Fot. Marek Bala/Naszosie.pl

32-letni Brytyjczyk urodzony w Kenii, Chris Froome (Team Sky), dołączył w sezonie 2017 do grona kolarskich legend – jako trzeci w historii (wcześniej dokonali tego Bernard Hinault i Jacques Anquetil) ustrzelił dublet Tour-Vuelta. Od 2011 roku uchodzi za jednego z najlepszych specjalistów od wielkich tourów, który jak dotychczas ani razu nie zrobił kroku wstecz.

Nigdy nie zostanie mu zapomniane to, jak podczas jazdy indywidualnej na czas rozgrywanej w ramach mistrzostw świata w 2006 roku, natychmiast po zjeździe z rampy startowej, z impetem uderzył w marszala wyścigu.

Później było już jednak coraz lepiej, ponieważ Froome potrafi przekuwać swoje wady w zalety. W La Vuelcie 2011 zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, a rok później wygrał pierwszy etap w karierze w Tour de France i wykonał niezbędną pracę dla sir Bradleya Wigginsa – pierwszego w historii brytyjskiego zwycięzcy francuskiego wielkiego touru. W 2013 roku podążył śladami kolegi z zespołu, stając na najwyższym stopniu podium na Polach Elizejskich, a dziś ma już na koncie aż cztery zwycięstwa w Tour de France i jedno w hiszpańskiej Vuelcie.

U progu kariery jako specjalisty od trzytygodniowych wyścigów zarzucano mu, że potrafi jedynie atakować w górach (i to w okropnym stylu), a podczas reszty etapów chroni go Team Sky złożony z kolarzy-robotów. Wystarczy jednak podać dwa przykłady temu zaprzeczające. Po pierwsze, w 2016 roku w niemal ekwilibrystycznym stylu zaatakował na zjeździe do Bagnères-de-Luchon, a kilka dni później wraz Peterem Saganem i Maciejem Bodnarem, uciekł peletonowi „na wiatrach”.

Czuję, że jako kolarz wciąż się uczę i uczę, wciąż staję się lepszy. Doświadczenie jest tak samo ważne jak aspekty fizyczne oraz zmysł taktyczny – w którym miejscu peletonu się ustawić, gdzie zaoszczędzić energię, jak pozostać bezpiecznym. Gdy po raz pierwszy przyjechałem do Europy i wystartowałem w wyścigu, nie miałem o tych wszystkich rzeczach pojęcia

Treck

– powiedział Chris Froome portalowi Cyclingnews.

Jeśli lider drużyny Sky nie doszedł jeszcze do perfekcji, to trudno łudzić się, że w najbliższych latach ktoś będzie w stanie przerwać jego dominację. Wydaje się, że najbliżej dokonania tego jest zwycięzca setnej edycji Giro d`Italia Tom Dumoulin, którego Chris Froome postrzega jako mniej uniwersalnego od siebie, ale jednocześnie najbardziej groźnego rywala.

Czy jestem bardziej kompletnym kolarzem? Generalnie mogę tak powiedzieć.

Dlatego właśnie, jeśli miałbym przypisać siebie do jakiejś kategorii, to nazwałbym siebie all-rounderem. Natomiast, gdy weźmie się pod uwagę kogoś takiego jak [Tom] Dumoulin, to powiedziałbym o nim, że jest specjalistą od jazdy na czas, który nauczył się jeździć po górach. Ja jestem bardziej wszechstronny, a o to przecież idzie w wielkich tourach – nie możesz zostać pokonanym w żadnym elemencie kolarskiego rzemiosła, musisz być dobry każdego dnia

– dodał Chris Froome.

Brytyjczyk świetnie radzi sobie również z presją związaną zarówno z byciem liderem drużyny z wielkimi aspiracjami, jak i noszeniem maillot jaune. Froome spędził w tym trykocie pięćdziesiąt dziewięć dni, co plasuje go na czwartym miejscu w klasyfikacji tych, którzy mają ich najwięcej. Liderem tego zestawienia jest…Eddy Merckx, który nosił ją na plecach aż dziewięćdziesiąt sześć dni.

W sumie przyzwyczaiłem się do zajmowania pozycji lidera wyścigu, nauczyłem się radzić sobie z presją związaną z noszeniem na plecach ciężaru i jednocześnie celu, jakim jest żółta koszulka lidera

– stwierdził Froome.

Kibice nie mogą się doczekać wielkiego touru (najprawdopodobniej będzie to Tour de France), w którym Chris Froome i Tom Dumoulin oko w oko staną do walki o zwycięstwo. Jednak do tej pory ani Brytyjczyk, ani Holender nie podjął w tej sprawie ostatecznej decyzji.