Michał Kapusta / naszosie.pl

Niewiele brakowało, a Geraint Thomas straciłby dziś koszulkę lidera Tour of the Alps. Walijczyk przyznał, że etap był chaotyczny, lecz jednocześnie jego koledzy zrobili wszystko, by dogonić uciekinierów.

Czwarty etap Tour of the Alps miał być dniem niewielkiego odpoczynku. Niezbyt duża liczba trudności nie pozwalała na stworzenie dużych różnic, przez co faworyci nie mieli wystawiać nosa z peletonu. Na szczęście życie pisze inne scenariusze, a Geraint Thomas był bliski stracenia koszulki lidera.

Podczas etapu było czuć, że wielu kolarzy ma ochotę na akcje zaczepne. Na szczęście mamy w drużynie takich kolarzy jak Mikel, którzy w nieco trudniejszym terenie potrafią dokonać rzeczy prawie niemożliwych. To właśnie on zasługuje dzisiaj na największe brawa za pracę w końcówce. Oczywiście pozostali chłopcy także znakomicie wykonali swoją robotę, ale to Mikel pozwolił mi utrzymać koszulkę lidera.

– powiedział na konferencji prasowej Walijczyk.

Lider Team Sky był także pełen podziwu dla Kennego Elissonde, który wykonuje w tym wyścigu znakomitą pracę na jego konto.

Posiadanie w drużynie takiego kolarza jak Kenny to ogromny zaszczyt. Jest to jeden z największych talentów jakie znam i wierzę, że w przyszłości to o nim będzie głośno. Szkoda tylko, że nie jest nieco wyższy, przez co nie mogę za nim jeździć.

BMC

– dodał lider Tour of the Alps.

Niespełna 31-letni kolarz został także zapytany odnośnie zbliżającego się Giro i podziału ról pomiędzy nim a Mikelem Landą, gdyż na Tour of the Alps hierarchia jest już widoczna.

Obaj jesteśmy w dobrej formie i nie wiemy kto w maju będzie jedynką. Może się okazać, że nawet nie weźmiemy pod uwagę takiego podziału. Wiemy, że wiele się od nas wymaga i rozumiemy naszą pozycję w peletonie. Na pewno obaj będziemy chcieli odczarować wyścig dla Team Sky. Dobrze byłoby przynajmniej ukończyć Giro. Jednocześnie obserwujemy naszych rywali. Wiemy, co Nibali robi w Chorwacji, lecz jednocześnie pamiętamy, że rzadko kiedy pokazuje swoją formę bezpośrednio przed ważną imprezą.

– zakończył z uśmiechem na ustach Thomas.

Walijczyk jeszcze jutro będzie musiał sprawdzić swoją nogę, by dowieźć koszulkę lidera do mety, bowiem na podjazdach pod Passo Durone i Monte Bondone tempo z pewnością będzie bardzo mocne.

Z Cles, Dawid Gruntkowski