fot. Milano - Sanremo

Długie wyczekiwanie, litry potu i łzy w oczach – tak w skrócie można opisać sobotnie popołudnie w domach polskich fanów kolarstwa. To, co dziś wydarzyło się w Sanremo stanie się dla nas równie symboliczne co legendarne Wembley dla kibiców piłki nożnej.

O tym, że Kwiato jest w znakomitej formie wiedzieliśmy już od dłuższego czasu. Jego jazda w Algarve czy Strade Bianche świadczyła o tym, że jego miejsce w czołówce podczas sobotniego monumentu nie będzie niespodzianką. Mało kto jednak zakładał, że może być aż tak dobrze, choć po cichu każdy w to wierzył.

Z punktu widzenia Michała, cały wyścig ułożył się znakomicie. Przez to, że ucieczka ani przez chwile nie miała bardzo wyraźniej przewagi, jazda w peletonie nie musiała być aż tak wymagająca. Jednocześnie ostatnie dwa wzniesienia były kwintesencją określenia „iść w trupa”. Zarówno na Cipressie jak i Poggio bardzo wielu zawodników miało kłopoty, co było wodą na młyn dla kolarzy lubujących się w cięższych jednodniówkach.

Sagan gregario nr 1

Treck

Uprzedzając zarzuty – w żadnym wypadku nie oskarżam Michała o wielki wheelsucking, a raczej chciałbym przyjrzeć się sytuacji na Poggio. Team Sky, o czym sam Kwiato wspomniał, starał się dowieźć w futerale Elię Vivianiego, co wydawało się najlepszą opcją zważając na brak ataków takich kolarzy jak Van Avermaet czy Wellens. Tym samym atak Petera I Wielkiego był czymś dla naszego kolarza wymarzonym. Dzięki temu miał on możliwość wykorzystać swoją dobrą nogę, przy jednoczesnych szansach na skuteczny odjazd. Co więcej, śmiem twierdzić, że zamieniając mistrza świata na jakiegokolwiek innego kolarza z czołówki, możliwość dojechania do mety przed peletonem praktycznie by nie istniała – w końcu sam Sagan także miałby ogromną ochotę do pogoni.

Zagubiony Alaphilippe

Syndrom Quick-Stepu odcinek 9458. Zbyt duża ilość liderów nie po raz pierwszy przeszkodziła podopiecznym Lefevere’a w odniesieniu zwycięstwa. Co prawda zdarzył się moment, w którym cały belgijski zespół ustawił się do pomocy Fernando Gavirii, lecz nie trwało to zbyt długo. Nie zdziwię się także, gdyby młody Julien do końca miał za zadanie wyczekiwać złapania przez grupę zasadniczą. Dodatkowo, myślę, że wielu z Państwa pamięta wybryki Alaphilippe’a na płaskich finiszach, gdzie wielokrotnie pokonywał średniej klasy sprinterów. Czy team orders miały wpływ na końcówkę? Szczerze w to wierzę.

Wszystkie siły na sprinterów

Spoglądając na wyniki dzisiejszego wyścigu można odnieść wrażenie, że w najważniejszych momentach w peletonie zostali jedynie kolarze odpowiedzialni za pomoc sprinterom, bądź liderzy, którzy zaspali najważniejszy moment (w ogromnej mniejszości). Tym samym kto miał odpowiedzieć na atak Sagana? Słowak po raz kolejny pokazał dyrektorom sportowym, że ustawianie takiego wyścigu tylko i wyłącznie pod sprintera jest głupotą. Romantyczne kolarstwo ponownie zwyciężyło z korporacyjnym.

Bling największym przegranym?

Z tegorocznego wyścigu zapamiętam z pewnością dwie rzeczy – uciekającą trójkę na zjeździe z Poggio oraz pracującego na czele peletonu Toma Dumoulina. Długo się zastanawiałem czy Michael Matthews nie wykorzystuje swojego pomocnika za szybko. Jak się okazało, Holender skutecznie wybijał z głowy wszelkie ataki, które zasadniczo nastąpiły dopiero po jego zejściu ze zmiany. Bez wątpienia Bling pojechał wyścig dokładnie tak jak planował. Team Sunweb rozgrywał wszystko po swojemu, a Australijczyk miał prawo mieć nadzieje na skuteczny finisz. Nie przewidział jednak tego, że w ostatnim momencie może dojść do skoku dwóch mistrzów świata nie schodzących z tronu od 2014 roku, oraz młodego Francuza, którego także stać na rzeczy wielkie. Kto wie jak ułożyłaby się końcówka, gdyby na Cipressie nieco dłużej wytrzymał Simon Geschke.

Historyczny moment polskiego kolarstwa

O tym, że Michał Kwiatkowski został pierwszym kolarzem z kraju nad Wisłą, który zdołał wygrać monument powiedziało się już wiele. Zastanawia mnie jednak waga jego triumfu. Ogromna szkoda, że tak wielkie zwycięstwo nie zostanie zauważone przez mainstream podobnie do medalu Rafała Majki w Rio. Tym samym dla nas, fanów jednego z najtrudniejszych sportów na świecie, zostanie to momentem legendarnym, wręcz mistycznym. Pozostaje wierzyć, że Kwiato na tym nie skończy.

O dwóch takich, co odmienili kolarstwo

Czy muszę przypominać Państwu jak długo Sagan i Kwiatkowski ze sobą rywalizują? Nie? Uff, całe szczęście. To jak wiele kolorytu do naszego ukochanego sportu wniósł jeden i drugi jest kwestią bezdyskusyjną. Obaj waleczni, obaj utalentowani, obaj zdobyli tęczową koszulkę, obaj mają na koncie po jednym monumencie. Co prawda za większą gwiazdę uznawany jest Sagan, co także nie podlega dyskusji, lecz nie da się ukryć, że ich pojedynki są czymś więcej niż tylko walką. Co więcej, Michał ma na Słowaka sposób. Pokonał go w Sienie w 2014, był szybszy w Harelbeke w 2016, a dziś dał radę wyprzedzić go na ostatnich metrach w Sanremo. Trochę szkoda, że wiosną ich drogi się rozejdą, ale z pewnością obaj będą chcieli powalczyć w Bergen. Myślę, że nikt nie miałby nic przeciwko, by sytuacja się powtórzyła.

Drodzy Państwo, na koniec dnia obejrzyjmy wspólnie ostatnie kilometry pierwszego monumentu sezonu 2017 wygranego przez Polaka, Michała Kwiatkowskiego.

  • fan

    o jezu—szok—jeszcze nie moge dojsc do siebie—sorry Michal ze watpilem—dzieki

  • Elizabeth60

    Był jeden optymistyczny akcent jeśli chodzi o media, mianowicie w Sporcie po Wiadomościach w TVP 1 Kwiatek był na pierwszym miejscu, nawet przed skoczkami- chociaż raz wykazali się profesjonalizmem. Niestety, dla wielu innych mainstreamowych redakcji ważniejsze były perypetie zagranicznych piłkarzy

  • zappa79

    „Ogromna szkoda, że tak wielkie zwycięstwo nie zostanie zauważone przez mainstream” – to akurat nieprawda, w TVP1 w wiadomościach sportowych o 20.05 to był news nr1, przed skoczkami którzy w drużynie zajęli drugie miejsce na mamucie w Vikesund.