Wikimedia Commons / Benutzer Hase

W 356 roku p.n.e. w pogoni za sławą szewc Herostrates spalił świątynię Artemidy w Efezie, uważaną za jeden z siedmiu cudów świata. Stracono go, a jego imię miało zostać usunięte z wszelkich dokumentów zgodnie z procedurą damnatio memoriae. Jak widać nieskutecznie, gdyż pamięć o tym uczynku przetrwała do dziś. Podobnie jak żadna odgórna decyzja nie wymaże z dziejów kolarstwa poczynań Lance’a Armstronga.

Przez wiele lat Armstrong zmagał się z oskarżeniami o stosowanie dopingu. Stanowczo im zaprzeczał, nie wahając się przed wytaczaniem procesów sądowych oszczercom. Emanował pewnością siebie. Nic dziwnego, stosował wyrafinowaną strategię. Zaprzyjaźniał się z ludźmi mającymi władzę, wpływy, z politykami. Dzięki temu był nie do ruszenia. Sam George W. Bush, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, przedstawiał kolarza z Teksasu, jako „swojego przyjaciela”. Armstrong stał się kimś w rodzaju instytucji społecznej, a jak dobrze wiemy, z instytucjami niezwykle trudno wygrać.

Tylko jakiś szaleniec mógł pomyśleć, że po odbyciu czterech cyklów chemioterapii będę ryzykował życie stosując EPO. Inną rzeczą jest szukanie sposobów zmaksymalizowania sprawności organizmu, a inną poznawanie kolejnych poziomów szarej strefy farmakologii i skazywanie się na śmierć

– stwierdził w napisanej wraz z Sally Jenkins autobiografii „Liczy się każda sekunda”.

Już podczas Tour de France 1999 wiele europejskich gazet wątpiło w uczciwość Amerykanina. Oliwy do ognia dolewał między innymi Christophe Bassons, jeden z trzech czystych kolarzy Festiny, który napisał kilka artykułów dotyczących dopingu w peletonie. Na nic się również zdało, rozpoczęte w listopadzie 2000 roku i prowadzone ponad dwadzieścia miesięcy, francuskie śledztwo.

W sezonie 2001 pojawiły się informacje o współpracy Armstronga z doktorem Michele Ferrarim, którego podejrzewano o prowadzenie nierzetelnej praktyki lekarskiej. W 2004 roku David Walsh i Pierre Ballester wydali francuskojęzyczną książkę „L.A.Confidentiel: Les secrets de Lance Armstrong. Głównymi oskarżycielami byli Emma O’Reilly, masażystka U.S. Postal oraz Steve Swart, jeżdżący z Amerykaninem w Motoroli. Obszerny artykuł o tej sprawie znalazł się w brytyjskim „The Sunday Times”.

W 2003 roku Armstrong w wywiadzie dla „Le Monde” nazwał Filippo Simeoniego, świadka w procesie Ferrariego, kłamcą, przez co ten pozwał go o zniesławienie. Na trasie osiemnastego etapu Wielkiej Pętli 2004 Amerykanin dołączył do ucieczki w składzie z Simeonim, aby uniemożliwić Włochowi zwycięstwo. Ostatecznie obaj wrócili do peletonu, a zmierzający pewnie po szóste zwycięstwo w Tour de France lider wykonał do kamery gest zamykania ust. Dwa dni później w drodze do Paryża ekipa U.S. Postal ponownie nie pozwoliła Simeoniemu odjechać.

Zamieszanie w 2004 roku spowodowało, że firma ubezpieczeniowa SCA Promotions nie wypłaciła Armstrongowi pięciu milionów dolarów premii za zwycięstwo w Wielkiej Pętli. Dwa lata później po wyroku sądu SCA Promotions zapłaciła siedem i pół miliona dolarów, lecz w 2015 roku sytuacja odwróciła się jak w kalejdoskopie i tym razem to Teksańczyk miał zwrócić dziesięć milionów. Ostatecznie sprawę rozwiązano polubownie i Armstrong stał się uboższy o nieujawnioną sumę.

W lipcu 2005 roku po siódmym triumfie w największym kolarskim wyścigu na świecie, Lance Armstrong opuścił peleton. Przynajmniej „na chwilę”.

23 sierpnia 2005 roku na pierwszej stronie „L’Equipe” pojawił się artykuł mówiący, że w sześciu pobranych od Armstronga podczas Tour de France 1999 i później zamrożonych próbkach wykryto erytropoetynę. Skuteczność zastosowanej metody była jednak podważana i wszystko rozeszło się po kościach.

W czerwcu 2006 roku „Le Monde” poinformował, że podczas rozprawy pomiędzy Armstrongiem a SCA Promotions, Frankie i Betsy Andreu zeznali, iż Teksańczyk przed operacją w 1996 roku wyznał lekarzowi, że przyjmował niedozwolone środki, między innymi hormon wzrostu, kortyzon, EPO i testosteron. Do oskarżeń dołączył się Greg LeMond (nazywający rodaka największym oszustem w historii sportu) który twierdził, że Stephanie McIlvain, reprezentująca firmę Oakley, w prywatnej rozmowie również to potwierdziła. Przed sądem jednakże tylko państwo Andreu obciążyli Armstronga, który po raz kolejny uniknął sprawiedliwości.

Zgubiła go natomiast nadmierna pewność siebie. W 2008 roku Teksańczyk stwierdził, że skoro Carlos Sastre wygrywa Tour de France, to wróci. Trzecie miejsce w kolejnej edycji, a zwłaszcza konflikt z Alberto Contadorem, skłoniły go do utworzenia nowego zespołu – Radioshack. O miejsce w nim poprosił Floyd Landis, lecz Armstrong odmówił. I wtedy się zaczęło…

Wiosną 2010 roku Landis w serii maili do prominentnych działaczy kolarskich w Stanach Zjednoczonych i UCI przyznał się do stosowania niedozwolonych środków i o to samo oskarżył siedmiokrotnego zdobywcę maillot jaune, który miał być mózgiem całego procederu. Sprawa ujrzała światło dzienne 20 maja. Co ciekawe, tego samego dnia Armstrong zaplątał się w kraksę, która wyeliminowała go z Tour of California.

Landis twierdził także, że w 2002 roku szef UCI Hein Verbruggen został przekupiony, aby zatuszować dopingową wpadkę Armstronga podczas Tour de Suisse. Sęk w tym, że Teksańczyk nie startował wówczas w tym wyścigu, co podważyło niezbyt wysoką wiarygodność Landisa, podobnie jak fakt, iż nie posiadał żadnych dowodów. Greg LeMond stanął jednak po jego stronie.

Mimo to w czerwcu Landis złożył pozew do sądu, w którym oskarżył Armstronga o sprzeniewierzenie pieniędzy amerykańskiej poczty, która przekazała kolarskiej drużynie przeszło trzydzieści milionów dolarów. Odszkodowanie miałoby wynieść trzykrotność tej sumy, czyli około stu milionów, lecz do dziś nie doczekaliśmy się końcowego werdyktu. Landis, jako demaskator, może liczyć na dwadzieścia pięć procent tej kwoty.

W maju 2011 roku do zarzutów przyłączył się Tyler Hamilton, dodając, że UCI rzeczywiście zachowała w tajemnicą pozytywny wynik amerykańskiej gwiazdy w Szwajcarii, tyle że w sezonie 2001, co mają potwierdzać darowizny Armstronga na rzecz Unii.

Szef USADA Travis Tygart postanowił zdemaskować Teksańczyka, co doprowadziło do opublikowania w październiku 2012 roku raportu opartego na zeznaniach dwudziestu sześciu świadków, w tym wielu byłych zawodników U.S. Postal. Drużyna „pocztowców” zasługiwała raczej na miano „aptekarzy”, a Lance Armstrong nie dość, że niemal do perfekcji opanował najróżniejsze sposoby poprawiania wydolności, to wymagał tego od innych i nie tolerował sprzeciwu.

Wykazano także, że Amerykanin zapłacił milion dolarów Michele Ferrariemu. Upadł mit człowieka, który po pokonaniu choroby nowotworowej, siedmiokrotnie zwyciężył w najtrudniejszej kolarskiej imprezie. Decyzją USADA anulowano wszystkie rezultaty Armstronga osiągnięte od 1 sierpnia 1998 roku i zdyskwalifikowano dożywotnio. Tour de France w latach 1999-2005 nie ma oficjalnego zwycięzcy.

Jonathan Vaughters stwierdził, że przekonanie Armstronga o nieskuteczności testów antydopingowych wynikało z faktu, że nie wykryły one swego czasu w jego organizmie wysokiego poziomu gonadotropiny kosmówkowej, wskazującej na rak jąder.

W styczniu 2013 roku w programie Oprah Winfrey na pytanie, czy podczas kariery stosował niedozwolone środki Armstrong odpowiedział długo wyczekiwane „tak”. Stwierdził, że po powrocie do peletonu w sezonie 2009 pozostawał czysty, lecz jest to mało prawdopodobne.

Później dodał również, że po wpadce dopingowej podczas Wielkiej Pętli w 1999 roku Hein Verbruggen sam zaproponował antydatowanie środka łagodzącego otarcia od siodełka, aby ratować wizerunek kolarstwa po aferze Festiny.

Dla wielu stał się persona non grata. Niedawne zaproszenie ze strony organizatorów Ronde van Vlaanderen pokazuje jednak, że ostracyzm środowiska wobec Armstronga nie jest jednomyślny. Oceniając największego oszusta w historii sportu pamiętajmy o tym, co napisał wybitny polski aforysta Stanisław Jerzy Lec:

Nie piętnujmy Herostratesów! O to im przecież chodzi.