© Team Bahrain-Merida/ @BettiniPhoto

Włoch długo bronił się przed atakami Nairo Quintany, ale ostatecznie musiał uznać wyższość Kolumbijczyka.

Finałowa wspinaczka dziewiątego etapu Giro d’Italia pod Blockhaus zakończyła się triumfem Nairo Quintany (Movistar). Mistrz zeszłorocznego Vuelta a Espana musiał jednak atakować aż cztery razy, żeby urwać faworyta gospodarzy, Vincenzo Nibalego (Bahrain-Merida). W końcówce Rekin z Mesyny osłabł i ostatecznie został wyprzedzony również przez Thibaut Pinota (FDJ) i dwóch Holendrów – Toma Dumoulin (Team Sunweb) i Bauke Mollemę (Trek-Segafredo).

Można powiedzieć, że końcówka podjazdu była dużo bardziej wymagająca i tyle. Kilka razy odpowiedziałem na ataki Quintany. Ostatnia część bardziej pasowała typowym góralom, a mnie złapał lekki kryzys. Starałem się załagodzić sytuację jak tylko mogłem utrzymując swoje tempo

– Nibali powiedział telewizji RAI.

Na zespół Movistaru spadła krytyka za utrzymywanie mocnego tempa pomimo kraksy, w której uczestniczyli m.in. Geraint Thomas i Mikel Landa (Team Sky) i Adam Yates (Orica-Scott). Praca Winnera Anacony i Andreya Amadora zaowocowała jednak tym, że na pierwszy skok Quintany zdołali odpowiedzieć jedynie Nibali i Pinot. Włoch i Francuz dojeżdżali do koła Kolumbijczyka trzykrotnie, ale czwarte przyspieszenie było skuteczne.

To nie była duma, odpowiadałem bardziej głową. Nie doskakiwałem od razu, przyspieszałem długo, powoli i dobrze się z tym czułem. W końcówce nie odczuwałem głodu, odpowiednio się odżywiałem przez cały dzień. Wiedziałem, że w ostatniej części, między piątym, a trzecim kilometrem od szczytu, będzie najgorzej. Quintana zyskał na trudniejszych partiach, które bardziej mu pasują. To normalne, on waży 10 kilogramów mniej ode mnie. Jest bardziej dynamiczny.

BMC

Szansą na odrobienie przynajmniej części strat wydaje się być jazda indywidualna na czas. Na 40-kilometrowej trasie Nibali może pokonać lidera nawet o minutę.

Rzeczywiście, w czasówkach mogę trochę nadrabiać. Na tak ostrym podjeździe było jednak znacznie trudniej.