Fot. Marcel Kittel

Chociaż uznawany był za faworyta do odniesienia triumfu w klasyfikacji generalnej Dubai Tour, Marcel Kittel tym razem zakończył udział w wyścigu z pustymi rękami. Debiutujący w barwach ekipy Katusha-Alpecin Niemiec przyznał, że jego pociąg nie był jeszcze gotowy rywalizować z bardziej doświadczonymi w rozprowadzaniu sprinterów zawodnikami drużyn Quick-Step Floors i Dimension Data.

Na rozczarowujący występ Kittela w Dubaju złożyły się jednak nie tylko pewne niedociągnięcia w samym rozprowadzeniu zawodnika, ale również spora doza pecha. Defekt nie pozwolił 29-latkowi skutecznie rywalizować o zwycięstwo w końcówce pierwszego etapu, innego dnia jego szanse udaremniła kraksa.

Nie szukając wymówek Niemiec przyznał jednak, że wspólnie z ekipą będą musieli przeanalizować wydarzenia ostatniego tygodnia i wyciągnąć stosowne wnioski.

Wszyscy byli rozczarowani, że nie byliśmy w stanie walczyć w dzisiejszym [sobotnim] sprincie,

– wg. Cyclingnews powiedział po zakończeniu ostatniego odcinka imprezy Kittel.

Kluczowym momentem był ostatni zakręt, na którym miała miejsce kraksa. Żadna z drużyn nie wyszła z tego bez szwanku, my również. Przez tę kraksę wszystko się posypało, musieliśmy szybko się pozbierać i znaleźć sposób, by dotrzeć na metę w jednym kawałku. Nie było to łatwe.

Kolejnym startem sprintera Katushy będzie rozpoczynający się 21 lutego Abu Dhabi Tour. Wyraził on nadzieję, że do czasu rozpoczęcia imprezy jego pociąg rozprowadzający zdoła poczynić pewne postępy, co zaowocuje pierwszymi sukcesami w barwach rosyjskiej ekipy.

To dla nas czas wspólnej nauki i rozwoju. Taki był główny cel naszego udziału w Dubai Tour. Mamy pewne rzeczy do przedyskutowania, jednak naprawdę wierzę, że w dłuższej perspektywie wydarzenia ostatniego tygodnia uczynią nas silniejszymi,

– zakończył.