fot. Mitchelton-Scott

Brytyjczyk wygrał już drugi etap tegorocznego Giro d’Italia i ponownie powiększył swoją przewagę w klasyfikacji generalnej.

Kolarz Mitchelton-Scott zaatakował niecałe 1.5km przed metą 11. etapu La Corsa Rosa i nie dał się już dogonić. Yates zyskał sześć sekund nad Tomem Dumoulinem (Team Sunweb) i osiemnaście nad pozostałymi zawodnikami z czołówki. Jeszcze gorzej wyglądała jazda Fabio Aru (UAE Team Emirates) i Christophera Froome’a (Team Sky).

Cieszę się z tego jak mi idzie, dzięki temu jestem spokojniejszy. Wiem jednak jak będzie ciężko, modlę się o to, żeby uniknąć słabego dnia i pecha. Widzieliście co się stało z Estebanem – wyścig się kończy.

Dziennikarze zapytali zawodnika czy cytat Sir Alexa Fergusona (legendarnego menedżera piłkarskiego zespołu Manchester United) można do niego dopasować – Jak zawodnik jest na szczycie, to czuje się jakby mógł pokonać Everest w klapkach. Yates przyznał, że za swój „Everest” uważa nadchodzącą czasówkę.

Czasówka – obawiam się jej, nie będę unikał tego pytania. Mogę tam stracić ogromną liczbę sekund. Dzisiaj od początku planowaliśmy, że nie będziemy walczyć o etap, bo Tim Wellens (Lotto-Soudal) czy Enrico Battaglin (LottoNL-Jumbo) są szybsi na takich podjazdach. To ich ekipy goniły, ale w końcówce Jack Haig wykonał tak fantastyczną pracę, że mogłem zaatakować i spróbować zyskać kilka sekund. 

Przez 1300m Yates pojedynkował się z Dumoulinem. Holender utrzymywał stałe, mocne tempo, ale nie potrafił zmniejszyć różnicy.

Na początku nie byłem pewien kto goni; dopiero mój dyrektor sportowy powiedział, że to Tom i jedzie fantastycznie. To było „przeciąganie liny” do samej mety. Liczyłem na to, że on „pęknie”, bo jechałem na limicie i nie byłem w stanie niczego dołożyć. To jednak nie jest bitwa między nami dwoma. Rywale są bardzo silni, a przed nami jeszcze wiele dużo cięższych gór. Czołówka liczy czterech-pięciu kolarzy.

Wydaje się, że najważniejszy będzie trzeci tydzień rywalizacji. Tam czekają wysokie góry, a w nogach będą odczuwalne ciężkie etapy z poprzednich dni. Yates jednak nie ma zamiaru czekać i liczyć na zachowanie sił na ostatnie odcinki.

Wszyscy za mną musieli jechać na maksa. Dumoulin też był na limicie, więc nie zużywam więcej energii od pozostałych. Nikt nie chce ponosić strat. Możliwe, że w pewnym momencie „strzelę”, ale potrzebuję tej przewagi

– zakończył.