fot. Team Sky

Christopher Froome przeprowadził rekonesans jedenastego etapu tegorocznej edycji Tour de France. Wygląda więc na to, że przygotowania „Białego Kenijczyka” do najważniejszej imprezy sezonu weszły w decydującą fazę.

Froome, który ma na koncie już cztery triumfy w „Wielkiej Pętli”, o piąte zwycięstwo powalczy opromieniony wygranym Giro d’Itala. Wciąż niewyjaśniona kwestia podwyższonego poziomu salbutamolu w jego organizmie w trakcie ubiegłorocznej edycji Vuelta a Espana sprawia, że mierzyć się musi z druzgocącą krytyką. Jeszcze niedawno organizator Tour de France, ASO zapowiadał, że jeżeli sprawa nie doczeka się rozwiązania przed otwarciem imprezy (7 lipca), nie dopuści kolarza Team Sky do startu. Kilka dni temu zmienił jednak front.

33-latka przed startem powstrzymać może teraz już tylko ewentualna, nałożona przez UCI dyskwalifikacja, lecz nawet szef Unii, David Lappartient przyznaje, iż najprawdopodobniej przed Tourem nie rozstrzygnie ona sprawy.

Froome szlifuje więc formę, a w poniedziałek przeprowadził rekonesans trasy jedenastego etapu TdF z Albertville do La Rosiere. W jego trakcie zawodnicy pokonają dwie premie górskie kategorii HC (Montee de Bisanne, 12,4 km o nachyleniu średnim 8,2% oraz Col du Pre, 12,6 km, 7,7%) i jedną kategorii drugiej (Cormet de Roselend, 5,7 km, 6,5%), a do mety prowadzić będzie liczący 17,6 kilometra podjazd o nachyleniu 5,8%. Wszystko to na dystansie zaledwie 108,5 kilometra co sprawia, że spodziewać się można naprawdę szalonej rywalizacji.

O dyspozycję swojego podopiecznego nie martwi się trener Team Sky, Tim Kerrison. W rozmowie z serwisem cyclingnews.com przyznał, że spowodowana piłkarskimi mistrzostwami świata, dłuższa niż zwykle przerwa między Giro a Tourem działa na korzyść Froome’a. Podobnie z resztą, jak nabywane doświadczenie. Według niego, 33-latek jest „silniejszy, niż kiedykolwiek”.