www.giroditalia.it

Dyrektor Giro d’Italia wyraził ubolewanie z powodu kraksy podczas ostatniego etapu włoskiego wyścigu, w której ucierpieli m.in. Geraint Thomas, Adam Yates i Wilco Kelderman.

Niedzielny odcinek przyniósł wiele emocji, również tych pozasportowych. Duży wpływ na losy etapu miała kraksa, która wydarzyła się na zjeździe tuż przed finałowym podjazdem pod Blockhaus. Została ona spowodowana przez policyjny motocykl, który nieprawidłowo zatrzymał się przy boku jezdni, by przepuścić szybko jadącą czołową grupę. Zawodnicy musieli omijać policjanta – jeden z kolarzy ekipy Team Sunweb zahaczył o maszynę i upadł, pociągając za sobą kilkunastu innych uczestników wyścigu.

Kraksa wywołała duży chaos w peletonie i przekreśliła marzenia kilku kolarzy o dobrym miejscu w końcowej klasyfikacji generalnej. Najwięcej stracili zawodnicy grupy Sky. Mikel Landa szybko się pozbierał, lecz narastający ból spowodowany kontuzją nogi uniemożliwił skuteczną jazdę – Hiszpan zakończył etap z 26 minutami straty. Geraint Thomas, który był drugim z liderów „Niebiańskich”, mocno ucierpiał upadając na bark. Poobijany i obolały Walijczyk dojechał z ponad pięcioma minutami straty. Z wyścigu wycofał się Wilco Kelderman, który był głównym pomocnikiem Toma Dumoulina. Duże straty poniósł też Adam Yates – zawodnik Orici-Scott nie zdołał dojść do czołówki i stracił prawie pięć minut do zwycięskiego Quintany.

Przez media przetoczyła się kolejna dyskusja dotycząca bezpieczeństwa kolarzy i uczestniczenia zbyt wielu motocykli na trasie wyścigu. Po śmierci Antoine Demoitie i ciężkim wypadku Stiga Broeckxa, zawodowcy wielokrotnie apelowali o ograniczenie liczby mechanicznych jednośladów. Argumenty dotyczące niebezpiecznej jazdy motocyklistów nie są wyssane z palca – wielokrotnie podczas wyścigów można zauważyć tabun jednośladów jadących przed peletonem, a także fotoreporterów i sędziów slalomem wymijających peleton. Głos w tej sprawie zabrał również dyrektor wyścigu Giro d’Italia Mauro Vegni. Zarządzający włoskim wyścigiem bardzo żałował poważnego wypadku na trasie etapu, lecz jednocześnie bronił wykonujących swe obowiązki policjantów:

Jest mi bardzo przykro z powodu tej nieszczęsnej kraksy. Szkoda, że czołowi zawodnicy wyścigu tracą szansę na dobre miejscu w niespodziewany sposób. To był splot wielu nieszczęśliwych okoliczności – nieodpowiedniej oceny sytuacji przez policjanta, złego momentu etapu oraz pecha. To wszystko przyniosło tragiczne skutki. Nie chcę w tym miejscu winić całej policji – funkcjonariusze wspaniale wykonują swoje obowiązki już od 70 lat na trasie Giro. Oni też są zaszokowani tym co się stało w niedzielę. Wiele rzeczy źle się ułożyło, ale ten incydent nie może zrujnować całego wizerunku policji.

Treck

Oliwy do ognia dolewają sami uczestnicy wyścigu. Rory Sutherland zakomunikował na swoim Twitterze, że skarżył się sędziom na niebezpiecznie jadący motor telewizji RAI. W dzisiejszym wydaniu La Gazzetta dello Sport dziennikarze zadają pytania, dlaczego motocykliści jadą tak blisko peletonu i nie odjeżdżają, gdy widzą zbliżającą się grupę. Vegni stara się uspokoić sytuację i wyjaśnia rolę obsługi wyścigu:

Na trasie jest około pięćdziesięciu pojazdów, które dbają o bezpieczeństwo zawodników. Na trudnych górskich etapach za głównym peletonem formuje się wiele małych podgrupek, które jadą swoim tempem do mety. Głównym zadaniem policji i marshall’i na motocyklach jest ochrona tych małych grup, by kolarze bezpiecznie dotarli do końca odcinka. W ubiegłą niedzielę policjant na motorze zatrzymał się, by poczekać na kolarzy zostających za peletonem. Zgadzam się jednak, że funkcjonariusz popełnił błąd, zatrzymując się w bardzo niefortunnym miejscu. Mógł to zrobić kilkaset metrów dalej, gdy droga staje się płaska i kolarze zmniejszają swoją prędkość.

Nie zmienia to faktu, że wyścig dla Landy, Keldermana i Thomasa jest już stracony. Miejmy nadzieję, że organizatorzy wyciągną wnioski z tego incydentu i nie będziemy już przeżywali niezdrowych emocji na setnej edycji Giro d’Italia.