Fot. Katusha-Alpecin

Norweski sprinter opuścił środowy wyścig Scheldeprijs i w tym czasie odpoczywał w domu z rodziną. Zawodnik grupy Katusha-Alpecin odzyskał pozytywne nastawienie mentalne i jest dobrej myśli przed jutrzejszym „Piekłem Północy”.

Kristoff przez kilka ostatnich dni trenował indywidualnie w okolicach swojego domu. To pozwoliło mu „naładować akumulator” przed Paris-Roubaix oraz umożliwiło spokojne przemyślenie taktyki na niedzielny wyścig. Norweg uważa, że jeszcze nigdy nie był w tak dobrej formie fizycznej i psychicznej przed „Piekłem Północy”. Po sobotniej prezentacji zawodników w Compiegne, zawodnik szwajcarskiej ekipy stwierdził, że kilkudniowy pobyt w rodzinnym domu był świetną decyzją:

Czuję się bardzo dobrze. Na jeden dzień przed wyścigiem jestem dobrej myśli, lecz zobaczymy jak ułoży SIĘ sytuacja na jutrzejszej trasie. Ciężko przewidzieć co się wydarzy na brukach, ale przynajmniej dzisiaj czuję się zrelaksowany i wypoczęty. Dzięki wizycie w domu nie tęsknię za rodziną i mogę w stu procentach skupić się na Paris-Roubaix. Jutro się okaże czy decyzja o kilkudniowym wypoczynku była słuszna.

Norweg od kilku lat realizował podobny program na wiosennych klasykach. Rozpoczynał sezon na Bliskim Wschodzie, potem przejeżdżał wszystkie klasyki w Belgii i Włoszech oraz rywalizował na trasie „etapówek” Paris-Nice i Trzy Dni De Panne. Wyniki osiągał bardzo dobre – triumfował w Ronde van Vlaanderen, Milano-San Remo i Scheldeprijs, a w De Panne ma już na koncie 7 wygranych etapów. Jednak na trasie Paris-Roubaix nigdy nie szło mu zbyt dobrze – jego najlepsza lokata to dziewiąte miejsce w 2013 roku. Norweg jest sfrustrowany brakiem wyników na „Piekle Północy” i dlatego postanowił w tym roku zmienić tok przygotowań do francuskiego monumentu.

Zawsze dobrze jechałem podczas Scheldeprijs, a kilka dni później w Roubaix byłem bardzo daleko. Pomyślałem, że trzeba spróbować czegoś NOWEGO, bo lokata w pierwszej dziesiątce na Paris-Roubaix nie jest moim celem. Chcę znacząco poprawić swoją najlepszą lokatę na Paris-Roubaix i dlatego szukam INNYCH rozwiązań.

Kilkudniowy pobyt w domu ma swoje minusy – Kristoff nie mógł odbyć rekonesansu na francuskich brukach. Norweg poleciał do domu zaraz po zakończeniu Ronde van Vlaanderen i powrócił na północ Francji w piątkowy wieczór. Reszta drużyny w tym czasie odbyła dwa treningi – zawodnicy zespołu Katusha-Alpecin jeździli po brukach w czwartek i piątek. Prasa zastanawiała się, czy brak treningu po kostce będzie miał wpływ na dyspozycję Kristoffa. Norweg stwierdził jednak, że doskonale zna trasę z Compiegne do Roubaix, gdyż startował w tym wyścigu siedem razy.

Przyleciałem do Roubaix z kilkugodzinnym opóźnieniem. Planowałem wcześniejszy przylot, lecz samolot, którym miałem lecieć był już pełny i musiałem poczekać na kolejny lot. Nie sądzę by miało to wpływ na moją postawę w niedzielę. Przejechałem Paris-Roubaix już 14 razy (siedem razy w samym wyścigu i siedem razy podczas treningów). Z tego co mi wiadomo, większa część trasy nie zmieniła się – dodano kilka nowych odcinków, lecz we wczesnej fazie rywalizacji. Resztę odcinków brukowych pamiętam doskonale.

Kristoff będzie liderem swojej drużyny wraz z Niemcem Tony’m Martinem, dla którego dobra postawa na Paris-Roubaix jest nowym celem sezonu. Współpraca między dwoma kolarzami układa się bardzo dobrze. Obaj deklarują, że będą sobie wzajemnie pomagać na trasie, by osiągnąć dobry wynik dla drużyny. A dla Norwega, wygrana w „Piekle Północy” byłaby jego trzecim triumfem w monumentach – Flandrię wygrał w 2015 roku, a w San Remo był pierwszy w 2014 roku.