Fot. Giro d`Italia

Dyrektor Giro d`Italia Mauro Vegni zapewnia, że jeśli Chris Froome (Team Sky), nad którym wisi widmo kary za niedozwoloną normę salbutamolu w organizmie, wygra 101. edycję tego wyścigu, to zwycięzcą pozostanie na zawsze. 

Mauro Vegni czyni te zapewnienia, powołując się na rozmowę z prezydentem Międzynarodowej Unii Kolarskiej Davidem Lappartientem, którą odbył…przed wyścigiem Mediolan-San Remo.

Rozmawiałem z prezydentem UCI, który poinformował mnie, że na pewno nic nie będzie wiadomo [ws. Froome`a] ani do czasu rozpoczęcia Giro, ani również do czasu startu Tour de France. Chciałbym to raz jeszcze podkreślić – jeśli Chris Froome wygra Giro, nie straci tego tytułu. Powiedziałem wówczas Lappartientowi, że każda dyskwalifikacja powinna obowiązywać od dnia zapadnięcia decyzji

– powiedział Mauro Vegni, którego cytuje „Cycling Weekly”.

Sądząc po odpowiedzi, jaką wydała na słowa dyrektora Giro Międzynarodowa Unia Kolarska, można wnioskować, że rozmowy między Vegnim a Lappartientem były jedynie zakulisowymi ustaleniami, nie mającymi prawnego uzasadnienia.

UCI pragnie wyjaśnić, że prezydent nie jest kompetentny, aby decydować o potencjalnych karach za stosowanie dopingu, o tym, od kiedy zaczynają one obowiązywać oraz o tym, czy wyniki uzyskane przed otrzymaniem ewentualnej kary powinny zostać podtrzymane czy też anulowane

– napisała Międzynarodowa Unia Kolarska na Twitterze.

Warto odnotować, że Mauro Vegni nie po raz pierwszy wypowiada się na ten temat w mediach. W kwietniu na łamach włoskiej prasy również mówił o kuriozalnej sytuacji Alberto Contadora, który w 2011 roku wygrał Giro d`Italia, ale później został pozbawiony tego tytułu za wpadkę dopingową podczas Tour de France 2010.

Kontrowersje wokół startu Chrisa Froome`a w Tour de France przyćmiły w ostatnim czasie inne wątpliwości związane z miejscem usytuowania Grande Partenza. Amnesty International oskarżyła Izrael o próbę oczyszczania swojej reputacji za pomocą sportu i przypomina, że w Strefie Gazy wciąż trwają protesty, które do tej pory skończyły się śmiercią dla 35 osób.