fot. Marek Bala / naszosie.pl

Trzykrotny mistrz świata „na spokojnie” rozmawiał o wygranych niedawno zawodach podczas konferencji prasowej w Austrii.

Kolarz BORA-hansgrohe z Norwegii pojechał do Lienz w Austrii, gdzie trenował na rowerze górskim i wziął udział w zorganizowanej konferencji prasowej. Wszyscy byli ciekawi jak Słowak widzi wyścig z Bergen już po opadnięciu emocji.

Co się stało? Zdobyłem mistrzostwo świata… To był bardzo nieprzewidywalny wyścig, wpłynęła na to trasa i to, jak się ścigaliśmy. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy czy wszystko rozegra się w sprincie czy ucieczce. W końcówce, po ostatnim podjeździe, ciągle starałem się być w przedniej części grupy za Alaphilippem i Mosconem. Pomyślałem „ech, w tym roku tytuł nie jest dla mnie”, bo Francuz miał sporą przewagę i złapanie go wydawało się bardzo trudne. Na ostatnich kilometrach pojawiło się kilka ataków – sam tego spróbowałem, ale wszyscy usiedli mi na koło. Potem ruszył Gaviria, złapał Alaphilippe’a i gdy wszystko się zjechało, to walczyliśmy w sprincie

– opisał rywalizację Sagan.

Kolarz BORA-hansgrohe jest pierwszym zawodnikiem w historii, który zdobył trzy tytuły mistrza świata z rzędu. Dokonał tego na trzy różne sposoby – późnym atakiem w Richmond, walką na „rantach” i sprintem w Ad-Dausze oraz sprintem z małej grupki po walce na ostatnim podjeździe w Bergen.

Każdy tytuł miał w sobie coś specjalnego. Były różne: inne trasy, inne miasta, inny styl wyścigu, ale sam tytuł mistrza świata pozostaje ten sam i każda chwila po triumfie jest wyjątkowa. Na razie chcę się pocieszyć wygraną, nie myślę o sezonie 2018.