Fot. Team Sky

„Stojąc ze swoim masażystą kilka metrów za linią mety Flèche Wallonne, wśród tego całego zgiełku, Michał Kwiatkowski (Team Sky) wydawał się być dziwnie samotną postacią, pił energetyczny napój i łapał oddech” – tymi słowami Alasdair Fotheringham, dziennikarz magazynu „Procycling” i portalu Cyclingnews rozpoczął artykuł o występie Polaka w drugim z ardeńskich klasyków. 

Dalej Fotheringham zauważa, że „polski gwiazdor był jednym z najsilniejszych i najbardziej agresywnych kolarzy w tym belgijskim klasyku, ale pięćdziesiąte siódme miejsce i ponad siedem minut straty jest marnym wynagrodzeniem za włożony trud. Stąd jego frustracja za linią mety była oczywista”.

Próbowaliśmy różnych akcji i ruchów, by odizolować Alejandro [Valverde] i Movistar, i to zadziałało. Ale ostatecznie skończyliśmy z niczym, przez to, że przegapiłem atak [Vincenzo] Nibaliego, który okazał się kluczowy. Potem próbowałem jeszcze dojechać do tej ucieczki z Alessandro [De Marchim], ale nie daliśmy rady, a to był kolejny przełomowy moment wyścigu. Gdyby udało nam się do nich dołączyć, byłoby o wiele lepiej. Ostatecznie wszystko się zjechało i zaczęliśmy gonić – to była nasza ostatnia opcja

– powiedział Michał Kwiatkowski.

„Kwiato”, który w 2014 roku ukończył Walońską Strzałę na podium, przyznał, że jego forma nie jest idealna.

Nie tańczyłem na pedałach tak, jakbym chciał, ale mimo to na starcie wyścigu zawsze myślisz, jak go wygrać. Ścigamy się dobrze, ale brakuje nam dobrych rezultatów. Podobnie było w Amstel, więc miejmy nadzieję, że w Liège będziemy mieli więcej szczęścia i siły

– zakończył mistrz Polski w jeździe indywidualnej na czas.