© Quick-Step Floors Cycling Team / Tim de Waele

Belg po dwóch latach przerwy wrócił do wygrywania klasyków i od razu zdobył kolejny monument do kolekcji. W kolejnych sezonach Gilbert będzie chciał się skupić na uzupełnieniu swoich „palmares”.

Wspaniała wiosna Gilberta związana była m.in. ze zmianą drużyny – od tego roku były mistrz świata reprezentuje Quick-Step Floors. Chociaż wydawało się, że przejście do zespołu Patricka Lefevere naszpikowanego specjalistami od bruków da Belgowi rolę lidera jedynie podczas Ardenów, to największe zwycięstwo PhilGila przyszło na Ronde van Vlaanderen.

Ronde van Vlaanderen to był dla mnie wielki cel, mówiłem o tym od miesięcy. To jeden z najważniejszych wyścigów w kalendarzy i zawsze marzyłem o jego wygraniu. Drużyna była wtedy fantastyczna – od samego startu mnie chronili, a potem zawiązali decydujący atak na Muur-Kapelmuur. Wiedziałem, że to mogło wyglądać na szaleństwo, gdy atakowałem 55 kilometrów przed metą, ale byłem pewien swego i czułem się bardzo silny. Wygrana i samotny finisz w Oudenaarde były wyjątkowe – nie tylko dlatego, że wreszcie wygrałem De Ronde, ale też zrobiłem to reprezentując belgijską drużynę, w koszulce mistrza Belgii

– powiedział Gilbert oficjalnej stronie Quick-Step Floors.

Drugie z wielkich zwycięstw przyszło w pierwszej odsłonie Amstel Gold Race. Na zmienionej trasie Gilbert odjechał razem z Michałem Kwiatkowskim (Team Sky), a na finiszu pokonał Polaka po sprinterskim pojedynku. Tym samym Belg zgarnął już swój czwarty tytuł w Piwnym Wyścigu.

Dwa tygodnie później stanąłem na starcie Amstel Gold Race nie mając pojęcia jak ciężki i emocjonujący to będzie dzień. Wiedziałem, że noga podaje, ale 100 kilometrów przed metą doszło do kraksy. To był trudny moment, pierwsze myśli miałem takie, że to koniec wyścigu, a nawet sezonu. Byłem bardzo obolały, ale z pomocą drużyny wróciłem na czoło peletonu tuż przed atakami. Wygrana po takim roller coasterze wypompowała mnie z energii.

Treck

Upadek w Amstel Gold Race okazał się brzemienny w skutkach – Gilbert doznał pęknięcia nerki i przez to stracił część sezonu. Druga połowa roku nie była już tak udana, chociaż w Tour de Suisse były mistrz świata triumfował na drugim etapie, a w Tour de France odegrał ważną rolę w sprinterskim pociągu Marcela Kittela, który sięgnął po 5 wygranych. Teraz najważniejsze już są plany na kolejny sezon.

Wiosna jest moją ulubioną częścią sezonu, więc wiadomo, że ponownie skupię się na klasykach. Wszyscy wiedzą, że marzę o wygraniu Milano-Sanremo i Paryż-Roubaix, by uzupełnić swoją kolekcję monumentów. To dla mnie świeża motywacja, ale nie jedyna – chcę być w czołówce wszystkich wyścigów jednodniowych. W poprzednich latach wygrywałem już wiele takich imprez i jeśli uda się triumfować jeszcze raz przed końcem kariery, to będę szczęśliwy. Nawet jeśli nie uda się zwyciężyć we wszystkich monumentach, to chcę wiedzieć, że próbowałem.