fot. Szymon Gruchalski / PZKol

Po kapitalnej walce w końcówce, Katarzyna Niewiadoma zajęła 5. miejsce w wyścigu elity kobiet w ramach mistrzostw świata w Bergen.

Polka była przed startem jedną z faworytek. Choć jej nadzieje były większe, po opadnięciu emocji nie miała do siebie żalu.

Patrząc na spokojnie, mogę być zadowolona. Piąte miejsce to najlepszy rezultat w mojej karierze, więc nie mam prawa być zła. Szkoda, że góra nie była bliżej mety i nie udało się odjechać w mniejszym składzie. Wtedy byłoby można spróbować czegoś innego. Holenderki miały niesamowitą kontrolę nad wyścigiem. Robiły co chciały i bardzo ciężko było z nimi walczyć. Jestem zadowolona z postawy dziewczyn. W końcówce kapitalną pracę wykonała Gienia

– powiedziała Niewiadoma.

Najlepsza polska zawodniczka zapewniła, że nie była w stanie dokonać więcej, a w końcówce dała z siebie wszystko.

Z pewnością. Na ostatniej górze pojechałam wszystko co miałam, dałam z siebie wszystko. Szkoda, że nie udało się odjechać, inne dziewczyny też były w świetnej formie. Wiedziałam, że na ostatnich kilometrach trzeba liczyć na szczęście żeby odjechać. Kiedy w małej grupce znalazły się 3 Holenderki, wiedziałam, że jedna po drugiej będą atakować. Pozostałe zawodniczki patrzyły się na mnie, więc stwierdziłam, że nic nie zrobię. Wówczas wyścig został przez nas przegrany, ale taki jest sport

Treck

– dodała.

Niewiadoma przyznała również, iż na ostatnim podjeździe nie miała pojęcia jaka jest sytuacja. Jej jedynym celem było więc jechać jak najszybciej.

Na ostatnim podjeździe nie miałam pojęcia jaka jest sytuacja. Nie miałyśmy radia, dlatego też nie dostawałyśmy żadnych informacji. Jechałyśmy według własnego uznania. To właśnie w kolarstwie najbardziej lubię, romantyczne podejście do wyścigu. Kiedy wiem, że muszę zaatakować w danym momencie, wówczas wkrada się nerwowość. Kiedy mogę robić co mi się podoba, czuje się dużo lepiej

– zakończyła popularna i lubiana Kasia.

Już jutro ostatni dzień mistrzostw, podczas którego do rywalizacji stanie elita Panów.

Z Bergen – Marek Bala