fot. Marek Bala / naszosie.pl

Jeszcze dwa dni temu wydawało się, że Vicenza może być pewna organizacji mistrzostw świata w 2020 roku, ale raport Corriere della Sera pokazuje, że włoskie kolarstwo jest w niezbyt dobrej sytuacji.

We wtorek, po informacjach La Gazzetta dello Sport, pisaliśmy o ogromnych szansach włoskich organizatorów na sprowadzenie mistrzostw świata w 2020 roku. Na drodze miały stać m.in. pojedyncze dokumenty od ministerstwa sportu i, co (teoretycznie) łatwiejsze, gwarancje finansowe.

Corriere della Sera podaje jednak, że Włoska Federacja Kolarska ma ponad 2.7 miliona euro długów, co wykrył niezależny audytor. Sytuacja ma być jedną z najgorszych wśród sportowych związków we Włoszech. Włoski Komitet Olimpijski nakazał związkowi, reprezentowanemu przez wiceszefa UCI Renato di Rocco, by wprowadził cięcia i zwiększył opłaty.

W sumie budżet włoskiej federacji na 2017 rok wyniósł 16.2 miliona euro (8.2 miliona od komitetu olimpijskiego, 5.7 z opłat i 1.3 od sponsorów). 4.6 miliona pochłonęły treningi i wyścigi reprezentacji, a dodatkowym problemem ma być zaledwie 100 tysięcy, które wpłynęło od sponsorów. W trudnej sytuacji są kolarze torowi, którzy w ostatnim czasie odnosili znaczne sukcesy (m.in. złoto na Igrzyskach Olimpijskich Elii Vivianiego). Świetnie też pokazywali się szosowcy – w Bergen zdobyli aż 7 medali (2 złote, 3 srebrne i 2 brązowe).