Fot. Lotto-Soudal

Tegoroczna edycja Amstel Gold Race zapisze się w pamięci kibiców głównie ze względu na kapitalne zwycięstwo Michaela Valgrena z Astany, który pogodził głównych faworytów. Większość z nich na mecie podkreślała, że wyścig był wyjątkowo trudny, a Tim Wellens zauważył, że do zwycięstwa, oprócz bardzo dobrej formy, potrzebne było też nieco szczęścia.

Zadowolony ze swojego występu był z kolei Peter Sagan, który przyznał, że odczuwał jeszcze trudy ścigania w Paryż-Roubaix.

Po wyścigu powiedzieli:

Roman Kreuziger (Mitchelton-Scott, 2. miejsce):

Straciłem sporo energii, atakując razem z Enrico Gasparotto. Przez to Michael Valgren miał jej nieco więcej na finiszu. Naszym celem było jednak miejsce na podium, a to udało się osiągnąć. Bardzo się cieszę z drugiego miejsca, choć oczywiście bardzo chciałem wygrać ten wyścig po raz drugi w karierze (Czech triumfował w 2013 roku – przyp.red.)

Enrico Gasparotto (Bahrain-Merida, 3. miejsce):

Kiedy Michael Valgren i Roman Kreuziger zaatakowali, popatrzyłem na Petera Sagana i Alejandro Valverde. Zrozumiałem, że nie mają zamiaru ich ścigać, więc ruszyłem, bo w sprincie nie miałbym ze Słowakiem i Hiszpanem szans. Jeszcze 400 metrów przed metą myślałem, że uda mi się dołączyć do prowadzącej dwójki, ale nie wyszło. Jestem jednak niesamowicie szczęśliwy. Mam 36 lat, a to podium to dla mnie coś fantastycznego.

Peter Sagan (Bora – Hansgrohe, 4. miejsce):

To był trudny wyścig. Tempo od samego startu było bardzo wysokie. Na ostatnich 20 kilometrach nastąpiła spora selekcja, ale ja znalazłem się tam, gdzie powinienem. Czułem się dobrze, choć Paryż-Roubaix zostało jeszcze gdzieś w moich nogach. Mimo to skończyłem wyścig jako czwarty i myślę, że to fajne zakończenie wiosennej kampanii.

Tim Wellens (Lotto Soudal, 6. miejsce):

W końcu miałem „dobre nogi”. To świetny znak przed kolejnymi wyścigami. Tegoroczny Amstel był niezwykle szybki, a my bawiliśmy się ze sobą w kotka i myszkę. Trzeba było mieć trochę szczęścia. Kiedy ja zaatakowałem, reszta faworytów ruszyła za mną, Valgrena i Kreuzigera już sobie odpuścili.