Foto: www.milanosanremo.it

No właśnie, dlaczego? To pytanie zadawałam często różnym kolarzom, ale nie o tym chcę napisać. Równie często sama je słyszę od kiedy pamiętam. Moi rówieśnicy nigdy nie potrafili tego pojąć – czemu nie piłka nożna albo siatkówka?

Dla jasności – lubię też inne sporty, nawet mój mąż jest byłym kajakarzem, ale jednak to kolarstwo skradło moje serce. Dlaczego? Zapewne jest wiele powodów. Może to dlatego, że było obecne w moim życiu od początku, za co podziękowania należą się mojemu tacie. Pamiętam pierwsze oglądanie w telewizji Tour de France, pierwsze emocje, wypieki na twarzy i okrzyki w domu. Pierwsze Mistrzostwa Polski, potem Świata oglądane osobiście, zdarte gardła i tą niesamowitą adrenalinę towarzyszącą nam przez cały wyścig.

Później przyszły moje pierwsze debiuty dziennikarskie, zaczynając od wywiadu z Cezarym Zamaną do gazetki szkolnej w gimnazjum, kończąc na wywiadach z Tomem Boonenem i Fumiyuki Beppu podczas Tour de Pologne, które póki co uważam za swoje największe sukcesy. A może wszystko przez to, że znam wielu zawodników osobiście i wiem, jak niesamowite są to osoby. Podziwiam na każdym kroku ich wytrwałość, odporność na porażki, patrzę na piękną radość z sukcesów, a jednocześnie wiem, jak normalni, sympatyczni i ciepli są to ludzie. Przez to z podwójną dawką emocji oglądam wszystkie wyścigi trzymając kciuki nie tylko za sukcesy, ale i za bezpieczne dotarcie do mety. A może to wszystko przez widoki i krajobrazy towarzyszące oglądaniu wyścigów, zagraniczne podróże, różne kultury i zwyczaje… Jeżdżąc za kolarzami można poznać świat z innej strony.

Dzisiaj kolarstwo stało się dużo bardziej popularne w Polsce niż było za czasów mojego dzieciństwa. Wtedy w telewizji można było obejrzeć tylko największe Toury, dziś znakomitą większość wyścigów World Tour. Wtedy Polaków było niewielu w peletonie, a ich zwycięstwa były niesamowitą rzadkością, dziś na każdym wyścigu można wypatrywać naszych zawodników, którzy osiągają sukcesy na skalę światową. Każdy, nawet słabo interesujący się tym sportem, zna nazwiska naszych topowych kolarzy, Michała Kwiatkowskiego czy Rafała Majki, każdy wie, który z nich był Mistrzem Świata, a który zdobył medal olimpijski. Moimi osobistymi faworytami są jednak zawsze pomocnicy.

Treck

Cieszę się z sukcesów naszych kolarzy, rozpiera mnie duma, że to moi rodacy, ale szczególny szacunek mam do pracy jaką w te sukcesy wkładają ci, którzy wcale osobiście ich nie odnoszą. To właśnie oni są siłą, która pcha liderów do przodu, to oni łapią uciekinierów i pozwalają walczyć najsilniejszym. Pracują po cichu, nie zbierają laurów, ale są doceniani przez swoje drużyny. To właśnie oni inspirują mnie najbardziej, poświęcając całą swoją karierę zawodową na pomoc innym, i to właśnie ich zawsze wyszukuję wzrokiem w peletonie i cieszę się za każdym razem, kiedy chociaż na kilka chwil pojawią się z przodu i pokażą swoją klasę. Nawet podczas 108 edycji Milano-Sanremo mieliśmy doskonałą możliwość oglądania popisowej pracy Maćka Bodnara i Łukasza Wiśniowskiego. To właśnie ich pomoc pozwoliła ich liderom walczyć w końcówce o wielki sukces, jakim jest wygranie tego monumentu.

Nie wiem, która z wymienionych zalet spowodowała, że jestem fanką kolarstwa. Być może wszystkie razem. Fakt jest jeden – nie da się poznać tego sportu od środka i nie zakochać się w nim ani trochę, a ja wpadłam po uszy.