© Unipublic/Photogomez Sport

Sobotni odcinek z metą na Alto de L’Angliru musiał rozstrzygnąć o klasyfikacji Vuelty, jednak z wszystkich prawdopodobnych scenariuszy z życie wszedł ten w ocenie większości entuzjastów kolarstwa wymarzony. Alberto Contador przypomniał nam, że warto wierzyć w bajki, jednak emocji było znacznie więcej. Co najbardziej zapadnie nam w pamięć?

Plusy:
Ostatni taniec El Pistolero
Odniesienia do bajek absolutnie nie są przesadzone, ponieważ Alberto Contador atakował niemal bez ustanku przez całe trzy tygodnie, by wszystko złożyło się w idealną całość właśnie na szczycie Angliru – wzniesienia, które przed dziewięcioma laty zagwarantowało mu jego pierwszy sukces w klasyfikacji generalnej Vuelty. El Pistolero nie tylko jednak zwyciężył ostatnią ze swoich górskich batalii, ale również podarował ważne zwycięstwo Hiszpanom w niemal ostatnim możliwym momencie. Jak często życie pisze takie scenariusze?

Przeszłość spotyka przyszłość
Choć doskonale spisujący się w roli pomocnika Jarlinson Pantano nie zdołał towarzyszyć Contadorowi do samego szczytu finałowego podjazdu, El Pistolero znalazł sojusznika w jeżdżącym w barwach Quick-Step Floors Enricu Masie. Szacunek dla odchodzącego mistrza? Nie tylko. 22-letni Hiszpan przez trzy lata rozwijał swój talent pod skrzydłami Fundación Alberto Contador, a dług wdzięczności przyszło mu spłacić w możliwie najlepszym momencie. I choć na stromych zboczach Angliru liczyło się tylko tu i teraz, już jutro będziemy mogli powiedzieć, że spotkała się tam przeszłość i przyszłość hiszpańskiego kolarstwa.

Pellizotti jak wino
Innym z drugoplanowych bohaterów sobotniego etapu był powracający z zaświatów Franco Pellizotti, w samą porę by ocalić powoli spływającego Rekina z Mesyny. Bez jego bezcennej pomocy, Vincenzo Nibali zamiast walczyć o prymat w klasyfikacji generalnej mógł stracić swoje drugie miejsce na rzecz zawsze silnego w trzecim tygodniu Ilnura Zakarina.

Treck

Marczyński na każdą pogodę
Do trzech razy sztuka? Nie tym razem, ale Tomasz Marczyński udowodnił, że sprawdza się w każdych warunkach atmosferycznych i dysponuje obecnie fenomenalną formą – być może najwyższą z wszystkich ścigających się w ekipach WorldTouru Polaków. Żal byłoby nie mieć do dyspozycji takiego zawodnika na pagórkowatej trasie otaczającej zazwyczaj deszczowe Bergen…

Minusy:
Karkołomne zjazdy
Pokonywanie zjazdów o różnym stopniu trudności jest coraz istotniejszą częścią kolarskiego rzemiosła, jednak ilość zawodników mających poważne problemy na odcinku wiodącym ze szczytu Alto de El Cordal do La Vegi jednoznacznie wskazuje, że tym razem organizatorzy Vuelty przesadzili. Nie uniknął ich również Rafał Majka i należy zadać pytanie, czy wraz z dramatem z jurajskiego etapu Wielkiej Pętli nie odcisną one wyraźnego piętna na psychice kolarza z Zegartowic.

Koniec marzeń de la Cruza
Największą ofiarą mokrych zjazdów był jednak David de la Cruz, który zamiast walczyć na zboczach Angliru o powrót do pierwszej dziesiątki klasyfikacji generalnej, w wyniku kraksy zmuszony był wycofać się z dalszego udziału w wyścigu. Na szczęście badania lekarskie wykazały, że zawodnik Quick-Step Floors nie doznał poważniejszych obrażeń.