Fot. Trek-Segafredo

Dyrektor sportowy drużyny Trek-Segafredo Dirk Demol powiedział portalowi Cyclingnews, że John Degenkolb po poważnym wypadku w styczniu 2016 roku wciąż nie wrócił na swój najwyższy sportowy poziom. 

Po tym, jak w 2015 roku John Degenkolb wygrał Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix wszedł do grona najlepszych specjalistów od wyścigów klasycznych na świecie. Niestety, dobrą passę przerwała tragiczna kraksa, która wydarzyła się w styczniu 2016 roku w hiszpańskim Calpe. Wówczas w grupę trenujących kolarzy Giant-Alpecin (poprzednia drużyna Degenkolba) wjechała kierująca samochodem osobowym kobieta. Odniesione obrażenia wykluczyły Niemca ze ścigania do maja, a w ciągu kolejnych osiemnastu miesięcy zdołał zanotować jedynie trzy zwycięstwa.

Bieżący sezon rozpoczął od dwóch wygranych w Mallorca Challenge, ale z powodu zapalenia oskrzeli wycofał się z Paryż-Nicea i nie wystartował w „La Primaverze”. U progu kampanii wyścigów brukowanych, w E3 Harelbeke i Gandawa-Wevelgem był odpowiednio dwudziesty pierwszy i czterdziesty ósmy.

To wszystko są konsekwencje tego wielkiego wypadku, tego okropnego wypadku, w którym uczestniczył. Stracił wiele miesięcy i miał kilka operacji. Wygląda na to, że wciąż nie wrócił na swój najwyższy poziom. Ale mimo to ciężko pracuje, walczy i jestem pewien, że z jego talentem w przyszłości ponownie osiągnie ważne zwycięstwa. Teraz jest dobry, ale od czasu wypadku nie ściga się na super poziomie

– powiedział Dirk Demol.

Z opinią Demola nie zgadzają się ani sam Degenkolb, ani oficer prasowy drużyny Trek-Segafredo, z którymi dziennikarze portalu Cyclingnews również rozmawiali w minioną niedzielę. Niemiec uważa, że kiepska lokata w wyścigu z Gandawy do Wevelgem wynika z tego, że był źle ustawiony przed podjazdem Kemmelberg.

Jestem w stu procentach zdrowy. Dzisiaj czuję się właściwie dobrze, a mój pech polega na tym, że przegapiłem odjazd grupki, która powalczyła potem o zwycięstwo. To mogła być dla mnie dobra końcówka.

Dojazd do drugiego Kemmelbergu był chaotyczny…Właściwie od tego, jak pokonywaliśmy go po raz pierwszy tak było – szybko i nerwowo, zwłaszcza na odcinkach szutrowych. Ostatecznie pozostaje tylko gdybanie: jeśli, jeśli, jeśli, ale kilka pozycji naprawdę ma duże znaczenie dla tego, czy będziesz się liczył, czy nie. Niestety nie było mnie tam, gdzie powinienem, ale wracam do domu z poczuciem, że moje nogi są dobre, a to w kontekście nadchodzących dwóch tygodni jest najważniejsze

– wyjaśnił Degenkolb.

29-letni Niemiec w środę weźmie udział w Dwars door Vlaanderen, a następnie w Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix. Według Dirka Demola największe szanse na osiągnięcie dobrego rezultatu będzie miał w „Piekle Północy”, zarówno z powodu charakterystyki trasy, jak i terminu rozgrywania. Degenkolb wciąż walczy o nadrobienie straconych przez nieszczęśliwy wypadek dni.