fot. Andrzej Piątek / PZKol

Wtorkowa, winna czasówka okazała się dość zaskakująco najlepszym etapem w wykonaniu „Pomarańczowych” na tegorocznym Giro d’Italia. Na oficjalnej stronie grupy zmagania z czasem podsumowują Jan Tratnik i Marcin Białobłocki.

Marcin Białobłocki przewrócił w początkowej fazie rywalizacji i ze słów byłego mistrza Polski wynika, że to kosztowało go to około minuty straty.

Jestem zły na siebie, ale niestety nic nie mogę z tym zrobić. Chyba za bardzo chciałem dobrego wyniku. Asfalt był śliski, a spora prędkość też zrobiła swoje. Na samym upadku, według danych z licznika, straciłem 28 sekund. Po kraksie miałem też problemy ze sprzętem, obite ciało i spadek motywacji. To kolejne 30 sekund, jeśli nie więcej.

Dość niespodziewanie najlepiej z polkowickiej grupy pojechał Jan Tratnik, który początkowo zajął 8. miejsce, ale w wyniku pięciosekundowej kary nałożonej na Słoweńca za jechanie na kole Vasila Kiriyenki spadł na 11. lokatę.

To była moja najlepsza czasówka w życiu. Jeszcze 20 minut przed startem nie wiedziałem, czy pojechać na 100%, czy może odpuścić ten etap, oszczędzając siły na kolejne dni. Postanowiłem, że pojadę pierwsze 10 kilometrów mocno i zobaczę jak będę się czuł. Okazało się, że czuję się znakomicie, więc kontynuowałem mocną jazdę. Gdy wyprzedził mnie Kiryienka pomyślałem sobie, że skoro kolarz tej klasy, mistrz świata, doszedł mnie tak późno, to muszę jechać bardzo szybko. To mnie zmotywowało i dodało sił na końcówkę.