Fot. Quick-Step Floors / © Tim De Waele

Kolumbijczyk zaledwie dwa tygodnie temu zadebiutował w Wielkim Tourze, a już dziś ma na koncie cztery triumfy etapowe Giro d’Italia.

Dzisiejsza wygrana wydawała się najtrudniejsza. Gaviria był dość daleko w peletonie, ale na ostatnich dwustu metrach znakomicie odnalazł się za plecami Sama Benneta (BORA-hansgrohe) i ostatecznie zwyciężył już czwarty raz w setnej edycji Giro d’Italia. Ostatnim debiutantem, który świętował przynajmniej cztery razy był Bernard Hinault w Vuelta a Espana 1978 (pięć etapów i klasyfikacja generalna).

To nie było niemożliwe, ale nie wierzyłem, że wygram. Byliśmy bardzo daleko, gdy sprint się zaczął, i jedynym, co mogłem zrobić było spróbować. Pierwszy raz wygrywam wyścig w ten sposób. Czuliśmy, że dzisiejszy etap może być jak wojna i w końcówce wygraliśmy bitwę, jestem bardzo szczęśliwy

– Gaviria powiedział na mecie.

Dziennikarze zapytali kolarza Quick-Step Floors m.in. o tajniki treningów poza jeżdżeniem na rowerze. Większość sprinterów spędza dużo czasu na siłowni pracując nad mocą maksymalną.

Trenuję tylko na rowerze. Wysyłają mnie na siłownię, ale nigdy tam nie chodzę. Nie mówcie nikomu! Szczerze mówiąc nigdy nie sprawdzam swojej mocy maksymalnej. Ostatni raz spojrzałem na te dane w Vuelta a San Juan w styczniu, było chyba coś około 1700W. 

Treck

Większość sprinterów zapowiadało opuszczenie Giro po dzisiejszym etapie – ostatni tydzień w pełni składa się z górskich odcinków i jazdy na czas, dlatego żaden z nich nie będzie już walczył o triumf. Gaviria ma jednak sporą przewagę w klasyfikacji punktowej i chce dowieźć cyklamenową koszulkę aż do Mediolanu. Jakie sukcesy uczynią z niego spełnionego kolarza?

Trzy monumenty byłyby wystarczające. Aha, i tytuł mistrza świata

– zakończył Gaviria.