Mario Aerts [right] Fot. Lotto-Soudal

To Mario Aerts, dyrektor sportowy drużyny Lotto-Soudal jest współautorem dwóch etapowych zwycięstw Tomasza Marczyńskiego oraz całego bardzo udanego występu belgijskiego składu w La Vuelcie 2017. „Super Mario”, bo taki przydomek nosił, gdy zawodowo uprawiał kolarstwo, jest szczęśliwy z występu podopiecznych, a także zdziwiony, że selekcjoner reprezentacji Polski Piotr Wadecki nie powołał „Mańka” na mistrzostwa świata.

72. edycja hiszpańskiej Vuelty była dla drużyny Lotto-Soudal wspaniała. Na otwarcie wyścigu dobrze zaprezentowaliście się w jeździe drużynowej na czas zajmując siódme miejsce, a potem jechaliście bardzo aktywnie, czego ukoronowaniem są aż cztery etapowe zwycięstwa. Musisz być bardzo zadowolony.

To prawda. To była najlepsza Vuelta w historii naszej drużyny. Wiedzieliśmy, że będzie wiele szans dla ucieczek, więc naszym głównym celem było to, aby zabierać się do nich wtedy, gdy tylko jest to możliwe. Były też trzy albo cztery okazje dla sprinterów, ale niestety już w pierwszej fazie wyścigu kraksa wykluczyła naszego najszybszego kolarza Jensa Debusschere`a. Na szczęście wkrótce potem Tomasz Marczyński wygrał dla nas pierwszy etap, dzięki czemu atmosfera się poprawiła, ponieważ pozbyliśmy się stresu i presji. Kolejnym zadaniem, jakie sobie wyznaczyliśmy było wygranie jeszcze jednego etapu, no i w kolejnym tygodniu ponownie dokonał tego Tomasz, a cały wyścig pięknie zamknął Thomas De Gendt. Jestem bardzo szczęśliwy.

Dziś już wiemy, że w tegorocznej edycji Vuelty to przede wszystkim uciekinierzy rozstrzygali między sobą etapy. Robili to prawdopodobnie częściej niż można było spodziewać się przed wyścigiem. Co twoim zdaniem miało na to wpływ?

Treck

Przed wyścigiem wiedzieliśmy, że Chris Froome przyjedzie z bardzo mocną drużyną i będzie chciał jak najwcześniej objąć prowadzenie w klasyfikacji generalnej, a później bronić czerwonej koszulki. Taka sytuacja zawsze jest dobra dla uciekinierów. Myślę, że wpływ na to miało także to, iż zabrakło kilku bardzo dobrych hiszpańskich kolarzy, którzy mogliby rozruszać ten wyścig – np. Alejandro Valverde czy Joaquima Rodrigueza, który zakończył już kolarską karierę. Oni mogliby finiszować na stromych końcówkach – wówczas odpowiedzialność za pogoń wzięłyby takie drużyny jak Movistar czy Katusha-Alpecin.

Tomasz Marczyński prezentuje dobrą i stabilną formę od początku sezonu, ale spodziewałeś się, że będzie w stanie wygrać dwa etapy?

Nie. Byliśmy niemal pewni, że jeden jest w stanie wygrać, ale odniesienie dwóch etapowych zwycięstw w wielkim tourze nigdy nie jest łatwe, a przez to także niespodziewane. Podczas wiosennych klasyków nasz lider w tych wyścigach, Tim Wellens, chciał mieć przy sobie Tomasza, który był bardzo przydatny pod wieloma względami. Na pierwszych etapach Vuelty pracował z kolei dla Jensa Debusschere`a. On jest dla nas bardzo wartościowym zawodnikiem. Motywuje wszystkich przed, w trakcie i po wyścigach. Praca z nim jest przyjemnością, dlatego cieszę się, że osiągnął coś dla siebie, podczas gdy zazwyczaj pracuje dla innych.

Myślę, że to był powód, dla którego mimo nieudanego z powodu choroby sezonu 2016, przedłużyliście z nim kontrakt.

Tak, mimo złego samopoczucia i tak był bardzo przydatny drużynie, więc postanowiliśmy dać mu jeszcze jedną szansę. Pozwoliliśmy mu porządnie odpocząć i w tym sezonie wrócił w takiej formie, w jakiej chciał być.

Oglądając Tomasza w ardeńskich klasykach widziałam, że był przy swoich liderach do ostatnich kilometrów. Czy w związku z jego znakomitym występem w hiszpańskim wielkim tourze, możemy spodziewać się, że także w jednodniowych wyścigach otrzyma szansę pojechania na własne konto?

W drużynie Lotto-Soudal mamy kilku kolarzy, którzy mogą być liderami w takich wyścigach jak La Flèche Wallonne czy Liège-Bastogne-Liège. Mam na myśli Tima Wellensa, Jelle Vanenderta czy Tiesja Benoota. Tomasz nie zostanie raczej samotnym liderem, ale może odgrywać (co już zresztą robił) ważne role w końcówkach i być kolejną kartą do gry.

Wobec tego mógłby realizować tak zwany plan B, gdy nominalny lider z jakichś powodów nie jest w stanie finiszować?

Nie tylko, mógłby być także częścią planu A. Dlaczego nie? Wszystko będzie zależało od naszej taktyki, którą założymy sobie przed tymi wyścigami. Jeśli zaplanujemy, że będziemy grali kilkoma kartami, on może być jedną z nich.

Gdy rozmawiałam z Tomaszem podczas Vuelty, powiedział mi, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się przedłużenia jego kontraktu. Możesz to potwierdzić?

Myślę, że nastąpi to w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Nie znam szczegółów, ale z podpisaniem kontraktu nie powinno być problemu, ponieważ zarówno my chcemy go zatrzymać, jak i Tomasz wyraża wolę pozostania w naszej ekipie.

Czy Tomasz wystartuje jeszcze w jakimś wyścigu w tym sezonie?

Zazwyczaj po Vuelcie nie planujemy już dla niego wielu wyścigów, ale najprawdopodobniej wystartuje w Lombardii i będzie to jego ostatni wyścig w tym sezonie.

Tomasz nie został powołany do reprezentacji Polski na mistrzostwa świata w Bergen. Co myślisz o tej decyzji?

Naprawdę jej nie rozumiem, ponieważ znajduje się w bardzo, bardzo dobrej formie, co raz jeszcze udowodnił podczas etapu z metą na Alto de L`Angliru. Ponadto potrafi pracować dla zespołu. Nie sądzę, że Polska ma w tej chwili więcej takich kolarzy. Trasa w Bergen pasuje mu idealnie, dlatego jestem zaskoczony, że nie ma go na liście. Gdyby selekcjoner chciał zabrać ze sobą „zapasowego” lidera, on także w tym kontekście mógłby się przydać. Mam nadzieję, że ta decyzja zostanie zmieniona.

Jakie są cele drużyny Lotto-Soudal na przyszły sezon?

Chcielibyśmy zaprezentować się trochę lepiej w klasykach, ale także pokazać się z dobrej strony w wielkich tourach. Świetnie byłoby powtórzyć taki występ, jaki zanotowaliśmy w tegorocznej Vuelcie, ale to może być bardzo trudne (śmiech).

Właśnie, w tegorocznych wyścigach klasycznych wydawaliście się być mocni, byliście obecni na czele peletonu w kluczowych częściach rywalizacji, a mimo to nie udało się wygrać. Czego twoim zdaniem zabrakło?

Trudno powiedzieć. To jest kolarstwo i każdy sezon jest inny. Czasami wydaje się, że wszystko jest w porządku, a jednak czegoś brakuje. Na pewno zmienimy coś w sposobie przygotowań i w kalendarzach startów poszczególnych zawodników, ale dokładniej będziemy się nad tym zastanawiać zimą.

Rozmawiała Marta Wiśniewska

Mario Aerts, Belgia, ur. 1974 – przez szesnaście lat zawodowo uprawiał kolarstwo. Dziesięć z nich spędził w drużynie Lotto. W 1999 roku zajął drugie miejsce w klasyfikacji młodzieżowej Tour de France. Trzy lata później „Super Mario” odniósł największy sukces w karierze – wygrał „Walońską Strzałę”. W 2007 roku ukończył trzy wielkie toury. Był dwudziestym piątym kolarzem w historii i pierwszym Belgiem, któremu udało się tego dokonać. W 2008 roku zajął siódme miejsce w olimpijskim wyścigu ze startu wspólnego w Pekinie. W 2010 roku był pomocnikiem młodego wówczas Jurgena Van Den Broecka, który stanął na najniższym stopniu podium Tour de France. W 2011 roku zakończył kolarską karierę. Od 2012 roku jest dyrektorem sportowym w Lotto-Soudal, pozostając wiernym tej drużynie.