fot. Tomasz Jendrzejczyk/naszosie.pl

Gdy szary Polak mówi o górach, myśli głównie o Tatrach i Karkonoszach. Na trzecim i czwartym miejscu z pewnością sklasyfikowane są Beskidy i Bieszczady. Tym samym dla zwykłego śmiertelnika pasma otwierające Sudety są „ziemią nieznaną”. Niestety, podobnie jest także w przypadku fanów kolarstwa, jak i często samych zawodników.

Już od dawna podjazdy umiejscowione w samym sercu gór Swoich są pomijane przez największy wyścig w kraju, czyli Tour de Pologne. Tym samym tamtejsze tereny nie są zbyt popularne zarówno wśród kibiców, jak i kolarzy – amatorów, co bez wątpienia jest jednym z największych błędów polskiej kolarskiej subkultury. Tym bardziej cieszy nas, że organizatorzy CCC Tour – Grodów Piastowskich nadal są wierni pierwszym wzniesieniom, piętrzącym się w drodze z Wrocławia do czeskiej granicy.

O potencjale dolnośląskich wzniesień może świadczyć królewski etap „Gródów” zaplanowany na 6 maja 2017 roku. Wówczas, na zaledwie 131 kilometrach przewyższenie wyniesie 2430 metrów, co zrobi wrażenie na każdym. Warto także dodać, że nie jest to absolutne maksimum, jakie da się z gór Sowich wycisnąć.

Warto także przypomnieć ubiegłoroczne mistrzostwa Polski rozegrane w Świdnicy, rozgrywane na pograniczu gór Sowich i gór Wałbrzyskich. Pętla łącząca Przełęcz Palczyk z miejscowością Modliszów spełniła wszelkie, nawet najśmielsze oczekiwania, dając możliwość kolarzom do stworzenia bardzo dobrego show. W końcu nie od dziś wiadomo, że krótkie i strome podjazdy mogą spowodować najwięcej zamieszania.

Jak jednak wiadomo, w pobliżu Wielkiej Sowy można skorzystać nie tylko ze sztywnych ścianek, ale także nieco dłuższych podjazdów, charakteryzujących się niższym, lecz równym nachyleniem. Tym samym w dość zapomnianej okolicy można zorganizować wyścig przypominający zarówno Il Lombardia, jak i Liege – Bastogne – Liege.

Bez wątpienia najpopularniejsze są 4 podjazdy – Przełęcz Walimska, Przełęcz Jugowska, Przełęcz Woliborska i Przełęcz Sokola. Każdy z nich ma co najmniej 2 wersje, które jednak nie zawsze są wykorzystywane.

Przełęcz Jugowska
Podjazd najdłuższy, lecz niezbyt stromy. Mimo to, właśnie tam najczęściej spotkamy trenujących zarówno amatorów, jak i zawodowców. Od strony Dzierżoniowa ponad 7 kilometrów wspinaczki trzyma równo około 5%. Jednocześnie zdecydowana większość podjazdu prowadzi przez las, a asfalt jest w bardzo dobrym stanie.

fot. zanibike.net

Przełęcz Walimska
Drugie z najbardziej popularnych wzniesień znane jest głównie z dwóch wariantów – od strony Dzierżoniowa, oraz od strony Walimia. Dodatkowo, startując w Walimiu można po kilkuset metrach odbić w lewo, by przejechać się stromym skrótem, który w przypadku wyścigów byłby bardzo ciekawą alternatywą. Podjazd ten jest dodatkowo niezwykle malowniczy, ale i kręty. Zjazdy w kierunku Dzierżoniowa mogą dostarczyć naprawdę wiele adrenaliny.

fot. Michał Książkiewicz – genetyk.com
fot. Michał Książkiewicz – genetyk.com
fot. altimetr.pl

Przełęcz Woliborska
Trzeci z popularnych i jednocześnie stosunkowo długich podjazdów. Najczęściej atakowany jest od strony Woliborza, lecz zdecydowanie trudniej jest wdrapać się tam od Bielawy. Podobnie jak w przypadku Przełęczy Walimskiej, jest tam stosunkowo kręto, co jest przyjemnym dodatkiem podczas zjazdu. Niestety, ze względu na zaledwie 4 kilometry długości, wspinaczka nie jest zbyt wymagająca.

fot. zanibike.net
fot. zanibike.net

Przełęcz Sokola
Czwarty z popularnych, lecz jednocześnie najbardziej niedoceniany podjazd w okolicy. Wszystko ze względu na położenie, które skrajnie skraca trudne odcinki, jakie niewątpliwie na Sokolej znajdziemy. Najczęściej podjazd do Rzeczki zestawiany jest razem z Przełęczą Jugowską, lecz to z Nowej Rudy prowadzi najtrudniejsza wersja wspinaczki. Od strony Walimia ciężki jest za to dopiero ostatni kilometr. Na szczęście można tutaj wykorzystać kolejny „skrót”. Atakując szczyt od strony wschodniej, możemy wybrać wąską szosę prowadzącą przez Sokolec o długości kilometra, ze średnim nachyleniem oscylującym w granicach 12%.

fot. Michał Książkiewicz – genetyk.com
fot. Michał Ksiązkiewicz – genetyk.com

Przełęcz Srebrna/Donjon
Piąta i ostatnia z dłuższych przełęczy w górach Sowich. Spotkać się z nią mogli państwo w naszym poprzednim tekście dotyczącym podjazdów. Przejazd przez Srebrną Górę jest jednym z trudniejszych od północnej strony pasma, co skrzętnie wykorzystują organizatorzy „Gródów”. Naturalnie, wzniesienie można połączyć z dodatkowym kilometrem wspinaczki pod Twierdzę.

fot. Michał Książkiewicz – genetyk.com

Grządki
Czas przejść do mało znanych wyciskaczy łez, które są jednocześnie niezmiernie klimatyczne. Podjazd do osady Grządki znajdującej się na południe od Walimia to (według naszej subiektywnej oceny) najtrudniejszy odcinek w okolicy. Wielu amatorów po pierwszym kilometrze ma dość, ponieważ nachylenie ani na chwile nie schodzi poniżej 10%, a momentami dochodzi do 20%. Drugi kilometr nieco odpuszcza, lecz tam także znajdują się około 15% odcinki. Co ciekawe, Grządki wykorzystano w 2009 roku podczas Górskich Mistrzostw Polski.

fot. zanibike.net

Sierpnica
Podczas GMP 2009 razem z Grządkami podjazd ten stworzył piekielnie trudną rundę. Co prawda aż tak trudny jak poprzednik nie jest, lecz także potrafi wycisnąć z zawodników prawie wszystko. Szczególnie wyczerpująca jest końcówka, gdzie nachylenie wielokrotnie przekracza 10%. Dodatkowym smaczkiem jest prześliczny zjazd w kierunku Rzeczki, umożliwiający poczucie się prawie jak we włoskich Dolomitach.

fot. altimetr.pl

Włodarz
Podjazd znajdujący się nieopodal Grządek także ma swój wyjątkowy klimat. Kilka lat temu wyasfaltowano bowiem około kilometr drugi prowadzącej do kompleksu „Włodarz”, znanego chociażby z poszukiwań złotego pociągu. Kilkuset metrowa końcówka jest jednocześnie ciężka, bowiem średnie nachylenie oscyluje w granicach 10%.

fot. altimetr.pl

Padole
Jedno z zupełnie zapomnianych wzniesień, głównie ze względu na brak alternatywnego zjazdu (a szkoda). Podjazd do osady znajdującej się nad Rościszowem jest wręcz idealną poprawką po pokonaniu Przełęczy Walimskiej od strony Walimia. Ostatnie 1,5 kilometra prowadzi srogo pod górę, windując maksymalne nachylenie do 14,5%.

fot. altimetr.pl

Nagóra
Drugi z zapomnianych podjazdów w górach Sowich, którego szczyt znajduje się nieco poniżej Przełęczy Jugowskiej patrząc od strony południowej. Dla nieco bardziej wybrednych kibiców wzniesienie to można nazwać podjazdem do „Bukowej Chaty”, widzianej z dobrze wszystkim znanego schroniska „Zygmuntówka”. Ta jakże niepozorna wspinaczka, po trzech łatwych kilometrach przypomni każdemu, jak łatwo zlekceważyć nieznane wzniesienie. Ostatnie 2 kilometry przekraczają średnio 10%, co mówi samo za siebie. Niestety tak jak w przypadku Padoli, zjechać musimy z tej samej strony.

fot. altimetr.pl

Myśliszów
Niezmiernie nas dziwi, że tak dobrze zlokalizowanego podjazdu jeszcze nikt nie wykorzystał. Idealna opcja dla amatorów nie chcących bądź nie mających czasu na wjazd w samo serce gór Sowich. Znajdujące się w pobliżu Bielawy wzniesienie doskonale potrafi zweryfikować przygotowania do sezonu poprzez zadanie niezwykłego bólu. Szczególnie bolesne są ostatnie metry, gdzie nachylenie dochodzi do 12%.

fot. altimetr.pl

Naturalnie, każdy z wyżej wymienionych podjazdów można ustawić w dowolnej wariacji z pozostałymi, a także wzniesieniami w górach Wałbrzyskich, Bardzkich czy Kamiennych. Niestety nie udało nam się znaleźć jeszcze danych opisujących przejazd z Walimia do Glinna, gdzie szosa także wiedzie mocno pod górę, a ruch samochodów jest znikomy.

Wszystkich amatorów kolarstwa zapraszamy do zapoznania się z jednym z najbogatszych w podjazdy regionem Polski, a organizatorom wyścigów podajemy jak na tacy wiele różnych opcji na utrudnienie swojego wyścigu.

  • Krzysztof Czarnecki

    Dodałbym znajdujące się już w Górach Wałbrzyskich krótkie, ale dość strome podjazdy: Zagórze Śląskie – Niedźwiedzica (tuż obok przełęczy Palczyka, dawno temu rozgrywano tam górskie mistrzostwa Polski) i Głuszyca – Andrzejówka, a z drugiej strony w Górach Bardzkich WojbórNz – Bardo czy Wojbórz – Żdanów.

    Mankamentem większości podjazdów są kiepskie nawierzchnie, asfalty w wielu miejscach są zrujnowane, co na podjeździe tylko przeszkadza, ale na zjazdach całkowicie dyskwalifikuje.

  • Piotr Grabusinski

    Ani słowa o Niedźwiedzicy i Michałkowej. Zwłaszcza ta ostania omijana szerokim łukiem przez organizatorów wyścigów chociaż z tego co pamiętam idzie tamtędy rajd Elmot.

  • Koral_MTB

    Bardzo fajne ścianki są na północ od Walimia, w Glinnie i Michałkowej, krótkie ale treściwe, jest kilka opcji wspinania, nawierzchnia bardzo dobra i dobra

  • Greger

    Potwierdzam – Michałkowa mnie kiedyś strasznie wymęczyła na starcie sezonu, a śnieg na Walimskiej całkowicie sponiewierał :). Pozdrawiam!