fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Chris Froome będzie próbował za rok po raz piąty wygrać Wielką Pętlę. Jak Brytyjczyk ocenia pierwszą fazę wyścigu, który etap uważa za królewski i…czy rozważa start w „Piekle Północy”?

Jest wciąż zbyt wcześnie, by jakkolwiek ocenić z czym będziemy się mierzyć w przyszłym roku, ale po tym co już zobaczyliśmy mogę powiedzieć, że nie mogłem spodziewać się niczego innego ze strony organizatorów. Czeka nas ogromne wyzwanie za rok, bo Tour de France przetestuje nas w każdym elemencie kolarskiego rzemiosła. Mamy szutry, bruk, etapy, które rozegrają się na wietrze, a to tylko w pierwszej części rywalizacji. Potem oczywiście Alpy i Pireneje pełne bardzo wymagających odcinków.

Pierwszy tydzień sprawi, że to będzie bardzo nerwowy wyścig. W sumie to dopóki nie dotrzemy do Alp to będzie nerwowo. Północno-zachodnia Francja znana jest z tego, że jest wietrzna, więc i to zapewne odegra swoją rolę.

Królewski etap to według mnie ten z metą na Alpe d’Huez. 5000 metrów wspinaczki w pionie to największe wyzwanie z jakim przyjdzie nam się zmierzyć na przyszłorocznym wyścigu.

Nie miałem w planach jechać za rok Paris-Roubaix, ale być może będę musiał zmienić swoje plany.