fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Giro d’Italia 2018 było dla Rohana Dennisa więcej niż udane. Australijczyk zdołał założyć koszulkę lidera, wygrać etap, a także solidnie zaprezentować się w górach, co w sumie dało mu całkiem wysokie, 16 miejsce w klasyfikacji generalnej.

Kiedy ekipa BMC przyjeżdżała do Izraela, by rozpocząć rywalizację w La Corsa Rosa, liderem amerykańskiego zespołu był Nicholas Roche. Doświadczony Irlandczyk szybko jednak dał się pokonać, a prowadzenie ekipy przejął będący wówczas wysoko w generalce Rohan Dennis. Jak się potem okazało, dla Australijczyka była to jedna z najlepszych etapówek w karierze.

To dla mnie ogromny krok naprzód. Nabrałem naprawdę dużo pewności siebie. Ostatnie dwa dni w górach już mnie nieco przerosły, lecz mimo to, nie mogę narzekać na swoją postawę. Wielu lepszych wspinaczy ode mnie miało przecież zdecydowanie większe problemy. Teraz, kiedy wyścig się skończył, mogę trzymać głowę wysoko, bo pojechałem naprawdę dobrze

– powiedział sympatyczny Australijczyk.

Jeszcze przed ostatnimi etapami w górach, Dennis miał realne szanse na zakończenie wyścigu w czołowej „10”. Ostatecznie sporo do tego zabrakło, lecz mimo to lider BMC jest z siebie zadowolony.

Kiedy wygrałem czasówkę stwierdziłem „ok, to wspaniały moment”, lecz wciąż chciałem sięgnąć po jeszcze więcej. Moim małym celem stała się walka o utrzymanie w czołowej dziesiątce, lecz nie myślałem o tym zbyt wiele. Stwierdziłem, że lepiej będzie przechodzić z etapu na etap. Niestety nie udało się utrzymać wysokiej lokaty, lecz bardzo wiele się nauczyłem, szczególnie jeśli chodzi o fazę przygotowań. Teraz wiem co poprawić i być może w przyszłości odpowiednio to zaprocentuje

– zakończył Dennis.

Na ten moment nie wiadomo, który wyścig będzie kolejnym celem Australijczyka.