fot. Giro d'Italia / RCS Sport

101. edycja La Corsa Rosa przeszła już do historii. Przez ostatnie 3 tygodnie na włoskich szosach działo się naprawdę wiele. Czas na ostatnie, różowe oceny!

Plusy:
British power
Nie wiemy, czy walka Brytyjczyków w tegorocznym Giro d’Italia podzieli lokalnych kibiców. Wiemy za to, że tegoroczny włoski tour należał do dwóch zawodników – Simona Yatesa i Chrisa Froome’a. Po drugim w pewnym sensie spodziewaliśmy się dobrej jazdy. Ten pierwszy za to, choć skończył wyścig na 21 miejscu, przez kilkanaście dni zachwycał. Po prostu. Właśnie takich kolarzy nam teraz w peletonie brakuje. Oby był to zwiastun lepszego.

Pojedynek na moc
Cztery etapy dla Vivianiego, trzy etapy dla Bennetta, niezliczona liczba kapitalnych pojedynków na finałowych metrach. Zgodnie z przewidywaniami, Włoch i Irlandczyk totalnie zdominowali sprinty z peletonu. Co więcej, obaj udowodnili, że należą już do szerokiej, światowej czołówki.

Młodzież w natarciu
Patrząc na klasyfikację generalną, w czołówce znajdziemy co najmniej kilku zawodników, którzy pozytywnie zaskoczyli formą. Byli to tym razem Richard Carapaz, Sam Oomen i Patrick Konrad. To właśnie oni udowodnili, że w przyszłości mogą być największymi gwiazdami peletonu. Teraz mamy czas, by to zrozumieć.

Plan wykonany
W czołówce można znaleźć jeszcze jednego zawodnika, który pozytywnie zaskoczył. Mowa o Rohanie Dennisie, który najpierw założył koszulkę lidera, później był bliski jej obrony na Etnie, następnie wygrał etap i do końca walczył o lokatę w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej. Czy w przyszłości Dennis będzie w stanie pójść śladami Toma Dumoulin?

Minusy:
„Kuzynostwo”
Bardzo dobry występ Miguela Angela Lopeza i Richarda Carapaza, niestety, został przykryty przez ich fatalną postawę podczas etapu do Bardonecchi. Przykro nam było oglądać dwóch znakomitych górali, którzy przez wiele kilometrów potrafią jedynie siedzieć na kole Toma Dumoulin. Boli i będzie boleć.

Mały-wielki sukces
Przez 21 dni praktycznie wcale nie mówiło się o Guy Sagivie – zawodniku Israel Cycling Academy. A szkoda, bo został on pierwszym reprezentantem Izraela, który ukończył włoski wyścig. Niby nic wielkiego, lecz zdecydowanie warte odnotowania!