La Vuelta

To krótka opowieść o tym, jak wiele potencjału może być uwięzione w samej tylko głowie zawodnika. I o tym, że aby znaleźć motywację i narodzić się na nowo, czasami wystarczy znacznie mniej, niż jedna szansa. W istocie, czasami wystarczy nadzieja na jej otrzymanie. Matteo Trentin po raz pierwszy w swojej zawodowej karierze zmieni ekipę, tym samym stając się pełnoprawnym liderem na wyścigi klasyczne, jednak świadomość nadejścia długo wyczekiwanych zmian przyniosła efekty od razu, czyniąc go jednym z najbardziej wyróżniających się kolarzy letnich miesięcy.

Quick-Step Floors może być najsilniejszym składem na rozgrywane na brukach imprezy jednodniowe, jednak przynajmniej od kilku sezonów wprowadzane w życie założenia taktyczne często wydają się niejasne nawet dla członków ekipy, podobnie jak odgrywane przez nich role. Kolarze Patricka Lefevere’a w trakcie trwania wyścigu dość dynamicznie stają się liderami swojej drużyny i przestają nimi być, a cwany belgijski menedżer nie cofa się przed poświęceniem bardziej utytułowanych nazwisk, jeśli tylko gdzieś w oddali zamajaczy realna szansa na odniesienie zwycięstwa.

Dzięki tym ryzykownym manewrom byliśmy świadkami zarówno niezapomnianych porażek (Ian Stannard lubi to), jak i efektownych triumfów, jednak niezależnie od ostatecznego wyniku rywalizacji śmiało można powiedzieć, że posunięciami kolarzy w biało-niebieskich strojach niemal każdorazowo rządził chaos. Chaos ma natomiast tę niezwykłą właściwość, że jedni są w stanie widzieć w nim jedynie zbiór pozbawionych logiki i niepasujących do siebie elementów, podczas gdy dla innych stanowi on drabinę wiodącą do dosłownie wszystkiego, co tylko może się wyśnić.

Jeśli cokolwiek zdecydowanie różni zatem 28-letniego Włocha od chociażby Nikiego Terpstry, nie będzie to skala talentu – wydaje się, że ten, choć niemożliwy do zmierzenia, powinien przemawiać na korzyść pierwszego z wymienionych zawodników – ale konieczna w tej ekipie odwaga, by we właściwym momencie odrzucić wstępne założenia taktyczne i kierując się zdrową dawką egoizmu upomnieć się o swoje. Ewentualnie wyciągnąć z ucha słuchawkę, jeśli porozumienie na płaszczyźnie werbalnej nie zostanie osiągnięte.

Potrafił to zrobić Holender, w efekcie sięgając po swoje największe w karierze zwycięstwo w Paris-Roubaix, za żadne skarby nie potrafili tego natomiast uczynić Trentin czy Zdenek Stybar, zdecydowanie zbyt często kierując się poczuciem obowiązku wobec drużyny i tym samym nie pozwalając uwolnić drzemiącego w nich samych potencjału.

Decyzja pochodzącego z (niespodzianka!) Trentino Włocha o opuszczeniu ekipy Patricka Lefevere’a, choć niewątpliwie trudna, od momentu jej ogłoszenia wydawała się słuszna, a sam 28-latek wyjaśniał, że obok roli niekwestionowanego lidera na wyścigi jednodniowe przekonał go fakt, że choć on sam myślał o sobie w kategoriach jednego z wielu specjalistów od klasyków w szeregach Quick-Stepu, menedżerowie Orici-Scott (w przyszłym sezonie Mitchelton-Scott) zobaczyli w nim coś wyjątkowego.

Wielokrotnie pytano mnie, dlaczego Orica, ale z mojej perspektywy odpowiedź wydaje się prosta. Przedstawili mi bardzo ekscytujące plany, a ponadto czasami potrzebna jest w życiu zmiana, by móc kontynuować rozwój zawodowy i osobisty. Być może najbardziej liczyło się jednak to, że kontaktując się ze mną po raz pierwszy od razu podkreślili, że coś we mnie zobaczyli,

– napisał w swoim blogu na łamach Cyclingnews Matteo jednocześnie przyznając, że po latach pracy na rzecz innych zawodników bardzo potrzebował tego typu potwierdzenia. Wyjawił też, że australijska ekipa wykazała zainteresowanie podpisaniem z nim kontraktu już rok wcześniej, pomimo obowiązującej umowy z belgijską drużyną.

Ich wiara w to, że mogę wiele zdziałać w klasykach była dla mnie bardzo ważna. Przedstawiciele Orici-Scott skontaktowali się ze mną już w zeszłym roku i chcieli negocjować kontrakt na obecny sezon, jednak wówczas cały czas obowiązywał mnie jeszcze kontrakt z Quick-Stepem. Powróciliśmy jednak do rozmów w tym roku.

I choć nawet z perspektywy Trentina porównywanie zmiany ekipy do rozstania z rodziną wydaje się banalne, podkreślał on, że za pozornie pustymi słowami stoją prawdziwe emocje.

Szczerze mówiąc, decyzja o zmianie drużyny należała do bardzo trudnych. To nie są wyłącznie puste słowa, zawsze będę wdzięczny za lata spędzone jako zawodnik Quick-Stepu. [Ta drużyna] była dla mnie domem. Z Quick-Stepem podpisałem swój pierwszy zawodowy kontrakt i rozwinąłem się jako zawodnik. W porządku, może i nie święciłem zbyt wielu triumfów, jednak każdy z nich był dla mnie niezapomnianym przeżyciem, który mogłem dzielić z wszystkimi członkami ekipy.

 

Pisząc to tuż przed rozpoczęciem tegorocznej edycji Vuelty, 28-latek nie mógł zdawać sobie sprawy, że dzięki podmuchowi pochodzącej z południowej półkuli nadziei zdoła aż tak znacząco zasilić swój istotnie niezbyt imponujący kolarski dorobek, stając się jednym z najlepiej dysponowanych zawodników końca sezonu.

Stawka sprinterów w hiszpańskim wielkim tourze oczywiście wpisywała się w już dawno ustanowione dla tej imprezy normy jakościowe, ale cztery etapowe zwycięstwa tak czy inaczej uznać należy za imponujące osiągnięcie, podobnie jak fakt, że sprinterzy ekipy Patricka Lefevere’a zdołali zdominować wszystkie trzy wyścigi trzytygodniowe, wygrywając łącznie aż 13 etapów.

© Unipublic/Photogomez Sport

Włoch aż do Madrytu walczył również o triumf w klasyfikacji punktowej imprezy, i chociaż w dość zdumiewających okolicznościach w tej walce poległ, dla wielu już wtedy był moralnym zwycięzcą tej rywalizacji, co – jak na ironię – za jakiś czas może okazać się również stanem faktycznym. Ot, uroki kolarstwa.

Porażka nie zbiła go jednak z pantałyku, a nowo nabyta pewność siebie przełożyła się na doskonałe występy w zamykających sezon wyścigach jednodniowych. Trentin nie tylko odniósł pewne zwycięstwa w Primus Classic i Paris-Tours, ale zajął 2. miejsce w Binche-Chimay-Binche i ukończył wyścig ze startu wspólnego mistrzostw świata w Bergen tuż za podium, co razem złożyło się na najlepszy sezon w jego zawodowej karierze.

© ASO/Bruno.Bade

Trudno mieć wątpliwości, że znana z fenomenalnej atmosfery australijska drużyna bardzo szybko stanie się dla 28-latka nowym domem. Na ile go natomiast naprawdę stać i czy uniesie presję związaną z liderowaniem ekipie w największych wyścigach klasycznych? Przekonany się już najbliższej wiosny.