Choć do końca Giro d’Italia 2018 jeszcze dwa etapy, już nic nie powinno się zmienić. Chris Froome, po niebywałym ataku, przejął dziś koszulkę lidera i najprawdopodobniej już jej nie odda. Na chwilę skupmy się jednak na wczorajszej rywalizacji.

Plusy:
Akcja wyścigu
Froome’a można lubić, lub nie. Można wierzyć w jego czystość, bądź uważać za dopingowicza. Jego dzisiejsza akcja była jednak jedną z najpiękniejszych w ostatnich latach. Kiedy tylko skoczył na solo, byliśmy prawie pewni, że dojedzie do mety. W końcu tylko on zimą trenował ponad 250-kilometrowe odcinki przy średniej dochodzącej do 45 kilometrów na godzinę. Bez wątpienia było to coś niebywałego.

Minusy:
Hearthbreaker
Kiedy tylko Simon Yates zaczął odpadać od peletonu, serca setek kibiców na całym świecie zaczęły pękać. Zawodnik, który przez 18 dni był zdecydowanie najlepszy, jednego dnia stracił wszystko. Kolarstwo jest jednak okrutne. Bardzo.

„Na Cousina”
Drodzy Państwo, dziś oficjalnie Jerome Cousin przestał być największym wyścigowym wrzodem w nowoczesnym peletonie. To, co zrobili wczoraj Miguel Angel Lopez i Richard Carapaz, to prawdziwy kryminał. Ciężko nam nawet to sensownie określić bez używania słów, które nie powinny się pojawiać w mediach. W takich sytuacjach argument „jechania swojego wyścigu” jest „niezwykle mocno naciągany”. Chamstwo w czystej postaci. Buractwo, frajerstwo.