fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Na początku był wielkim talentem z umysłem nastolatka. Później, na naszych oczach, zaczął dojrzewać do wielkości. Teraz jest już trzykrotnym mistrzem świata. Przed Państwem Peter Sagan!

Słowacki talent tysiąclecia
Przez Czechosłowację i późniejszą Słowację przetaczało się sporo solidnych zawodników. Nikt jednak nawet nie zbliżył się do poziomu, jaki udało się osiągnąć Peterowi Saganowi. Obecny mistrz świata niejednokrotnie pokazywał, że jest zawodnikiem wyjątkowym, nietuzinkowym. Takiej osoby w Słowackim sporcie bardzo brakowało. Dzięki niemu krajowe kolarstwo nadal ma szanse stanąć na nogi. Oby tylko federacja wykorzystała jego fenomen, lecz jest to raczej pieśń przyszłości.

Żartowniś, showman i kontrowersyjna gwiazda
Kto z Państwa pamięta początki zawodowej kariery Sagana? Nie da się ukryć, że dał się wówczas poznać jako showman z umysłem nastolatka, z dnia na dzień zyskujący coraz więcej pewności siebie. Jednocześnie jego talent eksplodował już w pierwszym sezonie zawodowego ścigania, kiedy udawało mu się wygrać kilka etapów w bardzo prestiżowych wyścigach.

Kolejne triumfy pozwalały Saganowi czuć się coraz pewniej w światowym peletonie. Jednym się to podobało, drugim nie. Wiadomo, że jego zachowanie nie zawsze było odpowiednie, lecz jednocześnie pokazywało jego wyjątkową osobowość, jedyny w swoim rodzaju charakter.

Treck

O czym mowa? Na chwilę cofniemy się do Tour de France 2012. Sagan odniósł wówczas trzy etapowe triumfy, które w typowy dla siebie sposób celebrował specyficznymi cieszynkami. Był Hulk, był Forrest Gump, było też żywienie urazy przez wielu kibiców, którzy odebrali to jako brak szacunku wobec starszych, bardziej doświadczonych i utytułowanych kolegów.

Jego dziecinne zapędy z pewnością zostaną z nim do dziś. W końcu za młodu nasz bohater zrobił kilka bardzo głupich rzeczy. Najlepszym tego przykładem jest dotykanie najmniej szlachetnej części ciała jednej z belgijskich hostess czy podpisywanie się na biuście jednej z fanek.

Ówczesne wyczyny Słowaka pokazały jednak, że po kilku latach posuchy, w peletonie znów pojawił się zawodnik, który będzie w stanie wytworzyć medialny szum, odpowiednią atmosferę wokół kolarstwa. Niejednokrotnie mówiło się o braku kapitana całego peletonu, a Sagan był na to lekarstwem.

W kolejnych latach znakomity sprinter i specjalista od wyścigów jednodniowych zaczynał dojrzewać. Jednocześnie peleton zaczynał rozumieć, jak ważną jest jego częścią. Wykorzystywać zaczęli to prawie wszyscy,od zespołu Cannondale, po organizatorów Grande Boucle. Rozpoczął się szał na tworzenie z nim materiałów reklamowych czy promocyjnych. Wyścigowi działacze zrozumieli też, że potwierdzenie przez niego startu jest ogromnym magnesem dla sponsorów czy kibiców. Sam zawodnik robił natomiast swoje. Oprócz wygrywania, lubował się w skakaniu po samochodach i zabawianiu publiczności jazdą na jednym kole.

Od talentu do mistrza
Przed zdobyciem pierwszej tęczowej koszulki, Sagan niewątpliwie był gwiazdą. Nie chciała się jednak od niego odczepić łatka wiecznie drugiego w najważniejszych wyścigach. Przy wchodzeniu w prawdziwie kolarski wiek, Słowakowi zaczynało brakować wielkich zwycięstw. Wówczas rywale zaczęli też oglądać się na niego, przez co pojedynki Sagan – reszta świata stawały się coraz popularniejsze.

Nie da się ukryć, że nasz dzisiejszy bohater zaczynał też przypominać wielkiego czempiona charakterem. Jego żartów było już zdecydowanie mniej, a ważniejsza stała się sama jazda.

Idealnym tego zwieńczeniem był mistrzowski wyścig w Richmond. Sagan, krytykowany za brak skuteczności w najważniejszych wyścigach, pokazał wszystkim, że dojrzał do tytułu mistrzowskiego, wykorzystując cały wachlarz swoich umiejętności. Nikt nie miał żadnych wątpliwości, że Słowak był tego dnia zdecydowanie najmocniejszy czy najbardziej zmotywowany. W ten sposób w jego karierze rozpoczął się kolejny rozdział.

Człowiek – kolarstwo
Od czempionatu w USA, Sagan jest zawodnikiem spełnionym, do którego żaden z kibiców czy rywali nie potrafi podejść beż choćby krzty szacunku. Można go wręcz uznać za żywą legendę, jednego z najbardziej rozpoznawalnych i wyjątkowych kolarzy w XXI wieku. Ostatnie lata pokazały też, nie Słowak nie znosi bawić się w kolarskie gierki, znane z naszego małego światka. Przykłady? Żaden problem.

Wywiady z Peterem są w ostatnich czasach absolutnymi hitami. Mistrz świata nie znosi odpowiadać na typowe pytania i mówić o przebiegu wyścigu zgodnie z zaleceniami teamowego PR-u. Peter jest w tych chwilach po prostu sobą.

Czy Słowak żyje nieco obok całego kolarskiego szumu? Z pewnością. Ale właśnie to czyni go prawdziwie wyjątkowym. Nie liczą się lajki, wyświetlenia na youtube czy followersi na twitterze lub instagramie. Najważniejsze jest samo kolarstwo, cieszenie się jazdą i pasja, której Sagan ma w sobie więcej niż cały peleton razem wzięty. Obecnie nie chodzi już nawet o wyniki, a o czystą zabawę. Dzięki Peterowi, wielu z nas mogło przypomnieć sobie za co kochamy kolarstwo. Potrzeba romantycznego przeżywania kolarskich chwil i poczucie wolności to najważniejsze wartości w życiu Sagana. Właśnie dzięki temu nigdy o nim nie zapomnimy.

Peter, nadal bądź sobą. Prosimy.