Fot. Trek-Segafredo

Hiszpan rozmawiał z dziennikarzami podczas Abu Dhabi Tour. Agresywny styl jazdy El Pistolero podoba się kibicom, ale nie zawsze oznacza sukces. Tylko czy to ważne…?

Na wyścigu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich Alberto Contador rozmawiał z cyclingnews i podjął temat swojego stylu jazdy – zaskakujących ataków, braku kalkulacji. Przypomniał trzy sytuacje – odjazd na etapie pod Alpe d’Huez podczas Tour de France 2011, nietypową akcję na odcinku z finiszem na Fuente De, która dała mu wygraną w Vuelta a Espana 2012 oraz słynne „rozerwanie” hiszpańskiego wyścigu w zeszłym roku na Formigal.

To prawda, że ludzie czasami uważają, że jest tylko jeden scenariusz, ale trzeba szukać innych możliwości. Czasami trzeba rzucić kośćmi. Na Fuente De ryzykowałem, bo mogli mnie złapać pięć kilometrów przed metą i straciłbym drugie miejsce. Na Alpe d’Huez może mógłbym wygrać, ale zapłaciłem za wysiłek jaki włożyłem w odjazd na początku i Rolland mnie wyprzedził. To prawda, że z tych trzech dni tylko jeden został wynagrodzony zwycięstwem, ale pozostałe dwa są słynne, to duże wyróżnienie. Szczerze mówiąc, wolę, żeby ludzie zapamiętali moje efektowne akcje. Cenię to bardziej niż puchar w kredensie. Oczywiście, to jest zawodowy sport i wyniki mają znaczenie, ale takie sytuacje są ważniejsze niż wygrywanie.

Księgowy po sezonie 2016 miał zakończyć karierę, ale po zwycięstwie w Volta al Pais Vasco zmienił zdanie i został w peletonie. Podpisał roczną umowę z Trek-Segafredo z możliwością przedłużenia do 2018 roku. Hiszpan zupełnie inaczej podchodzi teraz do tematu odejścia od zawodowego kolarstwa.

Nie chcę wracać do mówienia, że to w tym roku albo następnym i ciągle to zmieniać. Kiedy przyjdzie czas powiedzieć ‚stop’, to powiem ‚stop’. Bardzo możliwe, że wystartuję w Giro d’Italia 2018.

Jeśli Hiszpan zdecyduje się na start w przyszłorocznym La Corsa Rosa, to czy obecna edycja Tour de France będzie jego ostatnią Wielką Pętlą?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Poza Tourem jest jeszcze wiele, wiele wyścigów. Dla mnie, na przykład w tym roku, Wielka Pętla jest najważniejszym wyścigiem, ale to nie oznacza, że tam będę się najlepiej czuł. To tylko kolejne wydarzenie w moim kalendarzu, na którym mam się pojawić w najwyższej formie, tak jak wszędzie. Tyle. To po prostu kolejny wyścig. Wiem, że zwycięstwo w Tourze zmienia twoje życie. Wciąż jednak po tym sukcesie wracasz do domu i, przynajmniej w moim przypadku, robisz te same rzeczy.

  • Mariusz

    Nie chcę się zbytnio czepiać, ale wolne tłumaczenia stają się okazją do nadinterpretacji niemal wypowiedzianych słów. Sformułowanie po angielsku (od razu zastrzegam, że nie wiem, jak brzmi oryginał) „riding with style is more important than winning” ciężko przetłumaczyć na polski jak powyżej… Ja bym to nazwał zwyczajnie „stylowe ściganie się”…ewentualnie „ściganie się z klasą”

  • koks

    Wygrywanie nie jest ważne!!!! Hahaha
    Dlaczego?
    Bo co innego sport, a co innego bukmacherka. Liczą się profity i nie ważne z jakich powodów.
    Jak np. jesteś czarnym koniem, albo potencjalnym kandydatem do wygranej, to już jest dobrze, wtedy przekłada się to na notowania.
    Samo wygrywanie może się znudzić, ale profity nie są aż tak nudne.
    Sport współczesny nie jest – dla fanów/widzów czy dla samego etosu sportu.
    Jest do innych celów – do mnożenia ‚liczb’ – ‚wszystkich’ ze sportem i danym zawodnikiem związanym. Najlepiej widoczne jest to w ‚grach zespołowych’.
    Mucha Suerte

  • Wislak27

    Nawet jezeli o to mu chodziło to jak tutaj go nie lubic:) Co jest pieknego w wygranych np. Froome’a gdy Sky demoluje reszte i doprowadza go do sytuacji gdzie zostaje mu max dwoch rywali. Alberto z lat swojej swietnosci a nawet z 2014r sam by ten smierdzacy Sky rozwalił obecnie