fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

W tym roku, po raz pierwszy w swojej zawodowej karierze, Michael Matthews udowodnił, że jest w stanie przekuć swój niezaprzeczalny potencjał w oczekiwane wyniki i przynajmniej okazjonalnie udźwignąć rolę faworyta. Australijczyk mógłby zatem bez cienia wyrzutów sumienia zakończyć sezon, jednak zamiast tego pojawi się jako jedna z najjaśniejszych gwiazd Tour of Gaungxi.

Zamiast uczestniczyć w dedykowanym sprinterom Paris-Tours, Matthews ostatnie dni spędził w Italii, by w nietypowej dla siebie roli pomocnika wspierać pozostałych członków drużyny w Il Lombardii.

Po wsparciu, jakie ekipa udzielała mi przez cały sezon we wszystkich ważnych dla mnie wyścigach, z przyjemnością wróciłem tu [do Lombardii], by odpłacić im się tym samym,

– powiedział w rozmowie z Cyclingnews.

Za dwa tygodnie muszę pojawić się w Chinach, dlatego równie ważnym aspektem była możliwość podtrzymania wyścigowego rytmu.

Australijczyk podsumował również wyśniony sezon ekipy Sunweb i zasugerował, że jego kalendarz na kolejny rok będzie zbudowany wokół ardeńskich klasyków.

Wydaje mi się, że to nie wzięło się znikąd. Drużyna przez lata pracowała na to, by móc cieszyć się tak udanym sezonem. Zakończenie go z takimi rezultatami jest jednak czymś specjalnym.

Myślę, że nieco inaczej zdefiniujemy cele na kolejny sezon i sprawdzimy, co jeszcze uda nam się osiągnąć. Myślę, że zamiast powielać schemat spróbujemy czegoś nowego.

Treck