Giro d'Italia / LaPresse

Choć do startu Giro d’Italia 2018 jeszcze około pół roku, atmosfera wokół wyścigu jest więcej niż bardzo gorąca. Wszystko przez decyzję prezydenta USA Donalda Trumpa, który postanowił uznać Jerozolimę za stolicę Izraela. Mimo to, według ekspertów, nic jednak nie powinno zagrażać przyszłorocznemu „La Corsa Rosa”.

Gęsta atmosfera na Bliskim Wschodzie od kilku dni elektryzuje także kolarski świat. Zainteresowani sytuacją poprosiliśmy o komentarz redaktora naczelnego „Konfliktów i katastrof światowych – KiKS24.com” Łukasza Bok, który zdecydowanie ostudził nastroje.

W Jerozolimie, od początku współczesnej historii, wyczuwalne jest ogromne napięcie. Najnowsza decyzja Trumpa o uznaniu jej za stolicę Izraela tę sytuację dodatkowo podgrzewa. Musimy jednak pamiętać, że Izrael jest praktycznie najbezpieczniejszym krajem Bliskiego Wschodu. Jego służby stawiają bezpieczeństwo na pierwszym miejscu i z całą pewnością nie pozwolą, by cokolwiek zakłóciło wydarzenie, na które będzie spoglądać kawał świata. Choć wiele arabskich ugrupowań wzywa do nowej intifady przeciwko Izraelowi, to protesty, jakie aktualnie się odbywają, nie mają takiej mocy, jaką przewidywali eksperci. Izraelczycy szybko stłumili palestyńskie zapędy i myślę, że do maja sytuacja absolutnie się ustabilizuje (jak na warunki bliskowschodnie) i nic nie zakłóci kolarskiego startu Giro. Jednocześnie jednak kibice czy dziennikarze przylatujący na miejsce będą musieli liczyć się ze sporymi środkami bezpieczeństwa, które mogą czasami być uciążliwe

– powiedział założyciel KIKS24.com w rozmowie z naszym portalem.

Całe zamieszanie, z jakim mamy do czynienia w ostatnich dniach, wpłynęło także na RCS Sport, organizatora wyścigu. Zgodnie z informacjami podanymi przez La Gazetta dello Sport, szefowie imprezy nie wykluczają wdrożenia „planu B”, przenoszącego pierwsze etapy na teren Włoch.