fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Obrażenia jakie odniósł zawodnik Lotto-Soudal okazały się na tyle poważne, że uniemożliwiały dalszą jazdę. Tym samym jeden z liderów belgijskiej grupy zaledwie po 4 etapach zakończył swoją przygodę w tegorocznym Tour de France.

To byłoby bardzo nieodpowiedzialne gdybym kontynuował jazdę. Oczywiście Tour de France to taki wyścig w którym chcesz jechać tak długo jak to możliwe, ale nie sądzę bym był w stanie trzymać kierownicę w bezpieczny sposób. Mam problem z założeniem koszulki, więc byłoby trudno ścigać się ponad 200 kilometrów na najwyższym poziomie.

Po powrocie do domu przejdę dodatkowe badania żeby wykluczyć jakieś złamania. Następnie, po konsultacjach z lekarzem, zobaczymy kiedy będę mógł wznowić treningi

-opowiadał o kulisach porannej decyzji Benoot.

Młody Belg przedstawił także jak wyglądała cała kraksa z jego perspektywy i pośrednio wskazał jako winnego Nairo Quintanę.

Nie widziałem jeszcze nagrania, ale zawodnik Movistaru, najprawdopodobniej Quintana, ostro zahamował tuż przede mną i nie byłem w stanie tego uniknąć. Byłem chyba pierwszym zawodnikiem który znalazł się na ziemi.

Najpierw mocno uderzyłem głową, mam kilka szwów. Kiedy próbowałem usiąść to nie mogłem swobodnie się podeprzeć. Oczywiście Tour miał się dla mnie dopiero zacząć. Widziałem, że Andre [Greipel] jest coraz bliżej zwycięstwa, więc wszystko układało się dla nas całkiem nieźle, a do tego zbliżały się etapy w które celowałem. Po wiosennych klasykach wszystko podporządkowałem przygotowaniom do Touru, więc bardzo żałuję, że wszystko kończy się tutaj.

Teraz jednak najważniejsze bym jak najszybciej doszedł do siebie i zobaczymy kiedy będę mógł wrócić do ścigania

-podsumował Tiesj Benoot.