Dubai Tour

Nie Marcel Kittel, nie Marc Cavendish, ale Dylan Groenewegen był najlepszym sprinterem na pierwszym etapie Dubai Tour. Jak o finiszu wypowiadali się jego bohaterowie?

Dylan Groenewegen w ubiegłym sezonie wygrywał ośmiokrotnie, ale najbardziej w pamięci kibiców pozostał jego triumf na Polach Elizejskich. Teraz Holender w swoim pierwszym tegorocznym starcie już pozostawił rywali za swoimi plecami:

Wspaniale tutaj wygrać etap, ponieważ konkurencja jest bardzo silna. W zeszłym roku dwukrotnie byłem bardzo blisko, ale musiałem zadowolić się drugimi miejscami. Bardzo się cieszę, że teraz mi się to udało. Ekipa Quick – Step Floors postawiła wysoko poprzeczkę i to nie był łatwy sprint. Ruszyłem 200 metrów przed metą, było dość ciasno, ale wszystko ułożyło się po mojej myśli.

Niewiele osób wśród topowych faworytów wymieniało Magnusa Corta Nielsena. Duńczyk z ekipy Astana był o centymetry od zwycięstwa:

To dla mnie super w początek w nowym sezonie i w nowej ekipie. W takiej stawce sprinterów muszę być zadowolony z drugiego miejsca. Oczywiście jeśli jest się tak blisko triumfu, to człowiek jest naturalnie trochę rozczarowany. Dziękuję mojej drużynie za wykonaną pracę.

Trzecim miejscem musiał zadowolić się Elia Viviani (Quick – Step Floors), który jutro będzie obchodził 29. urodziny:

Koledzy wykonali tytaniczną pracę i wyprowadzili mnie na idealną pozycję. Ja poszedłem prawą stroną i z perspektywy czasu można powiedzieć, że była to błędna decyzja. Moja forma jest dobra, ale dzisiaj nie udało się wygrać. Jestem rozczarowany, że nie mogłem się odpłacić kolegom zwycięstwem za ich świetną robotę.

Jeszcze gorzej wypadł murowany faworyt do zwycięstwa, Marcel Kittel (Katusha – Alpecin):

To był naprawdę trudny, techniczny finisz dzisiaj. Marco Haller świetnie mnie rozprowadził i sprint rozpoczynałem na bardzo dobrej pozycji. Niestety miałem problemy z rowerem i musiałem odpuścić walkę o zwycięstwo. Nie ukrywam rozczarowania, że tak to się zakończyło.