fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Po kolejnym znakomitym finiszu, Sam Bennett udowodnił, że jest w Turcji najmocniejszym z szybkich zawodników. Po etapie Irlandczyk nie krył radości i z uśmiechem patrzył w przyszlość.

Tradycyjnie już, kolarz BORA – hansgrohe stwierdził, iż najwięcej zawdzięcza kolegom z drużyny. Jednocześnie jednak przyznał, że dzisiejszy etap był dla niego łatwiejszy niż poprzedni.

To był długi dzień, dłuższy niż się spodziewaliśmy. Na początku ciężko było wszystko kontrolować, bo odjechać próbowali mocni kolarze, a dodatkowo było ich wielu. Później zrobiło się już łatwiej, bo próbowaliśmy nie gonić odjazdu tak długo, jak to było możliwe. W końcówce największym problemem były ciężkie nogi, które przy takim tempie zęczyły się bardziej niż przy ciągłej jeździe na pełnym gazie. Inne ekipy także starały się dziś zorganizaować, ale chlopcy wykonali tak świetną pracę, że mi nie pozostało nic innego jak wystawić koło. Sam sprint był dla mnie łatwiejszy niż wczoraj, co było widać po mojej przewadze

– powiedział Bennett podczas konferencji prasowej.

Irlandczyk spytany o swoje najmocniejsze odczucia, nie był w stanie wiele powiedzieć.

Jestem po prostu szczęśliwy. To moje ósme zwycięstwo w sezonie i kolejne odniesione w jego drugiej fazie. Najzyczajniej w świecie się cieszę i nie bardzo wiem co mam powiedzieć

Treck

– dodał.

Zdecydowany lider Tour of Turkey odniósł się także do faktu, iż najwięcej triumfów odnosi właśnie w drugiej części sezonu.

Nie wiem w czym tkwi sekret. Staram się utrzymać dobrą formę przez cały sezon, lecz nie zawsze to wychodzi. Również tutaj będzie z tym ciężko. Do końca wyścigu jeszcze cztery etapy i nie jest powiedziane, że nadal będę w stanie tak dobrze finiszować. Wszystko wyjaśni się na trasie

– powiedział uśmiechnięty Bennett.

Na koniec Irlandczyk odniósł się do sennego tempa, które tylko utrudniło jazdę w końcowce.

Cały etap przejechaliśmy w tempie około 30 km/h co bardzo mocno zmuliło moje nogi. Tym bardziej istotna była więc końcowka. Z głębokiego snu trzeba było się przestawić na warunki wyścigowe, co miało duże znaczenie w ostatnich zakrętach. Szczególnie ważny był ten na 500 metrów przed metą, gdzie cała czołówka praktycznie się ustawiła. Dodatkowo wiatr nieco nam przeszkadzał, co tylko dodało smaczku ostatnim metrom. Jednocześnie każdy chciał być dzisiaj z przodu nauczony wczorajszymi doświadczeniami, w związku z czym robiło się naprawdę niebezpiecznie

– zakończył dzisiejszy zwycięzca.