Fot. Katusha-Alpecin

Wydawało się, że Kuurne – Bruksela – Kuurne będzie typowym wyścigiem, gdzie swoich szans będą szukać sprinterzy. Po ogromnej kraksie podczas wczorajszego wyścigu okazuje się, że ściganie ze startem i metą w Kuurne będzie szansą do rewanżu za sobotnie zmagania.

Alexander Kristoff także znalazł się w kraksie tuż przed Taaienbergiem, gdzie ucierpiał także Tom Boonen. Norweg z Katushy wrócił na rower, ale zrezygnował z jazdy po kilkunastu kilometrach. O kulisach tej decyzji opowiadał dyrektor sportowy rosyjskiej ekipy Torsten Schmid:

„Wycofał się z rywalizacji bo był daleko za faworytami i nie było sensu kontynuować jazdy. Alex ma kilka obtarć, ale wszystko z nim w porządku i wystartuje w Kuurne. Mówił o jakimś bólu w karku, ale mamy odpowiednich ludzi w grupie, którzy o niego zadbają. Nasi zawodnicy to także twardzi goście i na pewno staną na starcie z nastawieniem na wygraną. W sprincie ciężko liczyć na kogoś innego niż Kristoff, ale wyścig trwa 200 kilometrów i wiele rzeczy może się wydarzy zanim dotrzemy do finałowych metrów.”

Dziennikarze dopytywali także Schmida o czas jaki minął od ostatniej kraksy Kristoffa. Dyrektor sportowy „strzelił”, że około dwóch lat. Jeden z norweskich dziennikarzy odparł, że po raz ostatni podobne zdarzenie miało miejsce 962 dni temu.

Chciałbym, żeby miał 2000 dni bez wypadku. Miejmy nadzieję, że limit na ten sezon właśnie wyczerpał.

-zakończył Schmid.