fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Paweł Poljański ma za sobą debiut w Tour de France, a w sobotę stanie na starcie hiszpańskiej Vuelty 2017. Jego zadaniem będzie pomaganie liderowi drużyny BORA-hansgrohe Rafałowi Majce, co na naszpikowanej wysokimi górami trasie będzie bardzo ważne.

W swoim debiutanckim starcie w Tour de France byłeś świadkiem dość trudnych sytuacji dla drużyny (dyskwalifikacja Petera Sagana, wycofanie się Rafała Majki), ale także pięknego sukcesu Macieja Bodnara, który wygrał przedostatni etap jazdy indywidualnej na czas. Powiedz, jak to wszystko wyglądało od środka?

W Tour de France było ciężko, bo dyskwalifikacja Petera Sagana i wycofanie się Rafała Majki było dla nas trudne zwłaszcza ze względu na to, że jedna połowa składu była ustawiona pod Petera, a druga pod Rafała. Ale jak spojrzymy na to, w jaki sposób ten wyścig się dla nas skończył, to myślę, że można być zadowolonym. Wiadomo, że chciałoby się mieć komplet zawodników, ale musieliśmy walczyć dalej, by pokazać się kibicom i zadowolić sponsorów. Mnie osobiście dość trudno było jechać na swoje konto, bo jestem przyzwyczajony do pomagania liderom – czy to właśnie Rafałowi, czy Alberto Contadorowi, z którym ścigaliśmy się razem w drużynie Olega Tinkova.

Jak spędziłeś czas po Tour de France?

Po Tour de France nie musiałem się za bardzo przygotowywać, bo gdy startuje się w dwóch wielkich tourach z rzędu, to trzeba się przede wszystkim zregenerować i potrenować z głową. Nie można przesadzić, ale nie można też trenować zbyt mało. Pojechałem w góry, niedaleko Livigno, żeby odpocząć, bo wiadomo, że jak jest się w domu, to ciągle jest coś do zrobienia, trzeba się z kimś zobaczyć itd. Przed Vueltą czuję się wypoczęty i zregenerowany.

Przed Tour de France było jasne, że Peter Sagan celował w zwycięstwo w klasyfikacji punktowej oraz wygrane etapowe, a Rafał Majka w jak najwyższe miejsce w klasyfikacji generalnej. Jak wyglądają Wasze aspiracje przed hiszpańską Vueltą?

Vuelta jest jednym z trzech najważniejszych wyścigów na świecie, więc cel jest taki, by Rafał ukończył go w pierwszej piątce, a nawet wyżej. Zrobimy wszystko, by tak się stało, ale czas pokaże, ponieważ to jest wielki tour i wszystko może się zdarzyć. Nie ma jednak co zapeszać, bo – tak, jak pokazał Tour de France – wystarczy chwila nieuwagi i jedziesz do domu. Myślę także, że Rafał jest odpowiednio zmotywowany po tej kraksie, którą miał w Wielkiej Pętli, no i jest w dobrej formie, co pokazał podczas Tour de Pologne.

Zapoznałeś się w szczegółowy sposób z trasą wyścigu?

Tak, przejrzałem kilka etapów, bo miałem na to czas. Na pewno Vuelta jest dużo trudniejsza niż Tour, gdzie jest więcej zamieszania i stresu, a trasa Vuelty zawiera dużo więcej trudniejszych etapów. Jest tylko kilka odcinków dla sprinterów, a cała reszta to pagórki, albo góry, no i dużo met na podjazdach.

Paweł, masz już za sobą pierwsze miesiące w drużynie BORA-hansgrohe. Jak się czujesz w tej ekipie?

Myślę, że z powodu tego, że ta drużyna zyskała rangę World Tour i pozyskała taką gwiazdę, jaką jest Peter Sagan, ma jeszcze więcej swego rodzaju wielkości i prestiżu. Wszystko jest dopracowane do perfekcji, niczego nam nie brakuje, więc nie pozostaje nic innego tylko się ścigać. Być może myślenie jest tutaj trochę inne niż to, z którym mieliśmy do czynienia w drużynie Tinkoff, ale nie można powiedzieć złego słowa. Ja też się tutaj bardzo dobrze czuję. Mimo że ścigam się w tej ekipie pierwszy rok, to mam wrażenie, jakbym robił to już przynajmniej pięć lat. Gdy było wiadomo, że drużyna Tinkoff przestanie istnieć, miałem kilka ofert z różnych drużyn, ale naprawdę cieszę się, że trafiłem właśnie tutaj.

Poziom, na jakim funkcjonują drużyny rangi World Tour jest bardzo wyrównany, ale czy dostrzegasz coś, co odróżnia zespół BORA-hansgrohe od Tinkoffu?

Mamy swoją kuchnię, w której jemy. Jeśli chodzi o jakość jedzenia i sposób jego przygotowywania, to muszę powiedzieć, że to wszystko stoi na bardzo wysokim poziomie. Ta ciężarówka stanowi duży plus, do jedzenia przykłada się w tej drużynie dużą wagę. Oczywiście w Tinkoffie też było smaczne jedzenie, ale tutaj jest jeszcze lepsze.

Czy reprezentacja Polski jest Twoim zdaniem w stanie poprowadzić Michała Kwiatkowskiego do zdobycia drugiego w karierze tytułu najlepszego kolarza na świecie?

Myślę, że w kontekście trasy w Bergen skład jest optymalny – dobrany tak, by pomóc „Kwiatkowi” i myślę, że ma on duże szanse na zwycięstwo, czego mu bardzo życzę i trzymam za niego kciuki. Miałem czasem przyjemność z nim trenować w górach i wiem, że jest bardzo nastawiony na ten wyścig.

Jak zaplanowałeś sobie ostatnią część sezonu?

Przyznam szczerze, że chciałbym trochę pobyć w domu, bo w tym sezonie moją obecność z rodziną można liczyć w godzinach. Później mam jeszcze w kalendarzu kilka włoskich klasyków, m.in. Gran Piemonte, no i Il Lombardię.

Rozmawiała Marta Wiśniewska