Fot. Lotto-Soudal

Australijczyk w zeszły weekend ukończył swój 20. trzytygodniowy wyścig z rzędu.

W 2011 roku, gdy Hansen startował w Vuelta a Espana, nikt nie mógł się spodziewać, że jest to początek nieprawdopodobnego rekordu. Australijczyk przez prawie 7 lat startował w każdym Wielkim Tourze i wszystkie z nich ukończył. W sumie przyniosło to aż 20 wyścigów. Ostatni – Giro d’Italia – zakończył się w niedzielę w Rzymie. Organizatorzy La Corsa Rosa przyznali zawodnikowi nagrodę.

To wspaniałe miasto, bywałem tu już kilka razy jako turysta. Moi dziadkowie ze strony mamy pochodzą z Piemontu, z prowincji Cuneo. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Może to było przeznaczenie, że kończę właśnie tutaj, chociaż na początku rekordu obiecałem sobie, że dotrę do 23 imprez z rzędu – to numer mojego idole, Michaela Jordana. Przyszedł jednak czas na odpoczynek, po Tour de Suisse zrobię sobie przerwę, żeby lepiej rozplanować drugą część sezonu

– mówił Hansen.

W trakcie podróży po niesamowity wyczyn Hansen pokonał ponad 70 000km będąc częścią peletonu Giro d’Italia, Tour de France lub Vuelta a Espana. Na taki dystans złożyło się 419 dni wyścigowych. Wiele z nich z sukcesami – jeśli Australijczyk nie wygrywał osobiście (etap Giro d’Italia 2013 i etap Vuelta a Espana 2014), to pomagał swoim liderom, zwłaszcza Andre Greipelowi, Timowi Wellensowi i Thomasowi de Gendtowi. Chociaż kolarz Lotto-Soudal przez siedem lat uniknął kontuzji i ciężkich kraks, to napotkał wiele problemów.

Mógłbym wybrać Pescarę, bo było bardzo ciężko przy tych opadach deszczu. Pogoda dla kolarzy jest bardzo ważna. Najbardziej wymagające były etapy Giro w śniegu – Tre Cime di Lavaredo 2013 i Stelvio 2014. To, które właśnie ukończyłem, to jednak najtrudniejszy wyścig. Nie przez trasę, ale sposób, w jaki się ścigaliśmy. Nigdy nie było czasu na nudę. Moja przygoda trwała 20 Wielkich Tourów, to była wspaniała podróż. Niepowtarzalna.

W sezonach 2011-2018 Hansen był świadkiem wielu niesamowitych wydarzeń na trasach Wielkich Tourów – ataków Alberto Contadora na metę w Fuente De, sensacyjnych wygranych Juana Jose Cobo, Christophera Hornera czy Rydera Hesjedala, a także rekordów Christophera Froome’a i Vincenzo Nibalego.

Najlepszym jakiego widziałem jest Froome, ale najbardziej spektakularnym, emocjonującym jest Nibali. Dla kibica on zawsze idzie na maksa, próbuje czegoś. Nawet jeśli nie jest w szczytowej formie, nawet jeśli wszystko wydaje się być stracone. Z Vincenzo możesz spodziewać się wszystkiego

– zakończył rekordzista.