Siedemnasty etap Giro d’Italia miał być „tym łatwym”. No właśnie, miał być. To, co działo się dziś na trasie na pewno nie pasowało do klasycznego etapu „przelotowego”. Czas na oceny związane z dzisiejszą rywalizacją.

Plusy:
Klasa światowa?
Elia Viviani wygrał dziś swój czwarty etap podczas tegorocznego Giro. Co prawda jego rywale nie należą do zdecydowanie najlepszych w peletonie, lecz należy przyznać, że nie są to też chłopcy do bicia. Czy Viviani stał się już sprinterem klasy światowej, czy wciąż mu nieco brakuje?

Uciekaj za wszelką cenę
Ze sportowego punktu widzenia, postawa Luisa Leona Sancheza była dzisiaj więcej niż świetna. Lulu zabierał się w każdy odjazd i zasadniczo przejechał w ucieczce praktycznie cały etap. Nie da się ukryć, że był on dziś jedną z czołowych postaci.

Minusy:
Palec niezgody
Luis Leon Sanchez jest chyba pierwszym zawodnikiem w historii naszego cyklu, który znalazł się zarówno po stronie plusów, jak i minusów. Nie ważne o co Hiszpanowi chodziło, pokazywanie podczas etapu środkowego palca jest zachowaniem co najmniej nieodpowiednim. Z pewnością nie przystoi to kolarzowi.

Albo ja, albo nikt
Czy ktoś jest w stanie wytłumaczyć, dlaczego Wout Poels za wszelką cenę starał się utrzymywać w ucieczce? Od samego początku jego „akcji”, peleton nie miał zamiaru go odpuszczać. Przez to także inni harcownicy nie mieli dziś najmniejszych szans na skuteczny odjazd. Egoistycznie Wout, bardzo egoistycznie.