fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Tomasz Marczyński (Lotto-Soudal) ma w palmarès dwa etapowe zwycięstwa w wielkim tourze, wysoką pozycję w drużynie, bezpieczną przyszłość i pozytywne nastawienie. Z takim pakietem startowym nie można zrobić niczego innego, jak spakować walizki i pojechać zadebiutować w największym i najbardziej prestiżowym wyścigu na świecie – Tour de France.

„Maniek” zakończył właśnie zgrupowanie wysokościowe w Sierra Nevada, czyli zamknął ostatni etap przygotowań do Wielkiej Pętli. Wcześniej startował w wielu ważnych wyścigach kolarskiej wiosny, a ostatnio wystąpił w Critérium du Dauphiné – „małym Tour de France”. Tuż przed podróżą do Francji jak zwykle znalazł czas dla Naszosie.pl, by opowiedzieć co słychać.

Oficjalnie skład drużyny Lotto-Soudal na Tour de France jest znany od kilkunastu dni, a od kiedy ty wiesz na pewno, że wystartujesz w tym wyścigu?

Wiem o tym od grudnia. Jestem jednym z bardzo nielicznych zawodników Lotto-Soudal (w sumie jest takich może dwóch lub trzech), którzy znają swój kalendarz jeszcze przed rozpoczęciem nowego sezonu. I co ważne, ten kalendarz może się zmienić jedynie w wyjątkowych sytuacjach – drużyna nie zmodyfikuje go bez mojej wiedzy. Spełniłem swoje zadania w wyścigach, w których startowałem do tej pory – w ardeńskich klasykach czy ostatnio w Dauphiné. Kierownictwo mogło na mnie liczyć w każdym terenie i byłem zawsze tam, gdzie powinienem być. W związku z tym co do tego, że powinienem znaleźć się w składzie na Tour de France nie było żadnych wątpliwości. Dlatego też nie musiałem jakoś specjalnie walczyć o to powołanie.

Pewny i bardzo wcześnie znany program startów to kolejne potwierdzenie twojej wysokiej pozycji w drużynie Lotto-Soudal, o której kilkakrotnie rozmawialiśmy. Znakomicie.

Tak, ja też bardzo cenię sobie to, że już przed sezonem dowiaduję się, w jakich wyścigach będę startował, dzięki czemu mogę spokojnie trenować i przygotować się do najważniejszych imprez. To, że w tej ekipie kalendarz danego kolarza jest respektowany nie zdarza się często – nie ma wielu takich drużyn. I tak, jak mówisz – ta moja pozycja wynika również z tego, że drużyna docenia kreowanego przeze mnie ducha drużyny – pozytywnego i nastawionego do walki.

Jak oceniasz Dauphiné – czy ściganie w tym wyścigu rzeczywiście wygląda jak próba generalna przed Tourem, podczas której czuć rosnące napięcie przed premierą.

Tak, to na pewno widać, szczególnie jeśli chodzi o liderów poszczególnych drużyn. W tym roku była jednak mała różnica, ponieważ okres pomiędzy Dauphiné i Tourem był o tydzień dłuższy. W związku z tym, moim zdaniem, kto był w najwyższej formie w „Delfinacie”, to bardzo ciężko będzie mu ją utrzymać do ostatniego tygodnia Touru. To jak istotny jest ten wyścig, da się zauważyć obserwując również tych, którzy walczą o miejsce w składzie na Tour. Ponadto mamy tam do czynienia z szybkim ściganiem. Może w tym roku etapy nie były długie, ale były bardzo wymagające.

Jaka jest teraz twoja forma w porównaniu do tej, którą dysponowałeś chociażby w ubiegłym roku przezd Vueltą?

Myślę, że jest zbliżona. Na wysokości wykonałem naprawdę solidną pracę, więc ten tydzień zrobiłem sobie nieco luźniejszy. Chciałbym być mocny również w trzecim tygodniu Touru, więc trenowałem w taki sposób, by osiągnąć szczyt formy na początku wyścigu. Generalnie jestem pełen optymizmu i myślę, że powinienem coś dobrego zdziałać.

Mógłbyś zdradzić kilka szczegółów dotyczących treningów na wysokości?

Tak jak wspomniałem, poprzedni tydzień był dla mnie naprawdę ciężki, ponieważ zrobiłem w sumie 21 tysięcy metrów przewyższenia. Jeśli chodzi zaś o czas treningów, to w luźniejszym dniu było to około dwóch godzin, a w najcięższym nieco ponad sześć godzin.

Kiedy rozmawialiśmy w ubiegłym sezonie przed Giro i Vueltą mówiłeś, że nie zapoznawałeś się z trasą, a w książkę wyścigu spojrzysz dopiero na miejscu. Czy przed Tour de France coś się zmieniło?

Nie, nic się nie zmieniło. Nie mam pojęcia jakie etapy mnie czekają. Dowiem się wszystkiego na miejscu, gdy dostanę do ręki książkę wyścigu. Generalnie ani moje przygotowania, ani moje podejście nie zmieniły się z powodu tego, że to jest Tour de France – największy wyścig na świecie. Rzeczywiście na kolarzach i drużynach w nim startujących spoczywa większa presja, ale myślę, że nie różni się wiele od Giro czy Vuelty – charakterystyka jest podobna. Do tej pory sposób moich przygotowań przynosił dobre rezultaty, dlatego nie chciałem eksperymentować.

Dlaczego jako jedyny z ośmioosobowego składu ekipy Lotto-Soudal nie pojechałeś na rekonesans etapu do Roubaix?

Nie chciałem tracić dni treningowych na wysokości, więc powiedziałem, że rezygnuję z tego rekonesansu. Po Dauphiné pojechałem do Sierra Nevada i tam przebywałem do ostatniej soboty. Nie widziałem tych odcinków [brukowanych], ale przejadę się tamtędy już niedługo, w warunkach wyścigowych (śmiech).

Spośród kolarzy Lotto-Soudal w klasyfikacji generalnej powalczy być może Tiesj Benoot, ale wasza sytuacja i tak wygląda inaczej niż takich drużyn jak Sky, Movistar czy AG2R. Jakie zatem będą twoje zadania podczas wyścigu Tour de France?

Jak zawsze wybieramy się z ekipą wojowników, więc rzeczywiście bardziej nastawiamy się na etapy. Jednak w kontekście Tiesja, jego walki w „generalce” i o koszulkę najlepszego młodzieżowca, ja będę chciał być przy nim jak najdłużej i pomóc mu w osiągnięciu tych celów. To młody i zdolny kolarz, który szybko się rozwija, zatem na pewno będzie chciał się sprawdzić w czymś nowym. Poza tym będę pomagał w pociągu sprinterskim André [Greipela] – nie jako ostatni rozprowadzający, ale jako ktoś istotny. No i wreszcie sam będę próbował zabierać się w ucieczki. Myślę, że na niektórych etapach dostanę wolną rękę i jeśli dopisze szczęście, to na pewno zobaczycie mnie w jakimś odjeździe. Jeśli się tam już znajdę, będę starał się to wykorzystać jak najlepiej. Jak zawsze będę jechał z dnia na dzień, obserwował wyścig i dam z siebie wszystko.

Brak Adama Hansena, który bił rekord ukończonych wielkich tourów z rzędu, będzie dla was jako drużyny odczuwalny?

Myślę, że drużyna nie odczuje bardzo mocno nieobecności Adama, ponieważ podczas wielkich tourów, w których brał udział koncentrował się na biciu tego rekordu, a nie na pracy dla drużyny. Oczywiście, zawsze był chętny do pomocy i do współpracy, ale jednocześnie poświęcał się temu, by ukończyć kolejny wielki wyścig. Jeżeli jedziesz z ambicją osiągnięcia takiego celu, to naturalne jest, że czasami nie ryzykujesz tak mocno w momencie, w którym można byłoby bardziej zaryzykować. Jeszcze raz podkreślam: Adam zawsze pomagał drużynie, ale jeśli pytasz w kontekście tego czy drużyna bardzo odczuje jego brak, to myślę, że nie.

Załóżmy, że cały i zdrowy dojeżdżasz do Paryża. Jak dalej będzie wyglądał twój sezon?

W kalendarzu startów, zaraz po Tourze, mam wyścig Clasica San Sebastian, więc nie wystartuję w Tour de Pologne, ponieważ zaczyna się on tego samego dnia co Clasica. Następnie, jeśli wszystko będzie w porządku, pojawię się na starcie Vuelty, ponieważ te dwa wielkie toury miałem zaplanowane na ten sezon. Jednak to, że nie pojawię się na Tour de Pologne jako kolarz nie oznacza, że nie będzie mnie tam w ogóle. Na pewno będzie można mnie tam spotkać.

Rozmawiała Marta Wiśniewska