z jednej strony jest to jeden z najtańszych modeli z karbonowymi obręczami, co powinno nieco obniżać oczekiwania w stosunku do „wyczynowych” modeli kosztujących 2-3-4 razy więcej. Z drugiej jednak… ciężko powiedzieć dla kogo Bontrager przygotował ten model, bo w treningach lepiej jednak spiszą się może nieco cięższe, ale wytrzymalsze (i tańsze) koła aluminiowe, a na wyścigi chyba warto trochę dołożyć i kupić jednak wyższy model. Jeśli ktoś chciałby w takim budżecie spróbować karbonu, to chyba polecałbym jednak kosztujący tyle samo model Aeolus Pro 5 – niewiele cięższy, a jednak sztywniejszy, wytrzymalszy i bardziej aerodynamiczny.