Velo Steve / Flickr / Wikimedia Commons

Dzięki zwycięstwu w Tour de France 1996 oraz wieloletniej pracy w roli dyrektora sportowego najmocniejszych drużyn Duńczyk stał się rozpoznawalną postacią w kolarstwie. Mimo to trudno nazwać „Orła z Herning” rycerzem, a raczej wikingiem, bez skazy.

Podobnie jak wiele innych gwiazd lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, Bjarne Riisa podejrzewano o stosowanie niedozwolonych środków. Po aferze Festiny niektórzy nazywali go „Panem sześćdziesiąt procent”, nawiązując do poziomu hematokrytu. W styczniu 1999 roku „Danmarks Radio” twierdziło, że w sezonie 1996 wzrósł on u Riisa z czterdziestu jeden do przeszło pięćdziesięciu sześciu procent w ciągu sześciu miesięcy.

Później dziennikarze spekulowali również o współpracy „Orła z Herning” z doktorem Francesco Conconim, którą rzekomo miała odkryć włoska policja. Riis pytany o to, czy stosował doping, wielokrotnie odpowiadał wymijająco, że nigdy nie miał pozytywnego testu.

W kwietniu 2007 roku Jef D’Hont, były lekarz drużyny Telekom, w barwach której Duńczyk wygrał Tour de France, wydaje książkę, w której odsłania kulisy funkcjonowania zespołu w złych dla sportu czasach. 21 maja do stosowania niedozwolonych środków podczas kariery przyznaje się Bert Dietz, dawny kolarz niemieckiej ekipy. To wyznanie pociąga za sobą kolejne, między innymi Erika Zabela.

Treck

25 maja na zwołanej przez siebie konferencji prasowej pojawia się Bjarne Riis i mówi, że stosował EPO, hormon wzrostu oraz kortyzon w latach 1993-1998. W kontekście triumfu w Wielkiej Pętli rzuca:

Czuję się dobrze z powodu tego zwycięstwa, mimo że nie uczyniłem tego w uczciwy sposób.

Duńczyk próbuje się częściowo usprawiedliwiać, mówiąc:

Byłem zawodowym kolarzem w warunkach, jakie wówczas panowały.

Przeprasza jednakże tych, których oszukał. Przyznaje się do błędów i deklaruje wzięcie za nie odpowiedzialności. Riis wspomina, że jego rodzina doskonale wiedziała co robi. Utrzymuje również, że w zespole Telekom nie istniał zorganizowany system dopingowy, a obecnie on sam jest przeciwnikiem niedozwolonego wspomagania, dla którego nie ma miejsca w drużynie CSC.

Kilka dni później Bjarne Riis zostaje usunięty z listy triumfatorów Tour de France. W lipcu 2008 roku przywrócono jego nazwisko wraz z adnotacją, że w trakcie zwycięskiego wyścigu jechał na dopingu. „Orzeł z Herning” na dobre jednak znika z grona najlepszych sportowców Danii.

W listopadzie 2010 roku na łamach autobiografii Riis wyznaje, że stosowanie dopingu było uważane w tamtych czasach za „normalne” przygotowanie do wyścigów. Po raz ostatni stosował niedozwolone środki w trakcie Tour de France 1998 – na wieść o tym, że policja ma przeszukać pokoje hotelowe zajmowane przez Telekom, wyrzucił fiolki z EPO do toalety. W wywiadzie dla tygodnika „Soendagsavisen” ujawnia, że przechowywał erytropoetynę w domowej lodówce.

Nazwisko Riisa pojawiało się także przy okazji dopingowych wpadek prowadzonych przez niego zawodników: Tylera Hamiltona, Jörga Jaksche czy Ivana Basso. Dwaj pierwsi twierdzili, że doskonale wiedział, co dzieje się w teamie CSC. Niemcowi, po jego pamiętnym wywiadzie dla „Der Spiegel” w 2007 roku, duński menadżer miał nawet grozić. Riis konsekwentnie zaprzeczał.

W 2013 roku Michael Rasmussen przyłączył się do oskarżeń. Dwa lata później raport Duńskiej Agencji Antydopingowej wykazał, że Bjarne Riis brał aktywny udział w niedozwolonym procederze w CSC. Mało tego, jego wiedza była tak duża, że doradzał lekarzom. Dopingowe centrum duńskiej drużyny znajdowało się w wynajętym mieszkaniu w Luksemburgu.

Orzeł z Herning” i jego ówcześni współpracownicy uniknęli odpowiedzialności, gdyż po upływie ośmiu lat sprawa uległa przedawnieniu. W odpowiedzi na raport, w duńskiej telewizji TV2 Riis powiedział:

Jest tutaj [w raporcie] kilka rzeczy, z którymi się nie zgadzam, ale nie jestem tutaj, aby je rozwijać. Podstawowy wniosek jest taki, że zawiodłem jako przywódca. Potwierdzam to i bardzo tego żałuję.